"Ktoś manipulował Małyszem"

Konflikt pomiędzy Polskim Związkiem Narciarskim a menedżerem Edi Federerem trwa. W tym sporze Adam Małysz poparł swojego menedżera, ostro krytykując PZN z prezesem Pawłem Włodarczykiem na czele.

- Jesteśmy umówieni na spotkanie, na którym - mam nadzieję - wszystko sobie wyjaśnimy - powiedział Włodarczyk na łamach "Przeglądu Sportowego".

Reklama

- Chciałbym wyjaśnić wszystkie nieporozumienia i chciałbym, aby Adam wreszcie zrozumiał, że nie powinien brać udziału w tej sprawie. To przecież jego nie dotyczy. Związek ma problem prawny z panem Federerem, który staramy się rozwiązać. Prawo zmusza nas do tego, że nie możemy przedłużać umowy z Federerem na warunkach niekorzystnych dla PZN, bo wtedy sami za to odpowiemy prawnie - tłumaczył prezes PZN.

Ostatni raz Włodarczyk rozmawiał ze skoczkami i Małyszem podczas mistrzostw świata w Oberstdorfie.

- Mieliśmy godzinne spotkanie, na którym poruszyliśmy rzeczy bardziej i mniej miłe. Rozmawiałem wtedy zresztą nie tylko z Małyszem, ale i innymi zawodnikami. Co do jego stwierdzenia o zakończeniu kariery, nie wierzę, że sam chciał to powiedzieć. Mam wrażenie, że ktoś nim manipulował - stwierdził Włodarczyk.

Jeśli nie dojdzie do polubownego rozwiązania konfliktu, sprawa trafi do sądu i zdaniem Federera wówczas Małysz będzie miał ogromne problemy z odpowiednim przygotowaniem do igrzysk olimpijskich w Turynie. Federer uważa, że w ewentualnym procesie nasz najlepszy skoczek występowałby w roli świadka.

- To jest kompromitacja pana Federera, że tak mówi. Niby dlaczego Małysz miałby być świadkiem? Ciekawe, czy w taki właśnie sposób to sam menedżer nie działa na szkodę Adama. Zawsze przecież można się porozumieć, ale na płaszczyźnie prawnej, a nie na zasadzie czyjegoś widzimisię. Nie wykluczam podpisania umowy z panem Federerem - jak najbardziej - ale w oparciu o projekt, który przekazaliśmy mu w listopadzie. Pod uwagę mogą być wzięte również zapiski ze słynnej notatki podpisanej w Zakopanem. Wszystko można osiągnąć w oparciu o literę prawa - podkreślił.

- Powiem szczerze, wspólnie z kilkoma członkami zarządu poważnie zastanawialiśmy się, czy nie podać się do dymisji. Doszliśmy jednak do wniosku, że rozbijając związek przynieślibyśmy więcej szkody niż pożytku. PZN to nie tylko skoki, ale również bieg, narciarstwo alpejskie. Nie można pozwolić, by tuż przed sezonem olimpijskim wszystko upadło - zakończył Włodarczyk.

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | Włodarczyk | PZN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje