Lakers show-time, żegnamy "Królów"

Trwa show-time w wykonaniu Los Angeles Lakers. Obrońcy tytułu mistrzowskiego ogrywając w ARCO Arena po raz czwarty w półfinale Konferencji Zachodniej Sacramento Kings (119:113) zakończyli nierówną krucjatę przeciw ekipie ze stolicy Kalifornii.

Na imponujący dorobek punktowy "Jeziorowców" w pocie czoła zapracował szczególnie Kobe Bryant. "Młody-gniewny" w fantastycznym występie zaaplikował gospodarzom aż 48 punktów (rekord kariery w play off) i swój snajperski wyczyn okrasił jeszcze 16 zbiórkami. O`Neal borykający się z nadmiarem fauli zdobył "tylko" 25 punktów (plus 10 zbiórek). Podopieczni Phila Jacksona nie zaznali smaku porażki od 1 kwietnia, wygrywając osiem ostatnich gier sezonu regularnego i siedem z rzędu w play off.

Reklama

Bryant trafił z pola gry 15 z 29 rzutów i 17 z 19 osobistych, a co ważniejsze potrafił wziąć na siebie ciężar gry w kluczowych momentach. W trzeciej, a szczególnie w finałowej kwarcie, gdy Shaq przesiadywał głównie na ławce rezerwowych, Kobe zdobył 28 "oczek" przyczyniając się do zamiany 4-punktowego deficytu gości po 36 minutach gry (84:80 dla Kings) na 6-punktowe zwycięstwo. - Jestem zawiedziony. No cóż, prawda jest taka, że Lakers to wielki team - mówił z frustracją w głosie Chris Webber - lider ekipy Ricka Adelmana, który zdołał wrzucić przeciwnikom 21 punktów. W zeszłym sezonie, w pierwszej rundzie play off Lakers dwukrotnie przegrali w hali ARCO Arena. - Sądzę, że Spurs mają największe szansę ogrania Lakers, ale uważam, że i tak nasi przeciwnicy wyjdą zwycięsko z tej rywalizacji - prognozuje wynik konfrontacji w finale Konferencji Adelman. Na razie jednak "Twin Towers" muszą martwić się jak jeszcze raz pokonać Dallas.

Tymczasem gmatwa się sytuacja w półfinałach Wschodu. Philadelphia 76ers po zaciętej walce wywieźli jednak zwycięstwo z Air Canada Center (84:79) i wracają do Miasta Braterskiej Miłości z bilansem dwóch zwycięstw i porażek. Goście beztrosko roztrwonili chwilami już 16 punktową zaliczką i na niespełna 3 minuty przed końcową syreną szaleńczy pościg Raptors uwieńczony został sukcesem. Zza łuku 7,24 metra kosz ekipy Larry`ego Browna przedziurawił Childs i tablica świetlna pokazała wynik remisowy 78:78. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, a nieszczególnie przecież dysponowany rzutowo Allen Iverson (tylko 10/30 z placu gry) odpowiedział tym samym i z podopiecznych Lenny`ego Wilkensa uszło powietrze. Iverson uzbierał w sumie 30 "oczek" - Vince Carter 25.

2:2 jest również w rywalizacji Milwaukee Bucks z Charlotte Hornets. Znakomicie przygotowani taktycznie przez Paula Silasa "Szerszenie" ograli po raz drugi w Charlotte Coliseum mistrzów Central Division - tym razem 85:78. Klasą dla siebie był znów Jamal Mashburm zdobywca 31 punktów.

Zobacz rywalizację w play off 2001

Dowiedz się więcej na temat: Arena | play off | show | lakers | Time

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje