Jacek Zieliński: Prysznic się przydał

W spotkaniu rewanżowym trzeciej rundy rozgrywek Ligi Europejskiej piłkarze Lecha Poznań przegrali z wicemistrzami Norwegii- Fredrikstad FK (1:2). Po końcowym gwizdku sędziego więcej powodów do radości miał trener ekipy gości.

- Jestem zadowolony, że wygraliśmy mecz. Co prawda Lech już w po pierwszym pojedynku awansował do dalszej rundy, ale my przynajmniej zachowaliśmy twarz - tłumaczył norweski szkoleniowiec. Do Polski przyjechaliśmy w okrojonym składzie z szesnastoma zawodnikami. Jednak to nie przeszkodziło nam w walce. Lech to dobry zespół dlatego zasłużył na dalszą grę w pucharach - chwalił przeciwnika Aune Tom Freddy.

Reklama

Natomiast zafrasowaną minę miał trener "Kolejorza" Jacek Zeliński. - Porażka boli, jednak gramy dalej w "Europa league". Zdawałem sobie z tego sprawę, że ten mecz nie będzie należał do łatwych. Tłumaczyłem chłopakom, że przeciwnik się przed nimi nie położy. W szatni była pełna mobilizacja, jednak mam wrażenie, że pozostała. My przegraliśmy to spotkanie w głowach - mówił z żalem Zieliński. Taka porażka czasami się przydaje. Jest ona jak zimny prysznic na rozgrzane głowy i powoduje, że nie obrośniemy w piórka. Teraz czekamy na wynik jutrzejszego losowania i myślimy o niedzielnym meczu w Kielcach - podsumował szkoleniowiec Lecha.

Maciej Borowski, Wronki

Dowiedz się więcej na temat: mecz | prysznic

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje