Kulej: Sosnowski jest za grzeczny, musi ostro zaatakować

Próba zepchnięcia Witalija Kliczki do defensywy może być kluczem do sukcesu Alberta Sosnowskiego w sobotniej walce o mistrzostwo świata federacji WBC w kategorii ciężkiej w Gelsenkirchen - uważa dwukrotny mistrz olimpijski w boksie amatorskim Jerzy Kulej.

- Nie można całkowicie przekreślać Sosnowskiego, przecież za darmo nie został mistrzem Europy. Jego szansy w starciu z Kliczką upatruję w zdecydowanym ataku. Pięściarze z rosyjskiej szkoły nie potrafią się bronić, nie mają w psychice zakodowanego, że ktoś może im się postawić i zaatakować. Jeśli trafi się odważny, to mogą mieć problem - powiedział Kulej, przed laty ceniony bokser, a obecnie komentator telewizyjny.

Reklama

Jeden z najlepszych polskich pięściarzy w historii dostrzega też mankamenty u Sosnowskiego. - Obawiam się o niego, bo długo dochodzi do siebie po mocnym ciosie. Tak było dziewięć lat temu, kiedy został znokautowany przez Kanadyjczyka Arhura Cooka. Albert nie jest Tomkiem Adamkiem, który przyjmie lufę, by po chwili być przytomnym i dalej boksować - wyjaśnił.

Kulej ma receptę na sukces Sosnowskiego: - Trochę przypomina mnie samego z dawnych lat. Ja też rywalizowałem z wyższymi od siebie, wchodziłem do półdystansu i dawałem sobie radę. Czy jednak Albert ominie ręce Kliczki i zepchnie go do defensywy? Oby Ukrainiec zrobił pierwszy krok do tyłu, to Sosnowskiemu będzie łatwiej.

Prawie 70-letni Kulej przestrzega jednak przed siłą ciosu Kliczki. - Jego ostatni rywal Johnson trafił do szpitala. Tak mocne, piorunujące uderzenie, jakim dysponuje Kliczko, to rzadkość. Podobnej siły ciosu nie miał nawet Mike Tyson - ocenił.

Jerzemu Kulejowie nie podoba się zachowanie Sosnowskiego przed walką w Gelsenkirchen, uważa, że jest za "grzeczny".

- Nie może dziękować Kliczce za to, że żyje, za to, że wspaniałomyślnie umożliwił mu boksowanie o pas organizacji WBC. Niemcy liczą, że właśnie Albert ściągnie polskich kibiców na trybuny i oni w 70 procentach wypełnią trybuny Veltins Areny. Bo walki Kliczki są nudne, trochę nawet tchórzliwe. Witalij jest spryciarzem, a obok siebie ma kolejnego spryciarza, trenera Fritza Sdunka. Jeśli zobaczą, iż Sosnowski dalej nisko im się kłania, to będą się z nim bawić. Kliczko przytrzyma Polaka do czwartej-piątej rundy, a w którejś z następnych ciupnie go i będzie po wszystkim. Ukraińcowi może udać się zrealizować ten plan, nawet mimo tego, że jest kiepskim aktorem - uważa.

Przełom maja i czerwca dla Jerzego Kuleja jest czasem ważnych imprez pięściarskich. I w boksie zawodowym, i amatorskim. Niebawem w Moskwie rozpoczną się mistrzostwa Starego Kontynentu amatorów. W 1963 roku na najwyższym stopniu podium ME, właśnie w stolicy Rosji, stanęło dwóch Polaków: Kulej i Zbigniew Pietrzykowski.

Z Gelsenkirchen - Radosław Gielo

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: WBC | Jerzy Kulej | Kulej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje