Kaczorowska: Nie wierzę, że Serbki chciały przegrać

Nie milkną echa poniedziałkowej porażki siatkarek Serbii z Niemkami (1:3), która sprawiła, że to gospodynie najprawdopodobniej będą rywalkami Polek w ćwierćfinale mistrzostw Europy rozgrywanych w Serbii i Włoszech.

Zdaniem skrzydłowej reprezentacji Polski Klaudii Kaczorowskiej trudno sądzić, by Serbki chciały tak układać drabinkę, by zagrać z Polską w ćwierćfinale, a co za tym idzie, ominąć w półfinale innego faworyta turnieju - Włochy.

Reklama

"Jeszcze po naszym spotkaniu z Rumunią w hali oglądałyśmy końcówkę drugiego seta, a resztę meczu w hotelu. Różne miałam myśli, dyskutowałyśmy z koleżankami o tym spotkaniu. Moim zdaniem Niemki zagrały naprawdę bardzo dobrze, szczególnie zagrywką, bo to był ich klucz do sukcesu. Jakoś nie wierzę, by Serbia przy własnej publiczności chciała się tak specjalnie skompromitować. Ale ja już wcześniej mówiłam, że dla mnie jest bez różnicy z kim przyjdzie nam zagrać o półfinał" - przyznała w rozmowie z PAP Kaczorowska.

Jak dodała, gospodarz mistrzostw zawsze się liczy w turnieju, często wymieniany jest w gronie głównych faworytów. Tak jest i w Belgradzie, gdzie Serbki mogą liczyć na wsparcie swoich fanów.

"Dwa lata temu strasznie pomogli nam nasi kibice. Przy takim dopingu po prostu chce się grać, to naprawdę nakręca i pomaga. Zdaję sobie sprawę, że w czwartek może być pełna hala, będą gwizdać na nas, bo oprócz pewnie małej garstki naszych kibiców, wszyscy będą za Serbią. Na razie jestem spokojna, są jeszcze dwa dni do meczu i mamy czas przygotować się psychicznie i fizycznie. Na pewno nie mamy czego się obawiać. Jeżeli zagramy to, na co nas stać, to wierzę, że będzie bardzo dobrze" - podkreśliła Kaczorowska.

Skrzydłowa reprezentacji Polski, która od nowego sezonu będzie bronić Aluprofu Bielsko-Biała, była już w kadrze na mistrzostwa Europy dwa lata temu, ale wszystkie spotkania oglądała z trybun. Teraz jest pełnoprawną zawodniczką reprezentacji i już zdążyła przesądzić losy niektórych setów w pierwszej części turnieju.

"Naszą siła jest zespołową, tu nie ma tak, że ciężar spoczywa na jednej zawodniczce. Jeśli do mnie trafia taka ważna piłka, nie oddaję jej za darmo" - zapewniła.

Polki wczesnym popołudniem we wtorek dotarły do Belgradu, gdzie w hotelu "M" zakwaterowane są wszystkie zespoły, które rywalizują jeszcze w mistrzostwach w stolicy Serbii.

"Są z nami Serbki, Niemki, zdążyłyśmy się spotkać w hotelowym korytarzu i teraz chyba już faktycznie można poczuć atmosferę tych mistrzostw. Nasze mecze w grupie wyglądały, jakbyśmy grały w turnieju towarzyskim. Myślę, że prawdziwa adrenalina, stres turniejowy, przyjdą za dwa dni" - wyjaśniła.

Późnym wieczorem w hali "Pionir", w której rozgrywane są mistrzostwa, Polki przeprowadziły półtoragodzinny trening. Tylko one oraz Niemki mają dwa dni przerwy. W środę w Belgradzie rozegrane zostaną spotkania barażowe o awans do ćwierćfinału, w których Serbki zmierzą się z Rumunkami, a Czeszki z Francuzkami.

"Dobrze, że wygrałyśmy grupę, bo dzięki temu zaoszczędzimy trochę sił na ważny dla nas ćwierćfinał. Zagramy o jeden mecz mniej i to jest na plus. Część dziewczyn jest przeziębiona i myślę, że ta dwa dni przerwy dobrze nam zrobią. Mamy czas skupić się na siłowni, treningu taktycznym, co pozwoli nam lepiej przygotować się do czwartkowego spotkania o półfinał" - podsumowała Kaczorowska.

Z Belgradu Marcin Pawlicki

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama