Kołtoń: Zieliński i co dalej?!

Jaki jest autorytet trenera, który w "meczu jesieni" sięga do taktyki poprzednika, mimo że wcześniej z uporem forsował swoją?! W Lechu Poznań za Franciszka Smudę zatrudniony został Jacek Zieliński. Pytanie, czy to było dobre posunięcie? Czy nie zabrakło odwagi, aby postawić na trenera zagranicznego?

Zagraniczny znaczy lepszy? Nie, ale mało jest w Polsce trenerów, którzy pracują nad sobą. Dziś zawód trenera, to wspaniałe, ale zarazem nadzwyczajne wyzwanie. Wymaga głębokiej wiedzy i inteligencji oraz odpowiedniego podejścia do piłkarzy. Nie wystarczy na nich pomstować, jak to ostatnio mieli w zwyczaju Andrzej Lesiak, czy Jan Urban.

Reklama

Ostatnio znalazłem taką wypowiedź Alexa Fergusona: "Praca menedżera to fascynujący temat. Słyszę i czytam różne teorie na temat, tego, jakie cechy składają się na najlepszego menedżera. Świetny szkoleniowiec, inteligentny, umie podejmować decyzje i wiele innych czynników. Jednak często pomijany jest najważniejszy czynnik, a mianowicie entuzjazm. Bez tego nic się nie zdziała. Żądza sukcesu i entuzjazm udzielają się innym".

Niestety, Jacek Zieliński też pomstuje, co pokazał w rozmowie dla Polsatu po meczu w Belgii. Opiekun "Kolejorza" narzekał na Rengifo i Stilicia, jakby zapomniał, że jest zależny od zawodników. Z Bełchatowem Zieliński wrócił do swojej taktyki 1-4-4-2, a Stilicia i Rengifo posadził na ławce rezerwowych. Jak trzeba było ratować wynik, przy stanie 0:2, wprowadził Bośniaka i Peruwiańczyka, a ci doprowadzili do wyrównania na 2:2...

Jednak jaki jest autorytet szkoleniowca, skoro w "meczu jesieni" Zieliński wrócił do taktyki Smudy?! Kilka tygodni - także wcześniejsze cztery mecze ligowe i trzy pucharowe - rozegrał systemem 1-4-4-2, aby w decydującym starciu o Ligę Europejską ustawić drużynę w schemacie 1-4-3-2-1, a więc "choinką" Smudy.

Były lechita, Paweł Wojtala - który uwielbia niuanse taktyczne - zaznacza: "Trzeba sobie postawić zasadnicze pytanie. Czy Zieliński ma piłkarzy do systemu 1-4-4-2. Stilić jest takim, a nie innym zawodnikiem, a w tym systemie trzeba mieć dwóch środkowych pomocników, którzy w równym stopniu będę dbali o defensywę, jak i ofensywę". Paweł już nie dodaje, że Tomasz Bandrowski to piłkarz, którego nie sposób porównać z Mariuszem Lewandowskim, czy Radosławem Sobolewskim albo Rafałem Murawskim.

Bandrowski, owszem sporo biega, ale w środku pola trzeba jeszcze skutecznie powalczyć o piłkę. Nie ma przypadku, że ten pomocnik miał problemy z miejscem w składzie Energie Cottbus. W sezonie 2005/2006 zagrał 21 meczów w 2. Bundeslidze, ale już w sezonie 2006/2007 w pierwszej lidze niemieckiej tylko 12 (z czego aż 8 w roli zmiennika). Jesienią 2007 roku wcale nie grał w Bundeslidze, a tylko w drugim zespole z Chociebuża w Regionallidze Nord i miał szczęście, że zimą Lech wypożyczył tego zawodnika z Łużyc, aby następnie go odkupić za 200 tysięcy euro... Niech Bandrowski rozwija się, że daj Boże zdrowie, ale... W moim przekonaniu nie jest w stanie unieść gry w systemie preferowanym przez Zielińskiego, z partnerującym mu Stilicem. A możliwości tego ostatniego są ogromne - tyle, że w ofensywie...

Mój partner z "Cafe Futbol" w Polsacie Sport, Wojciech Kowalczyk nie waha się mówić tego, co myśli. O Zielińskim ma do powiedzenia jedno zdanie: "W Lechu jest skończony". I dodaje: "Mam wrażenie, że cała liga jest skończona już teraz, po tej przewadze, którą wypracowała Wisła. A przecież do składu mistrza Polski dojdą jeszcze Garguła i Boguski. Wtedy piłkarze Wisły będą się pytali, ile bramek zaaplikować rywalom".

Mam przekonanie, że trener zagraniczny - najlepiej z Włoch - byłby rewelacyjnym posunięciem właściciela Lecha, Jacka Rutkowskiego. W Serie B lub C 1 można znaleźć kilkudziesięciu szkoleniowców, których pasją jest futbol. Takich, którzy myślą o taktyce, wiedzą, jak wypracować ją na treningach, do tego dysponują współczesną wiedzą na temat przygotowania fizycznego, a także mentalnego. W długiej dyskusji Wojtala sprowadza mnie na ziemię: "Mam wrażenie, że polscy piłkarze nie są przygotowani do pracy ze szkoleniowcami z zagranicy, w dodatku wymagających. Najlepszym przykładem Dan Petrescu i jego przygoda z Wisłą". Wielu wiślaków po kilku miesiącach nie mogło patrzeć na Dana Petrescu. Tylko Paweł Kryszałowicz był zachwycony. Zagadnięty o Petrescu, powiedział mi kiedyś: "Rewelacja, ale pamiętaj, że ja kiedyś przeżyłem Magatha". Wojtala też miał okazję pracować z Magathem i to w dwóch klubach. "Świetny gość" - przyznaje.

Hm, ale są piłkarze, którzy lubią pracować i tacy, którzy wolą się pobawić...

Dowiedz się więcej na temat: Kołtoń

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama