Jedenastka fazy grupowej Ligi Mistrzów

Pamiętacie pewnie scenę z "Rejsu" Marka Piwowskiego, kiedy główni bohaterowie siedzą na łódce i inżynier Mamoń powiada: "Dlaczego ja nie chodzę na filmy polskie? Bo nudzi mnie to po prostu. Zagraniczny film to tak! Pójdę, bo można tak wie Pan... Tak jakoś przeżyć to, przeżyć można". Podobnie jest z Ekstraklasą i Ligą Mistrzów.

Bo chociaż w tych ostatnich rozgrywkach aktorzy zagraniczni, to jakoś te ich zmagania lepiej się ogląda od popisów gwiazd naszej rodzimej sceny. No i pomimo tego, że oglądamy te Arsenale, Manchestery i Barcelony co roku, to jednak te ich spotkania wywołują niesamowite emocje, no i "tak jakoś przeżyć to, przeżyć można"! No więc cały świat rok w rok z wypiekami na twarzach śledzi kolejne odsłony tego przedstawienia, w którym główne role odgrywają gwiazdy futbolu.

Króliki z kapelusza

Reklama

To, co znamienne od kilku ładnych lat, to fakt, że w miarę kolejnych odsłon spektaklu zatytułowanego "Liga Mistrzów" ze sceny zrzucani są drugoplanowi aktorzy, a na deskach teatru występują już tylko największe sławy. Nie inaczej było także w tym roku - gdyby nie to, że jak królik z kapelusza wyskoczył trener Stale Solbakken i jego FC Kopenhaga, trzeba by napisać, że do 1/8 finału LM awansowali wyłącznie murowani faworyci.

Dla klubu ze stolicy Danii awans do fazy pucharowej to sukces niewyobrażalny, bo boryka się on z ogromnymi problemami finansowymi. Premie wypłacane przez UEFA za kolejne punkty zdobywane w fazie grupowej zabierały klubowi z Kopenhagi banki, a budżet FCK przy pieniądzach jakimi dysponuje choćby Rubin Kazań budzi wyłącznie uśmiech politowania.

Chociaż kasa w piłce ma coraz większe znaczenie, to jednak koniec końców wszystko rozstrzyga się na piłkarskim boisku, a tam Kopenhaga radziła sobie świetnie. Tacy piłkarze, jak Dame N'Doye, Claudemir, czy Zanka Jorgensen pokazali, że w Danii futbol nie skończył się po Euro 1992 i kibice z tego kraju nie muszą w nieskończoność odtwarzać na wideo występów braci Laudrupów.

Nowy Roberto Carlos i... nowy Giggs!

Prawdziwym odkryciem fazy grupowej jest walijski skrzydłowy Gareth Bale z Tottenhamu Hotspur. "Koguty" napędzane szarżami Bale'a w eliminacjach LM okrutnie męczyły się z Young Boys Berno, ale już w grupie udowodniły, że zasłużenie znalazły się w tym sezonie w gronie najlepszych kosztem Liverpoolu.

Nie mniej przebojowym zawodnikiem od Bale'a jest także Michel Bastos z Olympique Lyon. Jego bramka w spotkaniu z Hapoelem Tel-Awiw spowodowała, że brazylijscy kibice mogli odetchnąć z ulgą, bo po kilku latach "Canarinhos" mają nareszcie godnego następcę Roberto Carlosa!

Szachtar Donieck przeszedł jak burza rywalizację w grupie H, a po raz kolejny wielką klasę zaprezentował Darijo Srna. Zagadką pozostaje, dlaczego Srna nie jest uwzględniany w żadnych podsumowaniach na najlepszego prawego obrońcę na świecie, zwłaszcza, że od kilku lat prezentuje znakomitą formę. Dani Alves, Philip Lahm, Maicon - w porządku, są znakomici, ale to nie znaczy, że można zapomnieć o chorwackim zawodniku, który tylko w tej edycji LM zaliczył trzy asysty i zdobył jedną bramkę.

Dziwne przypadki "Kata"

Dziwne są w tym sezonie przypadki Schalke 04 Gelsenkirchen. Chociaż przed sezonem klub z Zagłębia Ruhry wyłożył na wzmocnienia prawie 50 mln euro, to w Bundeslidze długo nie potrafił opuścić strefy spadkowej. Felix Magath, zwany przez piłkarzy pieszczotliwie "Katem", potraktował to jako znakomitą okazję, by wprowadzić w drużynie pruski dryl i... wkrótce Schalke zaczęło wygrywać nie tylko w Bundeslidze, ale także w Lidze Mistrzów.

Chociaż znakomite momenty mieli w fazie grupowej Raul i Klaas-Jan Huntelaar, to jednak Schalke nie zdobyłoby kilku punktów bez pomocy Manuela Neuera. Bramkarz reprezentacji Niemiec to prawdziwy gigant pomiędzy słupkami i dzięki jego pomocy drużyna Magatha straciła w fazie grupowej LM tylko trzy gole.

Żołnierze Mourinho i Fergusona

Real Madryt pod wodzą Jose Mourinho w cuglach wygrał "grupę śmierci" dystansując AC Milan, Ajax Amsterdam i Auxerre. Sukcesu "Królewskich" nie byłoby na pewno bez najwierniejszego żołnierza Mourinho, czyli Ricardo Carvalho. Portugalski stoper doskonale rozumie filozofię "The Special One" i potrzebował raptem kilku spotkań, by uporządkować obronę Realu.

Równie niezbędny jak Carvalho w Madrycie jest w Manchesterze Nemanja Vidić. Powiedzieć, że Serb nie daje sobie dmuchać w kaszę to eufemizm, bo ten kolos z Bałkanów jest facetem, do którego lepiej nie zbliżać się nie będąc wyposażonym w gabaryty niedźwiedzia. Nic dziwnego, że przed sezonem Sir Alex Ferguson powierzył mu opaskę kapitana, bo Vidić budzi respekt jak mało kto.

Kluczowym graczem dla swej drużyny był także Michael Essien. W Chelsea Londyn pełni rolę taką, jak kilka lat wcześniej Claude Makelele. Ghanijczyk jest jednak piłkarzem bardziej kompletnym niż jego francuski poprzednik, a gdy tylko Essiena brakuje na boisku "The Blues" są w wielkich opałach.

Czy to jest atak marzeń?

Wielki show, jakim jest Liga Mistrzów, nie zniesie już dłuższej rozprawy o piłkarzach defensywnych, dlatego czas wspomnieć o tych, którzy dziurawili siatki bramek przeciwników. Samuel Eto'o, Cristiano Ronaldo i Leo Messi strzelili w sumie... 17 goli i potwierdzili, że są warci wielkich pieniądzy, jakie płacą im szefowie Interu, Realu i Barcelony.

Ale po kolei. Eto'o to chyba jedyny piłkarz Interu, który po przejęciu zespołu przez Rafaela Beniteza nie obniżył lotów. Chociaż Kameruńczyk z człowieka do zadań specjalnych zmienił się w bezlitosnego snajpera, to nie stracił nic ze swej maestrii i nawet najstarsi kibice "Nerazzurich" nie pamiętają już, kiedy Samuel spisał się poniżej oczekiwań.

O Ronaldo i Messim napisano już chyba wszystko. Niezaprzeczalnie jednak zachwyty nad tymi wspaniałymi zawodnikami są uzasadnione, bo tylko ślepiec mógłby nie docenić ich geniuszu. Chociaż obaj dysponują zupełnie innymi cechami i jako piłkarze i jako ludzie, to jednak są postaciami nietuzinkowymi, które w swej epoce zdominowały najbardziej konkurencyjną dyscyplinę sportu.

Poza tym dla Ronaldo i Messiego zestawienia takie, jak to, są prawdopodobnie jedyną okazją, by znaleźć się w jednej drużynie!

Jedenastka fazy grupowej Ligi Mistrzów:

Manuel Neuer (Schalke 04) - Darijo Srna (Szachtar Donieck), Nemanja Vidić (Manchester Utd), Ricardo Carvalho (Real Madryt), Michel Bastos (Lyon) - Gareth Bale (Tottenham), Michael Essien (Chelsea), Claudemir (FC Kopenhaga), Cristiano Ronaldo (Real Madryt) - Leo Messi (Barcelona), Samuel Eto'o (Inter)

Czytaj inne teksty Bartka i dyskutuj z nim na blogu - Zapraszamy!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje