Kamila przegrała z samą sobą

Kamila Skolimowska (Skra Warszawa), z uwagi na problemy zdrowotne, nie powinna była rzucać młotem w finale olimpijskiego konkursu. Wystartowała jednak na własne życzenie. Niestety, przegrała z samą sobą, paląc wszystkie trzy próby.

Złota medalistka igrzysk z Sydney (2000) wysoko oceniła starania lekarza ekipy. "Doktor Robert Śmigielski na głowie stawał, by mi pomóc. Zastrzyki po części skutkowały, jednak poniesionych wcześniej, na treningach, strat nie dało się odrobić. Ostatnio zamiast wykonywać kilkanaście rzutów, ograniczałam do trzech, czterech. Wiedziałam, że to może się skończyć tak, jak się skończyło, ale dopóki chodzę, nie lubię poddawać się. Wystartowałam na własną prośbę i przegrałam z samą sobą" - powiedziała Skolimowska.

Reklama

Zawodniczka od miesiąca borykała się z dolegliwościami biodra oraz przepukliną w okolicach pachwiny. Od tygodnia była na antybiotykach. Nie przyjęła sugestii wycofania się z konkursu. Co zatem dalej? "Bez operacji chyba nie obejdzie się" - dodała, chwaląc występ Anity Włodarczyk (AZS AWF Poznań), która uplasowała się na szóstej pozycji z wynikiem 71,56 m.

"Z miejsca jestem zadowolona, ale nie z rezultatu. Dzisiaj, nie wiedzieć czemu, źle funkcjonowały moje nogi" - oceniła urodzona w Rawiczu 23-letnia lekkoatletka. Jej trenerem jest Czesław Cybulski, który Szymona Ziółkowskiego doprowadził do złotego medalu olimpijskiego w Sydney.

Włodarczyk przyznała, że w Pekinie znacznie wzbogaciła swe doświadczenie. Wierzy, że "przyjdzie na mnie czas, przyjdzie dzień, że świat jeszcze o mnie usłyszy. Zrobię wszystko, by stało się to za cztery lata w Londynie".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: sydney | skolimowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama