Lakers górą po raz drugi

Nie udało się koszykarzom Philadelphii 76ers wykorzystać atutu publiczności i własnych klepek w trzecim starciu wielkiego finału ligi NBA. Mimo ogłuszającego dopingu 20-tysięcznego tłumu w hali First Union Center pretendenci do tytułu polegli w batalii z Los Angeles Lakers 91:96 i przegrywają w serii best-of seven 1:2.

- Wszyscy mówią jakie to wielkie serce do gry mają 76ers. Dziś udowodniliśmy, że i nam nie brakuje zaangażowania i poświęcenia grze - chełpił się Robert Horry. Ale rezerwowy silny skrzydłowy obrońców mistrzowskich pierścieni miał pełne prawo do euforii. Były gracz "Rakiet" w kluczowych momentach meczu - gdy parkiet po szóstym przewinieniu, w 10. minucie finałowej odsłony, musiał opuścić Shaquille O`Neal - zdobył 7 ostatnich punktów swej ekipy ratując nikłą przewagę gości.

Reklama

Gdy na 62 sekundy przed końcową syreną Kevin Ollie trafił zza łuku 7,24 metra ekipa Larry`ego Browna zmniejszyła deficyt raptem do jednego "oczka" (89:88). 15 sekund później członek mistrzowskiej drużyny "Rakiet" z Houston z lat 1994-95 Robert Horry przedziurawił kosz rywali rzutem za trzy i goście dystansowali 76ers 92:89. Po chwili "The Answer" próbował zmniejszyć straty rzutem za trzy, faulował go Tyronn Lue i sam poszkodowany zaaplikował "Jeziorowcom" z linii rzutów wolnych 3 "oczka". Potem punkty zdobywał już tylko Horry dwukrotnie bezbłędnie wykonując osobiste. Najpierw na 21 i potem na 9 sekund przed końcem meczu pewnie posłał cztery wolne do kosza 76ers ani razu nie pozwalając zadrżeć swej ręce. Tymczasem pomylił się w ofensywnej akcji Allen Iverson i ku rozpaczy kibiców gospodarze przegrali różnicą 5 punktów.

- Nie dbam o to, jak bardzo chcesz wygrać. Triumf i tak będzie mój - wykrzyczał Kobe Bryant, który był tym razem najskuteczniejszym graczem swej ekipy (32 punkty, 13 celnych rzutów na 30 prób z akcji).

- Nie ma co rozpaczać, musimy skupić się na grze numer cztery - powiedział Iverson. Mały "wojownik" zaaplikował gościom 35 "oczek" chybił jednak aż 18 z 30 rzutów.

- To my mogliśmy dziś schodzić z parkietu jako zwycięzcy, no cóż nie udało się. Cieszę się jednak że stworzyliśmy wspaniałe widowisko dla tych wszystkich, którzy kochają koszykówkę - i coach pokonanych Lary Brown nie lał krokodylich łez.

Zobacz rywalizację w play off 2001 oraz galerię zdjęć z finałów

Dowiedz się więcej na temat: NBA | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama