Jak Messi będzie ratował kościół Maradony

Messi, Aguero, Tevez, Zanetti, Veron, Maradona - jest duża szansa, że nie będzie ich w RPA. Argentyńczycy grali we wszystkich finałach mistrzostw świata w ostatnich 40 latach, dziś katastrofa jest blisko.

Założony w październiku 1998 roku w Rosario, kościół Diego Maradony (Iglesia Maradoniana) liczy około 80 tysięcy wyznawców w 60 krajach. Co będzie z nimi wszystkimi, kiedy 14 października w Urugwaju okaże się, iż boski Diego jest pierwszym od 40 lat selekcjonerem "Albicelestes", który przegrał eliminacje mistrzostw świata? Miecz zawisł nad Argentyną (22 pkt), drużyna Maradony jest na razie na miejscu gwarantującym baraż, ale po piętach depczą jej Urugwaj (21), Wenezuela (21) i Kolumbia (20). W pięciu ostatnich meczach piłkarze prowadzeni przez Diego zdobyli zaledwie trzy punkty! Dwa następne (z Peru u siebie i Urugwajem na wyjeździe) trzeba wygrać.

Reklama

Czas, by "ręka boga", czczona w kościele Maradony ponad wszystko, znowu zadziałała. Inaczej legenda może tego nie wytrzymać. A jak będzie się czuł Leo Messi odbierający na koniec roku nagrody dla najlepszego piłkarza świata (France Football i FIFA) jeśli za miesiąc dozna z narodowym zespołem tak spektakularnej klęski?

Trudno wyobrazić sobie, co mogłoby wyrwać załamanych Argentyńczyków z najcięższej od 40 lat depresji. A trzeba przyznać, że ich morale upadły nisko. Juan Sebastian Veron powiedział otwarcie, że Maradona nie stworzył drużyny. W ostatnim pojedynku w Paragwaju "Albicelestes" nie podjęli walki czekając na najniższy wymiar kary.

Co się dzieje w kadrze z Leo Messim? Rozczarowanie wobec tego, którego namaszczono na następcę Maradony i powszechnie uważa się za najlepszego gracza świata, jest, rzecz jasna, proporcjonalne do zawiedzionych oczekiwań. Urodzony w tym samym mieście, gdzie powstała "Iglesia Maradoniana" 22-latek ma problem, by radzić sobie z presją. A kiedy wraca do Barcelony znów wciela się w boiskowego geniusza slalomującego między rywalami, lub zdobywającego gola za golem. Wszyscy Argentyńczycy zachodzą w głowę jak zrozumieć tę przykrą tajemnicę?

Jedno jest oczywiste: Leo bardzo chce grać dla Argentyny. Od 13. roku życia mieszka w Barcelonie, ale odmówił kategorycznie, gdy próbowano go namówić na reprezentację Hiszpanii. Gdyby się zgodził, dziś w meczach drużyny narodowej nie brakowałoby mu tak bardzo Xaviego i Iniesty. Wychowany i wyszkolony w katalońskiej szkółce Argentyńczyk, w drużynie Barcy jest po prostu na swoim miejscu. W "La Masia" edukacja piłkarska odbywa się według wzorca, według którego gra pierwsza drużyna. Przez lata ćwiczy się to samo. Z pewnością więc Messi w większym stopniu podziela logikę gry Xaviego i Iniesty, niż Teveza, albo Aguero. A nie jest typem gracza, który radziłby sobie wszędzie, niezależnie od partnerów. Taki Cristiano Ronaldo jest w stanie zdobyć gola strzałem z 30 metrów, Messi, by dotrzeć do bramki, potrzebuje wsparcia.

Nad znalezieniem rozwiązania musi się pochylić naczelne bóstwo argentyńskiej piłki. Ma na to trzy tygodnie. Na razie Diego mówi tyle, że jego zdaniem w kadrze Messi gra dobrze. Dobrze może być jednak zdecydowanie za mało na sukces w Urugwaju. Po porażce w Paragwaju Maradona przypomniał rok 1993, kiedy jeszcze, jako piłkarz grał w barażach o mundial w USA z Australijczykami. "I nikt od tego nie umarł" - przypomina. Teraz może być jednak gorzej, bo nawet baraż nie jest pewny. I nikt od tego pewnie nie umrze, chyba, że pewien kościół fanatycznych wyznawców piłkarskiej legendy.

PS. Z pewnością wielu z Was zauważy, że notkę napisałem na bazie dyskusji na tym blogu. Dzięki wszystkim, którzy mi pomogli.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU

Dowiedz się więcej na temat: Maradona | Kościół

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje