Kołtoń: Gra Polską, a nie dla Polski...

Wyprawa Franciszka Smudy do Sebastiana Boenischa zakończyła się niepowodzeniem. Mam wrażenie, że młody, zdolny obrońca zamiast zagrać dla Polski, gra Polską. Jednak Smuda przynajmniej zrobił wszystko, aby go pozyskać. W przeciwieństwie do Leo Beenhakkera, który Boenischa i Acquafrescę lekceważył, ale wyżebrał paszport dla Brazylijczyka Rogera Guerreiro...

Przeczytałem tekst Rafała Steca w "Gazecie Wyborczej" z mieszanymi uczuciami. Tytuł głosi: "Nie żebrać o paszport" i powstał na kanwie wyprawy Smudy do Bremy, aby ostatecznie przekonać Boenischa. Tymczasem Smuda wykonał po prostu swoją powinność. Jeśli ktoś "wyżebrał" paszport - aby pozostać w konwencji Steca - to Leo Beenhakker. Holender - gdy prowadził polską kadrę - nie oglądał się na nic, tylko na chęć błyskawicznej naturalizacji Brazylijczyka, aby ten zagrał w finałach EURO 2008...

Reklama

Smuda głosi, że sztucznych naturalizacji, w rodzaju Nigeryjczyka Olisadebe, czy Rogera, nie będzie forsował. Jeśli już, to chce przyciągnąć do kadry zawodników z polskimi korzeniami. To ciekawa filozofia, aczkolwiek nie do końca się z nią zgadzam. Roger był prawdziwą "strażą ogniową", Olisadebe obywatelstwo Rzeczypospolitej też otrzymał przed upływem pięciu lat od zamieszkania nad Wisłą, ale z drugiej strony współczesny świat, to wspaniały tygiel. Czyż "Parejro" i "Oli" nie wzbogacili polskiej kadry? Czyż - patrząc też w aspekcie historycznym - Rzeczypospolita nie była kiedyś jednym z najciekawszych i najpotężniejszych państw świata dlatego, że była otwarta - na inne nacje. Żydzi prześladowani gdzie indziej, w naszej ojczyźnie znajdowali przystań, stając się jej wiernymi obywatelami, dla polskiego króla służyli Litwini, Kozacy, a nawet Tatarzy. Mój przyjaciel, pisarz Jan Grzegorczyk powtarza: "Naprawdę otwartość na innych to coś wspaniałego, co nas wzbogacało i powinniśmy temu myśleniu pozostać wierni".

Nie wierzę, że menedżer Werderu Brema Klaus Allofs wywiera presję na Boeniescha. Myślę, że po prostu racjonalizuje mu świat. Ostatnio z Werderu na zgrupowanie reprezentacji Niemiec przed meczami z Chile i Wybrzeżem Kości Słoniowej pojechało pięciu zawodników. Co ciekawe dwóch z nich jest rodowitymi Niemcami - bramkarz Tim Wiese i obrońca Per Mertesacker, ale aż trzech ma korzenie w innych krajach. Matka Aarona Hunta jest Angielką, rodzice Mesuta Oezila są Turkami, a rodzice Marko Marina Bośniakami. Tak dziś wygląda współczesna Republika Federalna Niemiec. I to Boenischowi uświadomił Allofs - aż tyle i tylko tyle.

Szkoda, że dziesięć dni temu takiej rozmowy z Boenischem nie przeprowadził Tomasz Wałdoch. Jakiś dialog obaj prowadzili, ale przesłanie Wałdocha dla Smudy było jednoznaczne - nic tylko przylecieć do Bremy i zaklepać jego grę dla biało-czerwonych. Tymczasem jest śmiesznie. Zamieszanie nie służy ani Polsce, ani Smudzie, ani Werderowi, ani rzecz jasna Sebastianowi. A już słowa ojca - Piotra Boenischa, że "o przyjeździe na zgrupowania będzie decydował klub i Sebastian" są śmiechu warte. To Kamil Kosowski ma się nie oglądać na trenera Ivana Jovanovicia, a Boenisch będzie wybierał mecze?! Panowie, dość tego spektaklu - niech gra dla Niemiec...

ZOBACZ WSZYSTKIE TEKSTY ROMANA KOŁTONIA DLA INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: obrońca | Niemiec | Franciszek Smuda | paszport | Kołtoń

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje