Juskowiak: Niektórzy są za wolni, aby grać w Lechu

Przed ostatnią kolejką Lech jest liderem piłkarskiej Ekstraklasy. Nikt w Poznaniu nie wyobraża sobie tego, by piłkarze Jacka Zielińskiego stracili przodownictwo w tabeli. Zdobycie mistrzostwa Polski przez "Kolejorza" oznaczać będzie dla klubu nie tylko wielki sukces, splendor i duży zastrzyk gotówki, ale także spore wydatki.

Wydatki dotyczyć mają głównie wzmocnień drużyny przed ewentualnymi eliminacjami Ligi Mistrzów. Najwięcej klubowi sternicy będą musieli zainwestować w pozyskanie jednego lub dwóch napastników, następców Roberta Lewandowskiego, który od nowego sezonu założy koszulkę Borussii Dortmund.

Reklama

Na szczęście środki ze sprzedaży tegorocznego króla strzelców polskiej ligi będą dość pokaźne. Chodzi o kwotę oscylującą w granicach 5 milionów euro (około 20 milionów złotych). Do tego dojdą jeszcze fundusze z zarządzającej rozgrywkami spółki Ekstraklasa S.A. (około 12 milionów złotych!). Szefowie Lecha będą więc mogli ze spokojem dokonać poważnych zakupów. Co jeszcze ważniejsze, solidarnie podkreślają oni niemal przy każdej okazji, że pieniądze ze sprzedaży piłkarzy w całości idą na utrzymanie drużyny.

Skauting oraz sztab szkoleniowy poznańskiego zespołu, na czele z trenerem Jackiem Zielińskim, już od kilku miesięcy poszukuje piłkarzy, którzy wzmocniliby jeszcze siłę Lecha. Poszukiwania trwają w zasadzie wszędzie, gdzie to tylko możliwe, i przy każdej nadarzającej się sposobności. Od Słowacji, po Serbię, na Afryce skończywszy.

- Nie zawsze jednak obserwowani gracze spełniają nasze oczekiwania - zdradza INTERIA.PL Andrzej Juskowiak, który ostatnio także sporo podróżuje, by obserwować piłkarzy przymierzanych do poznańskiego zespołu.

- Rzeczywiście, sporo ostatnio jeździłem, by znaleźć następcę Roberta Lewandowskiego, ale po tych podróżach mam bardzo mieszane uczucia. Ci, których ostatnio obserwowałem, mówiąc zupełnie szczerze, to nie za bardzo nadają się do naszej drużyny - zdradza popularny "Jusko", po czym dodaje: - Lech ma grać szybką, bardzo kombinacyjną piłkę, a zawodnicy, których obserwowałem m.in. w Serbii, czy Tunisie grają o jedno tempo wolniej niż w polskiej lidze. Grają po prostu ślamazarnie. Choć pewnie nie do uwierzenia może być fakt, że nasza liga jest dla kogoś za szybka. Co więc z tego, że kandydaci do gry u nas wyróżniają się w swoich ekipach, czy nawet swojej lidze, skoro oni za wolno biegają. Jakby tego było mało mają też swoje złe nawyki, które później trudno byłoby nam wykorzenić.

- Gdy oglądamy płyty z fragmentami występów przymierzanych do nas piłkarzy, to naprawdę chwilami wygląda to bardzo ciekawie. Na żywo to jednak zupełnie inna bajka jest. Obserwując jednego z tych, którzy nas interesują to się nawet załamałem, bo już na rozgrzewce delikwent nie potrafił porządnie kopnąć piłki. A podczas meczu był kompletnie bezproduktywny, gdy otrzymywał podanie na linii pola karnego - zdradza nam król strzelców turnieju olimpijskiego w Barcelonie.

Gdzie poznaniacy powinni więc szukać realnych wzmocnień drużyny, a nie tylko uzupełnień meczowej kadry?

- Nie jest tajemnicą, ze od dawna myślimy o Sobiechu, że bardzo nam wszystkim zależy na jego transferze do Poznania. Moim skromnym zdaniem wzmocnień powinniśmy też poszukać na zapleczu Bundesligi W tych mniejszych klubach jest kilku ciekawych chłopaków np. z Afryki, którym chce się walczyć, potrafiących szybko biegać i nie zarabiających jakiś wielkich pieniędzy. Będziemy grali przecież w europejskich pucharach i proszę mi wierzyć, że to jest magnes, który ma dużą siłę przyciągania - podsumowuje rozmowę trener napastników ekipy ze stolicy Wielkopolski.

Łukasz Klin, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: wydatki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama