Koniec PZPN: Chcemy skruszyć beton

- Za obecny stan rzeczy w polskiej piłce winimy w 99 procent PZPN i obecny zarząd PZPN - podkreślają animatorzy akcji "Koniec PZPN".

W środę przed południem gościem programu "Na dopingu" w radiu TokSport był Filip Gieleciński - jeden z inicjatorów akcji protestacyjnej wobec działań PZPN "Koniec PZPN".

Reklama

"Koniec PZPN" ze strony internetowej zrzeszającej kibiców chcących zamanifestować swoją niechęć do działalności PZPN, przekształcił się w stowarzyszenie. Gieleciński opowiada o tym, jakie były początki akcji: - W połowie września trójka chłopaków z Warszawy postanowiła założyć stronę www.koniecpzpn.pl. Założyli tą stronę internetową i chcieli skupić wokół siebie kibiców, którzy mają dość działań PZPN. Nagle w ciągu trzech, czterech dni zgłosiło się kilkanaście tysięcy osób, którzy dotarli tam tylko i wyłącznie poprzez informacje krążące po internecie.

- Wśród tych kilkunastu tysięcy osób zawiązała się grupa kilkudziesięciu, którzy stwierdzili, by zrobić stowarzyszenie i zacząć walczyć z obecnym zarządem PZPN. Kilkanaście dni temu mieliśmy zjazd założycielski, uchwaliliśmy statut, wybraliśmy zarząd i w czwartek będziemy składać wniosek do sądu o rejestrację stowarzyszenia - opowiada Gieleciński. - Celem podstawowym są zmiany w PZPN. Za obecny stan rzeczy w polskiej piłce winimy w 99% PZPN i obecny zarząd PZPN - dodaje.

- Zadajmy sobie dwa najważniejsze pytania. Gdzie transparentność PZPN? Czy my wiemy co tam się teraz dzieje oprócz doniesień prasowych, że przyznają sobie premie w wysokości 80 tysięcy złotych? Pytam się, za co? I druga sprawa - czy PZPN, który jest odpowiedzialny za inwestowanie w piłkę, czy to robi? Czy inwestuje w szkółki młodzieżowe? Czy te premie, które im się nie należą, nie powinny być przekazane na funkcjonowanie lub stworzenie takich szkółek? Tylko wtedy bylibyśmy w stanie stworzyć za kilka lat reprezentację. Musimy inwestować w młodych, takich, którzy mają teraz 15-17 lat i powoli wchodzą w karierę. W ich rozwój trzeba inwestować, żeby za kilka lat być zadowolonymi z ich gry - wzywa Gieleciński.

Pierwszą akcją "Koniec PZPN" jest wezwanie do bojkotu środowego spotkania ze Słowacją na Stadionie Śląskim kończącego przegrane eliminacji do Mundialu w RPA. Gieleciński przyznał, że fakt, że ludzie zwracają do kas jest dla nich prognostykiem na to, że Polacy są chcą przyłączyć się do akcji: - Docierają do nas zewsząd informacje, że ludzie, którzy kilkanaście dni temu kupili bilety na mecz, zwracają je teraz. To znaczy, że usłyszeli o naszej akcji, że się do niej przyłączają i w ten sposób też chcą zamanifestować swoje poparcie dla nas i naszej inicjatywy.

Gieleciński zaznacza, że protest jest wymierzony w PZPN, a nie w kadrowiczów reprezentacji Polski.- Na Stadionie Śląskim pokaże się garstka kibiców, która będzie nas reprezentować. Trzeba podkreślić, że całym sercem wspieramy reprezentację i nasz protest jest skierowany tylko i wyłącznie do PZPN. Nie chcemy godzić w piłkarzy. Ja osobiście, jeśli znajdę czas, usiądę przez telewizorem i będę trzymał za nich kciuki.

Reprezentanci przyznają otwarcie, że akcja "Pusty stadion" trafi rykoszetem także w nich, bowiem przeciwko Słowacji zagrają na opustoszałym stadionie w Chorzowie. - To prawda. Wiem, że oni tak to odbierają. Mam nadzieję, że niedługo będziemy mieli okazję spotkać się z kilkoma piłkarzami i wyjaśnić im jaki jest dokładnie nasz cel. Na PZPN do tej pory nie ma mocnych, więc żeby uzdrowić tą chorobę, jak nazywamy zarząd PZPN, żeby uzdrowić tą chorą strukturę, trzeba wielu bolesnych zastrzyków. Mam nadzieję, że w pewnym momencie, za kilka tygodni, miesięcy piłkarze nas także otwarcie poprą. - To jest dopiero pierwszy sygnał. Wybraliśmy tą formę tylko dlatego, że w ten sposób będzie to widoczne, ponieważ zabraknie nas na Stadionie Śląskim. To niewiele, ale zawsze jakoś da "po kieszeni" PZPN-owi. Zawsze będą to jakieś straty. Ta forma była wybierana w sposób demokratyczny i ustaliliśmy, że to będzie najlepszym początkiem.

"Koniec PZPN" zamierza doprowadzić do zmian w strukturach PZPN i zarządu Związku. Jak przyznaje Gieleciński, droga do tego jest jeszcze długa, ale możliwa do przebycia. Do akcji dołączają się kolejni chętni: - Chcemy zgromadzić wokół siebie więcej ludzi, jak najwięcej stowarzyszeń kibiców klubów Ekstraklasy, jak najwięcej ludzi sportu, piłki nożnej. Ostatnio dołączyło do nas stowarzyszenie ludzi internowanych w stanie wojennym, a więc ludzi, którzy walczyli za naszą polską demokrację, za to, że mogę teraz mówić to w radiu, a nie to ktoś każe. Jeśli ci ludzie teraz się przyłączają, to znaczy, że uda nam się zgromadzić jak najwięcej ludzi i wtedy zaczniemy siadać do rozmów ze znanymi dziennikarzami, celebrytami, czy również ministerstwem sportu i sejmową komisją ds. sportu, bo z nimi też warto rozmawiać. Wtedy usiądziemy do rozmów i będziemy zastanawiać się, jak zmienić PZPN, tą obecną betonową konstrukcję.

Media sugerują, że zbojkotowanie spotkania ze Słowacją ma uderzyć w budżet PZPN-u. Gieleciński twierdzi, że nie jest to głównym celem akcji, a jedynie początkiem działań: - To jest symbol. Wiemy, że to jest bardzo niewielka strata dla PZPN i wiemy, że PZPN dalej będzie miał środki, żeby przyznawać sobie premię i nagrody. To jest sygnał, który chcemy wysłać do PZPN. Z jednej strony jeśli nie zarobią tych 10 tysięcy złotych, to będziemy zadowoleni. Z drugiej strony będzie to ten pierwszy z bolesnych zastrzyków. Bolesnych dla nas wszystkich, piłkarzy, ale przede wszystkim dla PZPN. Niech on zobaczy, że frustracja społeczna osiągnęła poziom zenitu. Kibice jednoczą się i chcą wspólnie wystąpić przeciw temu, co się w polskiej piłce dzieje. Następne akcje nie będą już tak bardzo godzić w piłkarzy. Będą happeningami, rozmowami w różnych grupach, konsultacjami społecznymi na temat tego, co można wspólnie zrobić. Niedługo też chcemy rozmawiać z okręgowymi związkami piłki nożnej. Próbować pracy u podstaw, rozmawiać z ludźmi, którzy tworzą ten PZPN od samego dołu.

Władze PZPN, a także selekcjoner Stefan Majewski zarzucają ludziom odpowiedzialnym za "Koniec PZPN" działania pod przykrywką anonimowości. Gieleciński twierdzi, że są otwarci na dialog na arenie publicznej. - Z ogromną przyjemnością usiądziemy z nimi do stołu. Miałem okazję już dwukrotnie okazję przed kamerą i w radiu rozmawiać z rzecznikiem PZPN, panem Januszem Atlasem. Niestety rozmowy te były jedynie przepychankami. Pan Atlas nie dał mi dojść do słowa, nie dał mi wyrazić tego o co nam chodzi. Nazwał nas chuliganami, terrorystami. Jaki to jest poziom rozmowy? - pyta retorycznie.

- Będziemy chcieli zachęcić PZPN do rozmów w cztery oczy lub przed kamerami. Jesteśmy na to przygotowani. Od czwartku nie jesteśmy anonimowi. Wyszliśmy na ulicę, wyszliśmy przed kamery. Z przyjemnością podaję swoje nazwisko. Moi koledzy też występują publicznie. Dziś będziemy pod stadionem, gdzie grupa kilkudziesięciu osób będzie nawoływać do bojkotu PZPN i przeprowadzać ankiety - dodaje.

Ryzykiem środowej akcji pod Stadionem Śląskim jest to, że grupy kibiców chcąc przyłączyć się do akcji, będą intonować znane ze polskich stadionów przyśpiewki o Związku. Gieleciński zapewnia, że "Koniec PZPN" nie będzie chciało walczyć w ten sposób, chociaż rozumie tych kibiców: To stało się popularnym hasłem, które powstało dawno, dawno temu i jest do dzisiaj. To pokazuje frustrację społeczną, że ludzie śpiewają takie rzeczy, a nawet gorsze. Nie chcemy w żaden sposób przyłączać się do wybryków. Jednak spróbujmy zrozumieć tych ludzi, którzy mają po prostu dość tego, co się dzieje w PZPN. Jednego czego nie tolerujemy, to wybryki chuligańskie.

"Koniec PZPN" nie zamierza jedynie walczyć o odwołanie konkretnych członków Zarządu, ale ma jasną wizję zmian: - Widzimy dwie drogi. Droga numer jeden: kompletna zmiana zarządu PZPN. Wpuszczenie tam menedżerów, ludzi znających się na biznesie, którzy będą traktować polską piłkę, jako biznes, w który trzeba zainwestować, żeby za kilka lat było lepiej. Takich menedżerów chcielibyśmy widzieć w PZPN. Druga opcja, która wydaje się nierealna, to kompletnie rozwiązać PZPN i spróbować od początku stworzyć struktury w oparciu o kadrę menedżerską i ludzi sportu, którym ten sport jest bliski i którzy będą chcieli działać na rzecz polskiej piłki.

Gieleciński jasno zastrzega, że ludzi z "Koniec PZPN" nie interesują stołki w piłkarskiej centrali: - My tego nie chcemy. Większość z nas jest po prostu kibicami. Chcemy to oddać ludziom, którzy są prawdziwymi menedżerami, prawdziwymi biznesmenami, bo piłka w Polsce to jest biznes, który trzeba zreformować.

Przedstawiciele "Koniec PZPN" przed meczem ze Słowacją zamierzają wręczyć prezesowi Grzegorzowi Lacie pewien symboliczny podarunek, ale Gieleciński nie chciał zdradzić, co to będzie: - Zostałem zobowiązany do tego, żeby nie mówić co to jest, ale faktycznie - szykujemy niespodziankę. Nie jest ona dokładnie związana z tą kwotą, którą zarabia pan Lato, ale jest kontekstowo związana z całym zarządem PZPN-u i z tą opinią, która krąży o PZPN-ie. Nie chcę mówić co to jest, bo może się okazać, że nie uda się jej wręczyć dzisiaj. Wtedy osobiście pójdziemy do PZPN i będziemy stać pod drzwiami dopóki prezes do nas nie wyjdzie.

Zobacz także:

Polska - Słowacja: Sponsor rezygnuje z reklam!

Polska - Słowacja: Sprzedano 5 tysięcy biletów

Kołtoń: Pusty stadion zaboli PZPN i to bardzo!

Mają dość PZPN-u, nie kupują biletów!

Kapitan Słowacji chce w Chorzowie poczuć się jak u siebie

Słowakom też nie idzie sprzedaż biletów

Lawina ruszyła. PZPN nie powstrzyma bojkotu kibiców

Majewski: Prawdziwi kibice zawsze przyjdą

DYSKUTUJ NA NASZYM FORUM O AKCJI "PUSTY STADION"

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Chorzów | stowarzyszenie | majewski | kibice | rzeczy | stadiony | sport | beton | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje