Justyna Kowalczyk: Ja wam pokażę!

Żaden sportowiec kandydujący w naszym plebiscycie nie miał tak wyboistej drogi do sukcesu. Wpadka dopingowa, kontuzja, operacja, omdlenie na trasie, kłopoty ze sprzętem, brak pieniędzy - to wszystko spotkało ją w tym sezonie.

Z igrzysk olimpijskich w Turynie wróciła z brązowym medalem.

Reklama

Była ukochaną córką tatusia, najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Wychowywano ją surowo, ale z miłością. Wspaniałą wydolność wypracowała niechcący, już w wieku czterech lat chodząc z ojcem do pracy. Pod górkę. Wysoko, bo aż do schroniska na Śnieżnicy (1006 m n.p.m.). Ambicji i rywalizacji Justyna Kowalczyk nauczyła się... w szkole. Bo była córką pani od polskiego, więc musiała i chciała pokazać, że będzie najlepsza, że nikt nie daje jej dobrych ocen w prezencie. Kłopotów z nauką nie ma i dziś, studiując na katowickiej AWF.

W kraju nie miała równej sobie od dawna. Ale stąd droga na szczyt jeszcze daleka. Dopiero gdy trafiła w ręce trenera Aleksandra Wierietielnego, tego samego, który wiele lat wcześniej nauczył biegać na nartach Tomasza Sikorę, rozwinęła skrzydła. Zdobyła złote medale młodzieżowych mistrzostw świata i Uniwersjady. Mimo kłopotów ze ścięgnem Achillesa - nawracające zapalenie - wspaniale pobiegła w mistrzostwach świata w Oberstdorfie. Była tuż za podium. A potem gruchnęła wieść: "Kowalczyk na dopingu". Jej wyniki anulowano.

- Wtedy poznałam, kto jest moim prawdziwym przyjacielem. Dowiedziałam się, co to znaczy zaszczuć człowieka - wspomina Justyna. - Na przekór wszystkim pomyślałam "ja wam pokażę". Za wcześnie mnie skreślacie. Zacięłam się, zawzięłam i zaczęłam pracować jeszcze więcej - dodaje zawodniczka z Kasiny Wielkiej. Artykuł, w którym najgorzej zmieszano ją z błotem wycięła i wkleiła do dzienniczka treningowego. Czytała co dzień rano - o piątej, bo wtedy wstaje na pierwszy trening - by mieć motywację do pracy.

Sportowy sąd w Lozannie uznał, że ukarano ją za surowo, że nie wzięła celowo dopingu i skrócił dyskwalifikację. Do międzynarodowej rywalizacji wróciła w końcu grudnia 2005 roku. Już 7 stycznia stanęła na podium Pucharu Świata na 10 km krokiem klasycznym w OtepŠŠ! Jako pierwsza Polka w historii (przed nią stawali na nim tylko Józef Łuszczek i Janusz Krężelok). 22 stycznia była 4. w sprincie (Oberstdorf). Na początku lutego zdobyła dwa złote medale (10 km klas. i bieg łączony) młodzieżowych mistrzostw świata. Wiadomo było, że jej forma przed igrzyskami w Turynie rośnie.

Starty w Pragelato zaczęła od 8. miejsca w biegu pościgowym. Potem było10 km stylem klasycznym - wydawało się, że to jej koronny dystans. Zaczęła mieć nadzieję na medal. To ją sparaliżowało. Biegła sztywna, a nienaturalny krok kosztował ją ogromnie dużo sił. Niecałe dwa kilometry przed metą zemdlała. Mimo głosów sprzeciwu, powróciła do startów. Ale w sprincie odpadła w eliminacjach. - Na razie mój debiut na igrzyskach jest nieudany, zawaliłam dwa kolejne starty, więc mam o co walczyć. Chcę wyjechać z Włoch choć odrobinę zadowolona - zapowiadała przed ostatnią konkurencją - 30 km krokiem łyżwowym. Teoretycznie, niezbyt dla niej odpowiednią.

Na trasie Kowalczyk spokojnie trzymała się czołówki. Zaatakowała na ostatnim podbiegu przed metą. Ostro, mocno, bez oglądania się na rywalki. A te, jedna po drugiej, zostawały w tyle. Zostały tylko dwie najmocniejsze - Katerzina Neumannova i Julia Czepałowa. Szaleńczy atak sprawił, że Justynie trochę zabrakło sił na ostatnich metrach. Na metę wpadła ledwie żywa, ale na trzecim miejscu. Zdobyła pierwszy medal olimpijski dla Polski w Turynie - brąz.

- Przed startem z doktorem ustaliliśmy, że jeśli poczuję się gorzej po przebiegnięciu 10 kilometrów, to mam zejść. Ale czułam się świetnie przez 30 kilometrów. No może przez 29 km i 800 metrów. Nie pamiętam nawet finiszu - mówiła. Udowodniła sobie i światu, że potrafi.

Przed sezonem, który niedawno się zaczął, już jest postrzegana jako jedna ze wschodzących gwiazd w biegach. Medal jej nie zmienił. Nadal wierzy tylko w ciężką pracę. Ale już się nie spieszy. Ma czas, bo wciąż jest jedną z najmłodszych w czołówce. Artykuł z dzienniczka treningowego wyrwała. Ale wciąż dobrze pamięta, kto go napisał.

PAWEŁ BURLEWICZ

LICZBY JUSTYNY KOWALCZYK

  • 1 - jest pierwszym polskim narciarzem, który zdobył medal olimpijski w biegach narciarskich.

  • 3 - tyle osób liczy reprezentacja Polski w biegach. Jest najmniejsza z tych, które odnosiły jakiekolwiek sukcesy w tym roku.

  • 15 - w tylu biegach Pucharu Świata zdobywała punkty w 2006 r. Pięciokrotnie była w "10", raz stanęła na podium - w Otepoo.

  • 23.1 - aż tyle sekund straciła do niej Rosjanka Irina Artiemowa w biegu na 10 km klasykiem w trakcie młodzieżowych mistrzostw świata (do 23 lat) w Kranju.

  • 25 - tyle par nart wozi ze sobą na każdy start.

  • 30 - tyle sekund straciła do niej druga na mecie mistrzostw Polski w... sprincie Sylwia Jaśkowiec.

  • 50 - tyle kilometrów liczył w tym roku Bieg Piastów, będący jednocześnie mistrzostwami Polski na najdłuższym dystansie. A właśnie w tej konkurencji Kowalczyk, choć ma medal igrzysk, nigdy nie była jeszcze mistrzynią Polski. Może w przyszłym roku Puchar Świata nie przeszkodzi jej w starcie...

  • 264 - tyle kilometrów przebiegła w zawodach w tym roku do czasu rozpoczęcia głosowania w Plebiscycie.

  • 294 - o tyle punktów więcej niż w poprzednim roku zdobyła w Pucharze Świata 2005/06 (teraz 392). Awansowała z 44. na 13. pozycję wśród najlepszych.

  • Przegląd Sportowy
    Dowiedz się więcej na temat: podium | medal | Justyna Kowalczyk | Kowalczyk | Justyna

    Reklama

    Najlepsze tematy

    Reklama

    Reklama

    Strona główna INTERIA.PL

    Polecamy

    Rekomendacje