Kajakarstwo: Brąz polskiej czwórki

Polska czwórka kajakowa w składzie Dariusz Białkowski, Grzegorz Kotowicz, Adam Seroczyński i Marek Witkowski zdobyła brązowy medal olimpijski w wyścigu na 1000 m.

Polacy zaczęli spokojnie i dopiero w drugiej połowie dystansu przyspieszyli. Świetny finisz pozwolił naszym zawodnikom na minimalne wyprzedzenie czwórki rosyjskiej.

Reklama

Złoty medal wywalczyli reprezentanci Węgier, na drugim miejscu finiszowała osada niemiecka.

Zawodnicy z polskiej osady K-4 byli chyba najbardziej zadowoleni ze wszystkich medalistów w tej konkurencji, a na pewno najbardziej spontanicznie okazywali radość na podium i poza nim.

Kotowicz i Białkowski wywalczyli swoje drugie medale olimpijskie, po ośmiu latach przerwy. W Barcelonie, płynąc razem w dwójce, zdobyli także brązowy medal. Dla Witkowskiego są to drugie igrzyska, a Seroczyński debiutuje w ekipie olimpijskiej.

- Wyścig finałowy był zaplanowany od początku do końca. Nie patrzyliśmy jak płyną inni, tylko robiliśmy swoje. Byliśmy pewni, że zdobędziemy medal -powiedział Kotowicz.

Na półmetku polska osada przegrywała nie tylko z Węgrami i Niemcami, którzy byli poza zasięgiem reszty finalistów, ale także z Rosjanami. Po 500 metrach Polacy przyśpieszyli i kontrolowali wyścig do końca.

- To, że Rosjanie byli szybsi na półmetku, wcale nas nie deprymowało. Wiedzieliśmy, że niektórzy mogą startować tutaj na wariata, więc pozwoliliśmy im płynąć z przodu. Zdawaliśmy sobie sprawę z własnej siły i trzymaliśmy się własnego rytmu. Myślę, że każdy z nas jest na tyle silny, że mógłby awansować do finału olimpijskiego w jedynce - powiedział Białkowski.

Olimpijska czwórka kajakowa osiągnęła szczyt formy na igrzyskach olimpijskich. W lipcu, podczas mistrzostw Europy w Poznaniu, była dopiero szósta. W zeszłym roku w mistrzostwach świata w Mediolanie Polacy zajęli czwarte miejsce.

Zdaniem Białkowskiego, tamten rezultat był efektem różnych eksperymentów z tempem wiosłowania. - W tym roku przestaliśmy eksperymentować i zaczęliśmy znów pływać w taki sposób, jaki dawał wcześniej najlepsze wyniki: pierwsze 500 metrów wolniej, jak najmniejszym nakładem sił, długimi pociągnięciami wiosłem, a w drugiej części wyścigu przyśpieszenie.

Białkowski zwrócił również uwagę na to, że kajakarze bardzo dobrze zaaklimatyzowali się w Australii. - To był strzał w dziesiątkę. Bardzo dobrze, że przylecieliśmy wcześniej. Najgorszy był drugi tydzień, kiedy wszyscy byli ospali. Nie powtórzono błędu sprzed czterech lat, gdy do Atlanty dotarliśmy za późno. Wtedy w kraju liczono na worek medali, a skończyło się na brązie Piotra Markiewicza. Osiągnięcie to już wyrównaliśmy, a przewiduję, że w niedzielę w finałach na 500 metrów będzie jeszcze lepiej.

Dowiedz się więcej na temat: Kotowicz | seroczyński | medal | brąz | kajakarstwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje