Kszczot przed MŚ: Biegacze z Afryki są do pokonania

Ze startem Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota na 800 m w mistrzostwach świata w Daegu polscy kibice wiążą duże nadzieje. Najgroźniejsi w walce o medale będą biegacze z Afryki. Kszczot uważa, że można ich pokonać i jest optymistą przed sobotnią rywalizacją.

- Mistrzostwa świata to całkowicie inna impreza niż mityngi. Tu mamy trzy biegi w ciągu czterech dni. Najlepszym przykładem jest Sudańczyk Abubaker Kaki, który dwa lata temu praktycznie sam się przewrócił. Jeżeli ktoś biegał przeważnie na czele stawki i nie miał zbytniego kontaktu fizycznego z innymi zawodnikami, to teraz może mieć problem. I Kaki, i rekordzista świata Kenijczyk David Rudisha nie będą chcieli marnować swoich sił w eliminacjach czy półfinałach, a wtedy wszystko jest możliwe - ocenił Kszczot.

Reklama

Zawodnik RKS Łódź uważa, że w Daegu nie padnie rekord globu w tej konkurencji. - Nie będzie tak szybkich biegów. Ani Rudisha, ani Kaki, w tym sezonie nie są w optymalnej formie. Nękały ich kontuzje i bardzo późno zaczęli startować. Nie padły żadne wyniki porównywalne do czasów z zeszłego roku. Były to rezultaty w granicy lekko poniżej 1.43 więc spokojnie można tutaj walczyć - dodał podopieczny Stanisława Jaszczaka.

Dla Kszczota bez znaczenia jest, czy bieg rozgrywany jest na tzw. tempo, czy na końcówkę. Skupia się na sobie, na swojej taktyce i na tym, by awansować do wtorkowego finału.

- Jaką drogę do niego będzie trzeba pokonać, zobaczymy. Wiele zależy w jakiej serii będę rozstawiony, z jakimi przeciwnikami przyjdzie mi walczyć i czy wystarczy wszystkim w czasie biegu zimnej krwi, żeby jak najdłużej utrzymywać niskie tempo i zachować dużo sił na ostatnie metry. Biegi wolne są nieco niebezpieczne, bo jeżeli wcześniej nie wypracuje się pozycji wyjściowej do finiszu, to z awansem może być różnie. Półfinały powinny być już dosyć szybkie, poniżej 1.46. Jednak to są mistrzostwa świata i stawka jest bardzo mocna - podkreślił.

22-letni Kszczot do imprezy w Daegu przygotowywał się w St. Moritz. - Potem działo się już wszystko bardzo szybko. Mało czasu na trening, dużo w podróży. Dziewiątego sierpnia wracałem ze Szwajcarii, 11 i 12 były mistrzostwa Polski, a 15 wylot do Korei - wspomniał.

W krajowej rywalizacji brązowy medalista mistrzostw Europy z Barcelony (2010) zdecydował zmierzyć się na nietypowym dla siebie dystansie - 400 m.

- To był element przygotowawczy do mistrzostw świata. I okazało się, że jest bardzo, bardzo dobrze. Spodziewaliśmy się wprawdzie takiego wyniku (46,51), ale ten bieg mógł być znacznie szybszy. Troszeczkę zawiodła reakcja startowa i rozłożenie sił - powiedział.

Kszczot wraz z Lewandowskim (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) rywalizację na 800 m rozpoczną pierwszego dnia zawodów, w sobotę. Eliminacje zaplanowano na godz. 5.05 czasu polskiego. Półfinały odbędą się dzień później, a finał we wtorek.

Z Daegu - Marta Pietrewicz

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Daegu | lekkoatletyka | Adam Kszczot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje