Lakers ograli Mavs

Wciąż tylko raz gorzkiego smaku porażki w sezonie zaznali koszykarze Los Angeles Lakers. W swym 17. straciu w 56. sezonie wygrali po raz szesnasty.

Oto, i tym razem tradycji stało się zadość, bowiem ekipa Phila Jacksona po raz 22.z rzędu od 1990 roku pokonała (choć tym razem nie bez trudu) w Kalifornii Dallas Mavericks 98:94. Mężem opatrznościowym gospodarzy był Shaquille O`Neal. Center "Jeziorowców" w swym najskuteczniejszym występie w sezonie zaaplikował gościom z Teksasu aż 46 punktów, trafiając fenomenalnie z akcji aż 18 z 23 rzutów (nieco gorzej z linii rzutów wolnych: 10/22).

Reklama

Swój dorobek punktowy Shaq okrasił jeszcze 15 zbiórkami. O zwycięstwie Lakers zdecydowało dopiero siedem finałowych minut meczu, w których zespół Dona Nelsona pod presją defensywy Lakers nie trafił ani jednego rzutu z pola gry! Dallas kontrolowali przebieg meczu przez ponad trzy kwarty i jeszcze po celnym rzucie zza łuku 7,24 metra Dirka Nowitzkiego na 6 minut 49 sekund przed końcową syreną goście prowadzili 88:85. Później teksańczyków ogarnęła indolencję snajperska, a Niemiec choć w całym meczu zdobył aż 33 punkty trafiając 12 z 20 rzutów, chybił trzy z rzędu w decydujących momentach.

Fatalna passa Philadelphii 76ers trwa. Ekipa z Miasta Braterskiej Miłości przegrała już piąty z ostatnich 6 meczów, nie dając tym razem rady przeciętnym przecież Golden State Warriors (87:93). A wszystko przez strefę... Gdy w pierwszej odsłonie starcia w The Arena in Oakland Dave Cowens zaordynował obronę "każdy swego" Allen Iverson ustrzelił 13 punktów i goście kontrolowali grę (23:21 dla 76ers). Później na parkiecie "Wojownicy" stanęli szczelną strefą 2-2-1 i zaczęły się kłopoty zespołu Larry`ego Browna. Iverson w trzech kolejnych kwartach uciułał w sumie tylko 10 "oczek", a na domiar złego na 90 sekund przed końcową syreną wybił sobie lewego kciuka i musiał opuścić plac gry.

Rzadko zdarza się by na wymianie dwóch czołowych zawodników ligi solidarnie skorzystały obie ekipy. Tymczasem beneficjentami zmian barw klubowych przez Stephone Marbury`ego i Jasona Kidda są zarówno Phoenix Suns, a i zwłaszcza New Jersey Nets, którzy z chłopców do bicia zmienili się w lidera Atlantic Divison (bilans 11-6). Obie drużyny spotkały się w Continental Airlines Arena - lepsi tym razem okazali się Nets gładko ogrywając gości z Arizony 106:87. Obaj liderzy nie byli jednak jakoś specjalnie usposobieni snajpersko: Marbury trafił tylko 7 z 17 rzutów (15 oczek), Kidd jeszcze rzadziej dziurawił kosz rywali (jedynie 2/10 i 6 punktów), ale skolekcjonował jeszcze 13 asyst i 9 zbiórek (przy 7 asystach rozgrywającego Suns).

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 5 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: Entourage | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje