Lech czyha na kolejne potknięcie Wisły

Jeśli piłkarze Wisły Kraków nie wygrają w sobotę w Warszawie z Legią, Lech Poznań może zostać nowym liderem ekstraklasy. Pod warunkiem, że na własnym boisku pokona Polonię Bytom.

Finisz piłkarskiej ekstraklasy zapowiada się niezwykle interesująco. Aż cztery zespoły - Wisła, Legia, Lech i Ruch Chorzów mają szansę na mistrzowski tytuł. Lechici od początku roku systematycznie odrabiają straty do liderującej Wisły. "Kolejorz" wykorzystał sensacyjne potknięcie krakowian z Koroną Kielce (0-1) i wygrywając we Wrocławiu ze Śląskiem 3-0 zmniejszył dystans do jednego punktu. A po 17 kolejkach ten dystans wynosił aż osiem punktów.

Reklama

Lech zagra w sobotę z Polonią Bytom, pół godziny po zakończeniu szlagierowo zapowiadającego się pojedynku Legii z Wisłą. Remis, bądź porażka "Białej Gwiazdy" sprawi, że lechici na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek mogą zostać liderami. Trener poznańskiej jedenastki Jacek Zieliński stara się jednak tonować nastroje.

- Tak naprawdę, nie zaprzątamy sobie głowy, gdzie Wisła może jeszcze stracić punkty. Skupiamy się przede wszystkim na swoich meczach, w których chcemy zdobyć dziewięć punktów. To nie my, ale wciąż Wisła ma komfortową sytuację i jest panem swojego losu. Jeśli wygra wszystkie mecze do końca - zostanie mistrzem Polski - powiedział Zieliński.

Szkoleniowiec dodał, że jego drużyna na pewno nie będzie na bieżąco śledzić losów spotkania w Warszawie. - Nie będziemy wisieć na telewizorze, choć odciąć chłopaków od tego będzie bardzo trudno. Wiadomo, że swoimi kanałami dowiedzą się, jak się zakończył mecz - zauważył.

W sobotę przeciwko Polonii Bytom (początek, godz. 18.30), Lech będzie faworytem, ale Zieliński przestrzega przed nadmiernym optymizmem.

- Polonia ma pewne utrzymanie, ale podejrzewam, że podobnie jak wcześniej Lechia Gdańsk, może spiąć się na Lecha. My musimy zagrać na pewno inaczej niż przeciwko Lechii. Polonia potrafi operować piłką, grać ofensywnie. Nie możemy im dać się rozbujać - podkreślił Zieliński.

Do składu poznańskiej drużyny wracają Semir Stilić (pauzował we Wrocławiu za kartki) oraz Tomasz Bandrowski, któremu przytrafił się niegroźny uraz. - Przed meczem z Polonią mamy faktycznie duże pole manewru i większy komfort jeśli chodzi o skład. Do pełnej dyspozycji wrócili Jakub Wilk i Marcin Kikut. Każdy musi być gotowy do gry - przyznał szkoleniowiec.

Poznański zespół ma jednak kłopoty z bramkarzami. Do końca sezonu nie zagra już Bośniak Jasmin Burić. Wobec kontuzji Grzegorza Kasprzika, bramki nadal będzie bronić Krzysztof Kotorowski, trzeci golkiper Lecha. Kotorowski jest jednak trochę przeziębiony, a na ławce pozostaje zaledwie 17-letni Gerard Bieszczad.

- Owszem, dopuszczam taką możliwość, że może i on stanąć w bramce. Kiedyś w końcu będzie musiał zagrać - podkreślił trener Lecha.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | Lech Poznań | Wisła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama