Korona żegna się z Kolporterem

"Nie mam złudzeń. Sytuacja w polskiej piłce się nie zmieni. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw podjąłem decyzję o wycofaniu się z finansowania Korony Kielce" - wyznał dzisiaj Krzysztof Klicki na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w Hotelu Łysogóry.

Właściciel Kolporter Holding dramatyczną decyzję podjął po tym jak wrocławska prokuratura zebrała solidne dowody w sprawie korupcji w kieleckim klubie, a funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali byłego znanego trenera Dariusza W.

Reklama

"Jestem zdruzgotany. Byłem oszukiwany. Ta sytuacja jest moją osobistą porażką. Muszę myśleć o przyszłości. Nie mogę pozwolić, żeby w przyszłości marka Kolporter była szargana" - argumentował Klicki.

"Będę czynił wszystko, by sprzedać korzystnie akcje klubu, aby nie doprowadzić do zaprzestania jego działalności. Jako właściciel klubu, nie dopuszczę do sytuacji, by Korona przestała istnieć. Jeśli nie znajdzie się inwestor, który zechce zapewnić dalsze finansowanie klubu, wówczas wystawię wszystkich piłkarzy na listę transferową " - podkreślił mocno rozgoryczony biznesmen, który nie widzi obecnie żadnych szans dalszej współpracy.

"Nie mam pewności, że za kilka miesięcy znów nie będę targany w mediach za jakieś kombinacje ligowe lub np. ustawianie wyników w zakładach piłkarskich, nic też nie wskazuje na to, by w polskiej piłce nożnej zmierzano do generalnych porządków. Natomiast przez wszystkie te lata byłem wrogiem negatywnych zjawisk w sporcie, choćby wspominając sprawy chuligaństwa na stadionach, rasizmu czy korupcji" - uzasadnił Klicki.

Przejmując w 2002 roku upadającą Koronę zamierzał udowodnić, że można od podstaw coś w futbolu zrobić, dlatego nie kupił ligowej drużyny, tylko wsadził do klubu swoich ludzi, spłacił długi i budował drużynę na miarę ambicji środowiska. Udało się też porozumieć z władzami samorządowymi i wybudować obiekt, którego w kraju wielu Kielcom zazdrości.

"Chciałem to czynić uczciwą drogą. Niestety, zawiodłem się, jest to moja największa życiowa porażka. Zaufałem ludziom, którym stworzyłem bardzo dobre warunki, dawałem pieniądze, sprowadzałem piłkarzy, trenerów, władowałem 40 mln w klub, który miał jeden z większych budżetów w polskiej ekstraklasie. Dlatego dziwią mnie wypowiedzi różnych ludzi, uważających się za autorytety sportowe, którzy posądzają mnie o chęć zysku z działalności w klubie. Jestem kielczaninem, fanem futbolu, postanowiłem kiedyś zaangażować się i pieniądze firmy w budowanie piłki nożnej w Kielcach. Robiłem to także dla kibiców, którzy tak gremialnie i aktywnie towarzyszyli klubowej drużynie, dopingowali ją bez względu na aktualne wyniki boiskowe. Dofinansowanie z Kolportera wynosiło obecnie 50 procent wydatków klubu, więc środowisko kieleckie musi postarać się o sponsora lub sponsorów strategicznych lub poprowadzić klub na miarę skromniejszych możliwości finansowych" - dodał Krzysztof Klicki.

Dowiedz się więcej na temat: właściciel | klicki | korona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje