Kariera Smolarka stanęła w martwym punkcie

Pozbywając się Ebiego Smolarka Racing Santander stracił 5 mln euro, ale też uratował 2,5 mln. Taką wartość dla hiszpańskiego średniaka ma jeden z najlepszych polskich piłkarzy.

Informację, że nie mogąc znaleźć klubu, który chciałby odkupić Ebiego Smolarka, Racing rozwiązał kontrakt z Polakiem, hiszpańska prasa podaje gdzieś na marginesie. Na czołówkach dotyczących klubu z Santander jest transfer Luisa Garcii, tego samego, który w 2005 roku zdobył z Liverpoolem Puchar Europy. "Marca" donosi też, że Mohammed Tchite golami potwierdza rację nowego trenera Juana Carlosa Mandii, który na niego postawił. Mandia nie postawił jednak na Smolarka, uznał, że nawet nie warto dać mu szansy, na co Ebi wracający ze zsyłki w Boltonie bardzo liczył. W Santander sytuacja Ebiego stała się jasna, mógł zostać pobierając 1,2 mln euro za rok, ale bez najmniejszych szans na grę. Dobrze, że postanowił odejść.

Reklama

Racing kupił Polaka w tym samym czasie, co Tchite (latem 2007). Sprzedał wtedy do Valencii Nikolę Zigica za astronomiczne 18 mln euro i w pośpiechu szukał partnera do ataku dla Pedro Munitisa. Smolarka i gracza z Konga sprowadzał w ciemno, w ostatnich godzinach okna transferowego - co potwierdził mi Marcelino Garcia Toral ówczesny trener klubu z Santander. - Nie widziałem Smolarka na żywo, ale wrażenie zrobiły na nas gole, które zdobył w Bundeslidze - wyjaśnił. Transakcja była ryzykowna, ale konieczna, bo bez nowych napastników Marcelino uważał swoją drużynę za murowanego kandydata do spadku.

Przez niemal cały sezon Ebi grał więcej niż Tchite strzelając w Primera Division zaledwie cztery bramki. Jesienią 2007, gdy zostawał bohaterem reprezentacji Polski prowadząc ją do awansu na Euro 2008, dziennikarze z Hiszpanii zachodzili w głowę, dlaczego u Beenhakkera jest sześć razy bardziej skuteczny niż w Racingu. Czekali aż Polak się odblokuje, co nie stało się jednak nigdy. Dziś bolesna prawda jest taka, że w tej swoistej grze w ciemno o napastnika Marcelino nie pomylił się tylko w przypadku Tchite.

Tuż po transferze Ebiego zaczepił mnie rozemocjonowany dziennikarz jednego z kanałów telewizyjnych, żebym, jako człowiek piszący o Primera Division opowiedział, jaką drogę musiałby przejść Ebi, by trafić do jednej z hiszpańskich potęg. Nie chodziło już o Real, czy Barcelonę, ale Valencię, Sevillę, Villarreal czy Atletico Madryt. Wiosną 2008, tuż przed finałami mistrzostw Europy sam spytałem o to Ebiego, a on szczerze przyznał, że Racing to górny pułap jego możliwości. Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza dając kolejną odpowiedź tym, którzy nie chcą widzieć jaki poziom osiągnął w hierarchii europejskiej nasz futbol. Szkoda, bo choć klub z Santander pępkiem świata nie jest - liga hiszpańska zapowiada się w tym roku pasjonująco i fantastycznie byłoby emocjonować się występami Polaka przeciw Ronaldo, Kace, Benezmie, Ibrahimovicowi, Messiemu, czy Inieście.

Rozwiązując kontrakt ze Smolarkiem Racing stracił niemal 5 mln, które zapłacił Borussi Dortmund, zaoszczędził jednak pensję Polaka za dwa lata, które brakowały do zakończenia kontraktu. Według hiszpańskiej prasy jest to 2,5 mln euro. Smolarek ma teraz wolną rękę, nowy klub zatrudni go nie płacąc Hiszpanom ani grosza. Dzięki temu Polak ma szansę na wyższą pensję.

Kłopoty Ebiego, trzy razy wybieranego na najlepszego piłkarza w Polsce (2005, 2006, 2007) zdarzają się w czasach gdy prestiż naszych graczy za granicą zbliża się asymptotycznie do zera. Nikt z obecnych reprezentantów nie zdobył dla Polski więcej goli niż Smolarek (19), nikt nie odebrał tak dobrych podstaw futbolu w Niemczech i Holandii. A jednak kariera 28-latka stanęła w martwym punkcie. Jak szybko Ebi znajdzie klub i jaki to będzie klub? Gdy za trzy tygodnie reprezentacja Polski stanie do decydującego boju o mundial w RPA, jej kluczowy zawodnik będzie miał na głowie masę innych problemów.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Dowiedz się więcej na temat: klub | EBI | kariera | santander

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje