Już 18. wychowanek La Masii trafił do Barcelony za kadencji Pepa!

"La Masia to największy sukces w historii tego klubu" - uważa Pep Guardiola, trener, który dał Barcelonie 15 trofeów na 18 możliwych do zdobycia. W futbolu trzeba się "nawygrywać", by odkryć właściwą skalę wartości.

Po meczu z Viktorią Pilzno w Champions League Pep Guardiola ironizował, że wiadomością dnia jest fakt, iż tym razem Leo Messi nie zdobył bramki. W rzeczywistości "news" wieczoru był jednak inny: 20-letni napastnik Isaac Cuenca został osiemnastym wychowankiem "La Masia", któremu Pep pozwolił zadebiutować w pierwszym zespole. Sucha liczba nie miałaby znaczenia, gdyby Pedro, Busquets, czy Thiago, a także ci więksi od nich, będący w drużynie zanim Guardiola usiadł na ławce Barcelony (Messi, Xavi, Iniesta, Puyol, Valdes), osiągnęli niewiele. Czy w Katalonii tak nadzwyczajnie pracuje się z młodymi, czy też na skutek zadziwiającego zbiegu okoliczności spotkała się tam genialna generacja?

Zamiast Iniesty w szatni jego zdjęcie

Reklama

Rola przypadku była znacząca. Gdyby w 1998 roku Newell's Old Boys, lub bogatsze River Plate zdecydowały się wydać pieniądze na walkę z karłowatością przysadkową pewnego 11-latka, losy wszystkich uczestników historii potoczyłyby się inaczej. I być może nigdy informacją dnia nie mógłby stać się fakt, że Messi nie trafił do siatki.

To samo dotyczy 12-letniego chłopca z Albacete, który codziennie zlewał się łzami, po tym jak rodzice zostawili go w internacie Barcelony. Aż wreszcie zaprzyjaźnił się z pewnym zapamiętałym fanem klubu i odtąd było już z górki. Kiedy Andres Iniesta jest kontuzjowany i nie podróżuje na mecze z drużyną, Victor Valdes, aby zademonstrować przywiązanie do starego kumpla, "sadza" na miejscu obok jego zdjęcie. A przecież nawet bramkarz, dla którego Barcelona była pierwszym klubem, nie musiał stać się jednym z jej symboli. Po miesiącu treningów w "La Masia" rodzice zabrali go na trzy lata do Tenerife.

Zbieg okoliczności i doskonałe warunki w szkółce

Zostawmy jednak przypadek. Bez zbiegu wielu okoliczności Messi, Iniesta, Valdes, Xavi, Pique, Fabregas i Puyol nigdy nie spotkaliby się razem na boisku. Poza ślepym losem mieli jeszcze szczęście do trenerów i warunków stworzonych dla nich w Barcelonie. Trafili na doskonały system pozwalający im na szybki rozwój. To właśnie miał na myśli Guardiola mówiąc, że "La Masia" jest dziś większą wartością, niż wszystkie tytuły zdobyte przez klub z Katalonii. Tyle, że bez tych tytułów ani on, ani jego piłkarze nie byliby tym, kim są.

Debiut Isaaca Cuenki zdarzył się tuż przed uroczystościami otwarcia nowej siedziby szkółki Barcelony, z której klub jest w takim samym stopniu dumny, jak z czterech Pucharów Europy. A to z kolei zbiegło się w czasie z powołaniem oddziałów "La Masii" w Warszawie. Entuzjazm, jaki wywołało wśród polskich dzieci i ich rodziców pojawienie się światowej "marki" powinien głęboko zawstydzić PZPN i polskie kluby. Do testów przystąpiło 2,5 tys chłopców, każdy z naiwnym przeświadczeniem, że będzie kiedyś dryblował jak Leo Messi.

Transferowe pomyłki pochłonęły 100 mln euro!

Najlepszy nawet system nie zwalnia ludzi z odpowiedzialności za swoje losy. Uczniowie polskiej "La Masii" będą musieli mieć nie mniej szczęścia niż Messi, wylać nie mniej łez niż Iniesta, a potu nawet więcej niż Puyol. Dziś łatwo jest wierzyć w myśl szkoleniową rodem z Katalonii, ale przecież do niedawna powątpiewał w nią nawet sam Guardiola. Bo z czego wzięły się transferowe pomyłki z Ibrahimovicem, Hlebem, Czyhryńskim, czy Keirrisonem, na których klub stracił grubo ponad 100 mln euro?

Trudno jednak oskarżać Guardiolę, bo wielki klub stojący wyłącznie wychowankami to w dzisiejszych czasach science fiction. Przez lata w piłce działo się coś przeciwnego. Podziwialiśmy angielskie drużyny bez Anglików, a włoskie bez Włochów na czele z Interem Mediolan zwycięzcą Ligi Mistrzów sprzed 18 miesięcy. Sukces Barcelony pokazuje jednak, że można się dorobić nie tylko na handlu piłkarzami, ale i na ich tworzeniu.

Świat futbolu żyje trendami i modami, tak jak inne dziedziny. Dziś mamy boom na "barcelonizm" stąd wiele innych klubów rozwija swoje szkółki, a inne idąc na skróty sprowadzają graczy z Katalonii. Debiutujący u Guardioli Botia jest w Sportingu, Abraham w Alcorcon, Xavi Torres w Levante, Gai w Manchesterze City, Nolito w Benfice, a Oriol Romeu w Chelsea. Moda na Barcelonę rozprzestrzeniła się po całym kontynencie zanim dotarła do Polski.

Nawet oni nie dają gwarancji sukcesu

Nikt wychowany w "La Masia" nie ma jednak dożywotniej gwarancji sukcesu. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się z talentem, który przez lata przyćmiewał wszystkich łącznie z Messim. Bojan Krkic jest dziś na "zsyłce" w Rzymie, niedawno ogłosił, że z Guardiolą kompletnie nie umiał się porozumieć. A więc kataloński klub nie jest żadnym wyjątkiem, dobrze czują się w nim ci, którzy grają główne role.

Dowiedz się więcej na temat: La Masia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje