LeBron James: Niczego jeszcze nie zdobyłem

Okładki sportowego magazynu "Sports Illustarted", mieszają się z artykułami w biznesowym "Forbesie" i prestiżowym "GQ". W Japonii i USA powstają o nim komiksy, a udziałowcy sportowego giganta jakim jest "Nike" nie śpią po nocach zastanawiając się, co tego wieczoru robi 21-letni LeBron James.

Z jednej strony pokazywany na olbrzymich planszach reklamowych jako "Król James", a z drugiej ciągle skromny chłopak - wychowywany żelazną ręką przez samotną matkę w małym Akron w stanie Ohio. LeBron ma zaledwie 21 lat, ale już dawno przestał być "tylko" koszykarzem.

Reklama

- W wywiadzie dla "Associated Press" powiedziałeś, że jednym z twoich życiowych celów jest zostanie najbogatszym człowiekiem świata.

LeBron James: - Dlaczego nie? Daję sobie na bycie miliarderem nie więcej niż 20 lat. Może mniej. Wiem, że sama koszykówka mi tego nie zapewni, dlatego staram się rozwijać inne interesy. Dla mnie prowadzenie drużyny na parkiecie nie jest wcale czym innym od prowadzenia własnej korporacji. Nie robię tego sam, bo wspólnie z moimi przyjaciółmi z dzieciństwa założyliśmy firmę "Four Horseman Management". (Czwórka Jeźdźców). Oni dbają o moje interesy, ja dbam o to, co dzieje się na parkiecie. Jak dobrze pójdzie, to zarobię tyle, że całe generacje Jamesów nie będą się przejmować pracą, tylko wydawać to, co ja zarobiłem. Taki mam plan.

- Miałeś już taki plan grając w szkole średniej? Twoje mecze były pokazywane na ESPN, a Ciebie przychodzili oglądać Shaquille O'Neal czy Michael Jordan...

- Zawsze wiedziałem, że jak będę "robił swoje" czyli wykorzystywał dany mi przez Boga talent, wszystko będzie OK. Oni mi zawsze powtarzali, żebym nigdy nie wierzył temu, co się o mnie pisze i mówi, tylko sam wiedział co jestem wart. Dlatego nie zwracałem specjalnej uwagi na medialne zamieszanie, przyzwyczaiłem się do niego. Do dziś go jednak nie rozumiem, nie wiem dlaczego uważany jestem za kogoś specjalnego. Ja tylko gram w koszykówkę.

- Dla nikogo w NBA nie ulegało wątpliwości, że pominiesz grę w uniwersytecie i trafisz prosto z licealnego parkietu do najlepszej ligi świata. Nigdy nie miałeś wątpliwości, że to była dobra decyzja?

- Może trochę, oglądając jak mój przyjaciel Melo (Carmelo Anthony) zdobywa mistrzostwo Stanów z Syracuse. Ale tylko wtedy. Wiedziałem, że pod względem koszykarskim dużo się w NCAA nie nauczę, bo grałem w koszykówkę latem z najlepszymi zawodnikami uniwersyteckimi, z graczami z NBA i dawałem sobie radę. Żebyś mnie dobrze zrozumiał - uniwersytet, całe to doświadczenie życiowe z tym związane, jest dla kogoś, kto ma 18-19 lat bardzo ważne. Ale ja go chyba nie potrzebowałem.

- Jedną z najczęściej wymienianych twoich zalet, oprócz oczywistego talentu fizycznego, była niezwykła dla nastolatka znajomość gry oraz dojrzałość. Szkoleniowcy Cleveland Cavaliers od pierwszego twojego meczu wśród zawodowców powtarzali, że wchodząc na parkiet zamieniasz się w trenera i tak naprawdę tylko trener potrafi docenić to, co robisz dla zespołu. Kevin Garnett dodał, że jesteś "prezentem dla całej ligi".

- To są znaczące komplementy, bo od ludzi przeciwko którym gram i tych, którzy są ze mną każdego dnia w zespole. Za to muszę podziękować trenerom, którzy uczyli mnie robić wszystko na parkiecie, kiedy miałem 10-12 lat. Zawsze najwięcej trenowałem elementy gry, które przychodziły mi najtrudniej. Jak miałem w jednym meczu 20 punktów i 3 asysty, to w następnym chciałem mieć 20 asyst, 3 punkty i 10 zbiórek Teraz pracuję nad gra w obronie. Zawsze taki byłem, nigdy nie potrafiłem zrozumieć jak ludzie mówią mi, że "mogę na boisku robić lepiej to czy tamto, ale nie mogę robić wszystkiego bardzo dobrze". Dlaczego nie?

- Zostałeś najmłodszym zawodnikiem w historii NBA z dorobkiem 2000 punktów, 500 asyst i 500 zbiórek. Oprócz ciebie, tylko pięciu graczy w historii zaliczało przeciętną ponad 25 pkt, 7 zbiórek i 7 asyst w sezonie. Z tego co mówisz wynika, że nie chcesz słyszeć o porównaniach do Jordana czy Oscara Robertsona.

- Bo nie mam się do kogo porównywać. Nie gram w lidze nawet trzech pełnych sezonów, nic nigdy nie wygrałem w Cleveland. Indywidualne statystyki nie mają znaczenia. Dlatego tak bardzo zależało mi, żeby w Cavaliers była wokół mnie drużyna, która może mi pomóc wygrać mistrzostwo, a przynajmniej walczyć w finale Konferencji Wschodniej. To jest mój jedyny cel.

- A jeśli w Cleveland się to nie uda" W lecie przyszłego roku walczyć będzie o ciebie każdy klub NBA...

- Porozmawiajmy o tym w lecie. Klub z Cleveland będzie miało pierwszeństwo wyboru, przemyślę co będzie dla mnie najlepsze. Niczego w życiu nie robię pochopnie.

Kilka godzin później LeBron James zdobył przeciwko Chicago Bulls 37 punktów, dodając 6 asyst i 5 zbiórek. Kolejny mecz LeBrona w którym chłopak z Ohio, w swoim "spokojnym" stylu, prawie niewidocznie dominował na parkiecie zbiegł się z informacją giełdową. Zyski "Nike" po wprowadzeniu na rynek serii butów Air Zoom LeBron 3 (125 dolarów za parę) wzrosły o 15 procent, a strój LeBrona z Cleveland Cavaliers jest już na trzecim miejscu - za Dwyane Wade (Heat) i Allenem Iversonem (76ers) - wśród najczęściej kupowanych trykotów w Ameryce. Miliardowa przyszłość LeBrona ma się więc dobrze.

Przemysław Garczarczyk, Chicago

Dowiedz się więcej na temat: nike | cavaliers | NBA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje