Jak Real pomaga Barcelonie

Piłkarzy Barcelony nie docenił nawet ich własny trener. We wrześniu Pep Guardiola zaklinał się, że nie do pobicia są rekordy z poprzedniego sezonu.

Symboliczna zmiana w notowaniach na tytuł króla strzelców Primera Division, jest odpowiedzią bukmacherów na niewiarygodną formę lidera z Katalonii. Leo Messi (17 bramek) wciąż ustępuje Cristiano Ronaldo (18), mimo wszystko Barcelona mknie jak pociąg ustanawiając po drodze rekordy prędkości. W ostatnich sześciu meczach drużyna Pepa Guardioli nie straciła gola, Victor Valdes z pomocą rezerwowego Pinto (w meczu z Rubinem Kazań) nie puścili bramki od 604 minut. Dotychczasowy rekord pochodził z września 2009 i wynosił 570 minut.

Reklama

W tych sześciu ostatnich meczach Barca wbiła rywalom 21 bramek. Wynik 0-5 na Camp Nou znowu zaczął straszyć przyjezdnych, mimo że to właśnie na własnym obiekcie drużyna z Katalonii miała dotąd największe kłopoty (porażka z Herculesem, remis z Mallorcą). Jeszcze nigdy w historii Barcelona nie zgromadziła 40 pkt po 15 kolejkach-nawet przed rokiem, kiedy na koniec sezonu ustanawiała niebotyczny wynik-99 pkt. We wrześniu, gdy zaczynał się obecny sezon Pep Guardiola przestrzegł, by nie porównywać tego, co nadchodzi, z tym, co było, bo wtedy jego drużyna zawsze wypadnie blado. Blado wygląda dziś jedynie prognoza trenera Barcelony.

Jest jednak jedna dobra nowina. W 1950 roku drużyna Barcy z legendarnym Ladislao Kubalą i Cesarem w składzie zdobyła w 15 meczach otwierających sezon 53 gole-aż o siedem więcej niż zespół Messiego. Cesar trafił wtedy do siatki 22 razy, Argentyńczykowi brakuje do niego pięciu bramek. W sumie więc drużyna Guardioli wciąż ma przed sobą historyczne wyzwania. Nie poprawiła nawet wszystkich własnych rekordów-w pierwszym roku pracy Pepa zanotowała dwie serie po 11 kolejnych zwycięstw, dziś ma zaledwie 9. O dziesiąte będzie najtrudniej-Barca wybiera się na Cornella`-El Prat na derby z Espanyolem.

Jest jednak drugi bohater tych wszystkich katalońskich osiągnięć. Gdyby Real Madryt nie naciskał na drużynę Guardioli, nie pobiłaby ona nawet połowy rekordów. To prawda, że na Camp Nou "Królewscy" polegli z kretesem, ale poza tym niechlubnym meczem stracili w lidze mniej punktów niż Katalończycy.

Jose Mourinho będzie się bił do ostatniej kropli krwi. Tak jak Cristiano Ronaldo w wyścigu z Messim po tytuł króla strzelców. Fala entuzjazmu po Gran Derbi wyniosła Barcę i małego Argentyńczyka na niebotyczny poziom, ale nie da się grać tak cały sezon. Real i Ronaldo czekają na swoją szansę. Albo jej doczekają, albo przynajmniej zmuszą Katalończyków do pobicia granicy 100 punktów. Zanosi się na to, że Guardiola zdecydowanie się mylił.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje