Jesień chce powtórzyć sukces z Osaki

Dwa lata temu przed wyjazdem na lekkoatletyczne mistrzostwa świata do Osaki nikt nie wymieniał Anny Jesień wśród kandydatek do medalu. A jednak wróciła z Japonii z rekordem Polski na 400 m przez płotki (53,86) i brązowym krążkiem. W Berlinie też będzie atakować z dalszej pozycji i liczy na taki sam efekt.

Historia lubi się powtarzać, a ta wydaje się bardzo podobna. Przed dwoma laty do Osaki zawodniczka AZS AWF Warszawa leciała z jedenastym wynikiem na światowej liście, a przed wyjazdem borykała się jeszcze z kontuzją. W tym sezonie ma siódmy rezultat - 54,31 i ... przyplątał się jej drobny uraz.

Reklama

- To nic poważnego - powiedziała podopieczna męża Pawła Jesienia. - Podczas finałowego biegu w mistrzostwach Polski w Bydgoszczy złapał mnie skurcz mięśnia dwugłowego. USG wykazało, że doszło do naciągnięcia. Musiałam trochę odpocząć, ale już w poniedziałek trenowałam w kolcach. Wszystko szybko się goi, a z dnia na dzień mam coraz lepszy humor.

Mimo wszystko niespełna 31-letnia lekkoatletka do Berlina jedzie z dozą niepewności. - W głowie mam też niezbyt udany występ w mityngu Super Grand Prix IAAF w Monaco (28 lipca). Paweł stwierdził, że może i dobrze. Powinno mnie to przebudzić i uświadomić, że nie jest idealnie i trzeba dać z siebie dużo, by wejść do finału. To nie będzie hop siup i jestem w ósemce, a potem drugi raz staję na podium - dodała.

Jesień ma za sobą bardzo intensywny miesiąc, dlatego "teraz przede wszystkim odpoczywam. Jestem pewna, że moja dyspozycja i samopoczucie będą coraz lepsze" - oceniła.

Mistrzostw świata w Berlinie nie chce porównywać do tych z Osaki. - Teraz jest inaczej. Mam więcej doświadczenia, jestem inaczej nastawiona. Przed wylotem do Japonii byłam bardzo zdeterminowana, by dać z siebie wszystko i wejść do finału. To było moim marzeniem. O medalu nawet nie śniłam. Teraz finał to plan minimum - przyznała.

Wiele nauczył ją też start w ubiegłorocznych igrzyskach w Pekinie, gdzie zajęła piąte miejsce. - "Przed olimpiadą za bardzo poddałam się prasie i wszystkim naokoło, którzy ciągle powtarzali mi o moich szansach na medal. Mówili, że tylko trzeba powalczyć. Byłam i czułam się w formie. Dobrze wyglądałam na treningach. Za bardzo chyba w to uwierzyłam. Przez to, że wszystko szło bardzo dobrze, straciłam czujność. Teraz podchodzimy do tego inaczej, bardziej świadomie i spokojniej - zapewniła.

W mityngu Super Grand Prix IAAF w Monaco swoją mocną stronę pokazała Amerykanka Lashinda Demus, która wynikiem 52,63 s przewodzi na światowej liście.

- Myślę, że to ona sięgnie po złoto, ale nie może pogubić się rytmowo. Amerykanki i w ogóle ciemnoskóre zawodniczki mają problemy z płotkami, widać to zwłaszcza u mistrzyni olimpijskiej z Pekinu Jamajki Melaine Walker - oceniła Jesień.

By wskoczyć na podium, zdaniem brązowej medalistki mistrzostw Europy z Monachium (2002) "trzeba będzie pobiec poniżej 54 s". Czy sama jest na to przygotowana? "Zobaczymy" - odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem na twarzy.

Eliminacyjne biegi na 400 m przez płotki w rozpoczynających się w sobotę 12. mistrzostwach świata w Berlinie zaplanowano na poniedziałek na 18.15, półfinał na wtorek o 20.15, a finał na czwartek 20 sierpnia o 20.15.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: jesień

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje