Jelena Isinbajewa: Czas zwycięstw i porażek

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie to czwarte zawody Jeleny Isinbajewej, w których nie pokonała w konkursie skoku o tyczce żadnej wysokości. Poprzednio takie przypadki miały miejsce w eliminacjach igrzysk olimpijskich w Sydney (2000), podczas mityngu w Jokohamie w 2005 roku i w Pedro's Cup w Warszawie w 2006 roku.

- Jest czas zwycięstw i czas porażek. W Berlinie nadszedł dla mnie ten drugi moment - przyznała Rosjanka. Ale zachowała się honorowo; nie tłumaczyła się zawile, tylko po prostu stwierdziła, że tego dnia była słabsza od rywalek.

Reklama

Caryca tyczki doznała po raz drugi w tym sezonie porażki - drugi raz musiała uznać wyższość Anny Rogowskiej. Ale nie tylko, bo strącając poprzeczkę trzykrotnie, przegrała ze wszystkimi uczestniczkami konkursu. Bez żadnej wysokości pozostała jeszcze tylko jej rodaczka, Julia Gołubczykowa, która w trakcie rozgrzewki doznała kontuzji uda.

Rogowskiej także przydarzył się podobny przypadek, tyle że trzy dni przed kwalifikacjami. Wówczas skręciła prawą kostkę. Na szczęście nie była to noga odbijająca. Fizjoterapeuta Krzysztof Piszczatowski robił co mógł, by wyeliminować opuchliznę i ból stawu. I udało się. Co prawda po eliminacjach kostka jeszcze raz lekko spuchła, ale w trakcie finału było całkiem dobrze. Spod skarpetki wystawały Rogowskiej starannie naklejone, niebieskie plastry, które nie pozwoliły na ponowny uraz stawu.

W Berlinie słabo wypadła jedna z głównych faworytek, Fabiana Murer. Brazylijka zaliczyła zaledwie 4,55 i została sklasyfikowana na piątej pozycji. Presji nie wytrzymała również nieobliczalna Niemka Anna Battke (4,40). Monika Pyrek i Amerykanka Chelsea Johnson miały po tyle samo zrzutek i zostały sklasyfikowane ex-aequo na drugim miejscu. Obie odbiorą więc we wtorek srebrne medale.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: jelena isinbajewa | isinbajewa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje