"Kosa": Groźniejszy jest Lech, niż Legia

- W rywalizacji o mistrzostwo Polski bardziej może nam zagrozić Lech Poznań, niż Legia. Lech może się jeszcze obudzić - przestrzega piłkarz Wisły Karków Kamil Kosowski.

INTERIA.PL: Co zaważyło, że wygraliście mecz z Legią?

Reklama

Kamil Kosowski: Wisła stanowi lepszy kolektyw, niż Legia. Mieliśmy chyba również lepsze mentalne nastawienie do tego meczu. Legii agresywności nie brakowało, ale my graliśmy jeszcze bardziej agresywnie. Zatem decydowały aspekty wolicjonalne, ale też dyspozycja we wczorajszym meczu.

Ale chyba macie lepszy zespół od Legii. Kogo wziąłbyś do Wisły z ich kadry?

- Nie interesuje mnie zespół Legii, ale jet tam kilku zawodników, którzy prezentują wysoki poziom, jak choćby Chinyama, czy Roger. Nie wiem, czy przydaliby się Wiśle, ale to klasowi zawodnicy.

Jak wytrzymałeś trudy tego meczu po pięciodniowej przerwie w treningach?

- Na pewno mecz nie był olśniewający w moim wykonaniu, ale najważniejsze, że wygraliśmy. Co mogłem, dałem z siebie. To było jednak widać, że cztery dni trenowałem bez zespołu, tylko indywidualnie. Brakowało pewności i precyzji w niektórych zagraniach. Zostałem na boisku jednak trochę dłużej, bo wynik do końca nie był pewny.

Legia przestaje się liczyć w walce o mistrzostwo? Macie nad nią osiem "oczek", a w perspektywie mecze z łatwiejszymi przeciwnikami, w których nie powinniście zgubić punktów.

- No właśnie - "nie powinniśmy gubić punktów". To jest takie trochę zgubne myślenie. Do każdego meczu trzeba podchodzić maksymalnie skoncentrowanym i grać konsekwentnie zwłaszcza w spotkaniach z tymi teoretycznie słabszymi zespołami.

A co do dużej straty Legii? Kilka tygodni powiedziałem, że najgroźniejszym naszym przeciwnikiem w tej lidze będzie Lech Poznań i podtrzymuje to zdanie. Wydaje mi się, że Lech nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Leo Beenhakker oglądał waszą grę z Legią. Myślisz, że przekonaliście go z Markiem Zieńczukiem do tego, aby powołał was na mecz z Belgią?

- Nie wiem. Marek potwierdził, że ostatnio jest najskuteczniejszym piłkarzem w lidze. Nie ma największej ilości bramek, ale strzela najbardziej regularnie. Co do mnie? Nie mnie oceniać. Byłem półtorej tygodnia na zgrupowaniu, pracowałem jak mogłem i ocena należy do selekcjonera. Przede wszystkim cieszę się, że mój klub wygrał mecz z Legią. A co do reprezentacji ? Leo Beenhakker charakteryzuje się tym, że do kadry nie ciągnie na siłę nazwijmy to "wielkich piłkarzy", wielkie indywidualności. Teraz siłą reprezentacji jest kolektyw. I zobaczymy. Pracuję dalej.

Czyżbyś się obawiał, że nie dostaniesz powołania?

- Nie obawiam się tego. Jeśli faktycznie tak się stanie, to ja się z tym pogodzę. Owszem, to moje marzenie, żeby grać w reprezentacji i jechać na mistrzostwa Europy. Ale jak mnie Leo Beenhakker nie powoła, to przecież nie skoczę z mostu. Trzeba będzie dalej robić swoje.

Rozmawiał: Michał Białoński, INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama