Jak na wybiegu dla modelek

Mijając linię mety Maja Włoszczowska z takim wdziękiem rozdawała uśmiechy oklaskującej jej publice, jakby właśnie wychodziła na wybieg dla modelek, a nie kończyła półtoragodzinną harówkę na ciężkiej trasie.

Pierwszy tegoroczny wyścig z cyklu Bank BPH GP MTB w Szczawnie Zdroju wygrała bardzo pewnie. Najdłużej koła dotrzymywała jej Anna Szafraniec - partnerka z teamu Halls Professional, ale "Pszczółka" szybko odskoczyła, a jej przewaga systematycznie rosła.

Reklama

Tyle co wyszła na najwyższy stopień podium, gdy w oklaskującym ją tłumie ktoś krzyknął: "Brawo Maja! W Pekinie ma być tak samo!"

Interia.pl: Igrzyska coraz bliżej, presja rośnie...

Maja Włoszczowska: - Trochę ją odczuwam, ponieważ każdy pyta mnie czy jest dobrze, chce, żebym potwierdziła, że wszystko jest pod kontrolą, że nie panikuję. Ten sport wcale nie jest taki prosty. Coraz więcej zawodniczek podchodzi do niego profesjonalnie, dlatego poziom zdecydowanie podniósł się w ostatnich latach. Żeby walczyć o medale, trzeba dać z siebie znacznie więcej niż jeszcze niedawno.

Jednym zdaniem - nie ma murowanych faworytek, a decyduje forma w danym dniu?

- Na igrzyskach wszystko musi zagrać. Na razie trenujemy, sprawdzamy różne formy przygotowań do wyścigu. Mamy też swoje sprawdzone systemy i oby na igrzyskach wszystko było tak, jak ma być.

Tegoroczne przygotowania były jakieś wyjątkowe?

- Przed rokiem sporo eksperymentowaliśmy. Byliśmy na dwóch zgrupowaniach w Sierra Nevada, które niekoniecznie wyszły nam na dobre. W tym roku wróciliśmy do sprawdzonego systemu sprzed lat. Dla mnie jest to pierwszy okres przygotowawczy, który przepracowałam w stu procentach tak, jak wszyscy. Do tej pory zawsze opuszczałam zgrupowanie w Zakopanem ze względu na sesję egzaminacyjną. Wytrenowałam naprawdę dużą bazę i mam nadzieję, że to zaprocentuje.

Jak porównasz swoją formę po okresie mocniejszych treningów do tej sprzed roku czy dwóch?

- Trudno mi to ocenić. Chyba najlepiej czułam się dwa lata temu. Wtedy na początku sezonu to naprawdę kierowałam. Jednak wcale nie oznacza to, że teraz jest gorzej. Mam nadzieję, że w tym roku kierować będę w sierpniu.

Twoje najgroźniejsze rywalki w kraju nie mogą wejść na optymalne obroty. W Szczawnie Zdroju też można powiedzieć, że wyścig nie miał historii, bo dość szybko odjechałaś. Wygrywanie może nie nudzi się, ale czy przypadkiem brak silnych rywalek nie odbiera motywacji, nie przekłada się na jakość treningu, formy?

- Jasne, że wolałabym, aby poziom między nami był bardziej wyrównany. Poza tym jesteśmy przyjaciółkami na co dzień i także z tego powodu chciałabym, aby dziewczyny walczyły, zwłaszcza Ola Dawidowicz, na którą liczę w kontekście mistrzostw Europy. Według mnie powinna powalczyć o medal. Jednak z drugiej strony, przede wszystkim patrzę na siebie. Mam swoje ambicje i ludzie wymagają ode mnie, żebym je spełniała, a kolarstwo górskie jest sportem indywidualnym, więc do osiągnięcia wyników nie jest mi potrzebna dobra forma dziewczyn.

Do mistrzostw Europy zostało niespełna dwa tygodnie. Będą one dla ciebie jednym z etapów przygotowań do igrzysk czy masz bardziej skonkretyzowane cele?

- Powiem szczerze, że jeszcze jakiś czas temu liczyłam na medal, ale teraz widzę, że będzie o niego bardzo trudno. Jestem w dobrej formie, ale na pewno nie w optymalnej, a tak jak już mówiłam, poziom w tym roku jest bardzo wysoki. Na pewno będę walczyła o najlepszą piątkę - szóstkę, a czy uda się coś więcej, tego nie jestem w stanie obiecać.

Rozmawiał w Szczawnie Zdroju Mirosław Ząbkiewicz

Dowiedz się więcej o zawodach BANK BPH GP MTB 2008!

Dowiedz się więcej na temat: bank | MTB | wyścig | włoszczowska | Maja Włoszczowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje