Lakers niezwyciężeni!

Los Angeles Lakers w pierwszym meczu finałowym Konferencji Zachodniej pokonali, na klepkach przeciwnika, najlepszą drużynę sezonu zasadniczego San Antonio Spurs 104:90 od pierwszej minut kontrolując poczynania na parkiecie. To już 16. wygrana obrońców tytułu mistrzowskiego z rzędu.

Po ośmiu triumfach na zakończenie rozgrywek regularnych "Jeziorowcy" błyskawicznie odprawili w dwóch pierwszych etapach rywalizacji w play off kolejno Portland Trail Blazers (3:0) i Sacramento Kings (4:0). Tym razem gorycz porażki w starciu z zespołem Phila Jacksona, po raz pierwszy od 12 kwietnia przed własną publicznością, doznali i Spurs.

Reklama

W monumentalnej, teksańskiej hali Alamodome koncert gry zademonstrował Kobe Bryant. Wszędobylski shooting guard ekipy Phila Jacksona aż 19-krotnie przedziurawił kosz "Ostróg" z pola gry (na 31 prób), a imponujący 45-punktowy dorobek okrasił 10 zbiórkami.

- Naszym celem było zwycięstwo przynajmniej w jednej z dwóch pierwszych potyczek w San Antonio. Choć plan minimum już zrealizowaliśmy nie rezygnujemy z koncentracji. Ta seria jest jeszcze daleko od rozstrzygnięć - nie popadał w euforie Shaquille O`Neal, który uwikłany w twarde pojedynki z "Twins Tower" uzbierał 28 punktów i 11 zbiórek. Środkowy gości nie szczędził jednak słów uznania pod adresem swego młodszego kolegi - Powiedziałem dziś Kobe`mu, że jest moim idolem. To najlepszy gracz ligi - tako rzekł Shaq, który dopiero niedawno zakopał topór wojenny z Bryantem. Do chóru pochlebców dołączył i weteran Horace Grant, który z bliska mógł niegdyś podziwiać Michaela Jordana, gdy wspólnie trzykrotnie sięgali po najwyższe laury - Kobe gra jak "numer 23". Nie ma już Bryanta, jest Mr. Braynt - piał z zachwytu Grant.

Zobacz rywalizację w play off 2001

Dowiedz się więcej na temat: lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje