Kiedyś Vuelta a Espana, teraz Tour de Pologne

Max van Heeswijk, zwycięzca pierwszego etapu 63. Tour de Pologne, wyścigu zaliczanego do klasyfikacji Pro Tour, nie narzekał co prawda na pogodę, jaka towarzyszyła kolarzom w poniedziałek, ale nie zgodził się przyjść na konferencję prasową. Stwierdził, że przemarzł.

Nam udało się jednak wyciągnąć z Holendra, pierwszego lidera, parę zdań na temat jego triumfu na etapie, który prowadził z Warszawy/Pułtuska do Olsztyna (214 km).

Reklama

- Warunki nie były najlepsze, ale dało się je znieść - powiedział na wstępie Holender, który ma na swoim koncie zwycięstwa etapowe w Vuelta a Espana. Poniedziałkowy etap nie miał szczęścia do pogody. Padał deszcz i wiał mocny wiatr, główny przeciwnik kolarzy. Na szczęście podczas rund w Olsztynie było sucho i dość licznie zebrani widzowie mogli w sprzyjających warunkach oglądać przejeżdżających kolarzy. - Na finiszu było bardzo ciasno, ale udało mi się "przepchać" - van Heeswijk w prostych słowach opisał swoje zwycięstwo. Kolarz Discovery Channel wyprzedził Włocha Fabrizia Guidiego (Phonak) i Belga Woutera Weylandta (Quick Step).

Holender stwierdził, że to nie było jego ostatnie słowo w tegorocznym Tour de Pologne. - Nastawiam się na następne płaskie etapy. Moim nagroźniejszym rywalem w finiszowej walce będzie Daniele Bennati z Lampre - powiedział. - W górach na pewno nic nie zdziałam, wątpię też, abym dojechał do końca wyścigu - dodał na zakończenie.

Paweł Pieprzyca, Andrzej Łukaszewicz; Olsztyn

Blog Czesława Langa tylko w INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: Tour de Pologne | de Pologne | pologne | tour

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama