Jacek Bednarz pożegnał się z Wisłą Kraków

Wisła Kraków zlikwidowała stanowisko dyrektora sportowego i tym samym pracę w klubie stracił Jacek Bednarz. W środę pożegnał się on z klubem, kibicami i dziennikarzami. - Nie chcę dużo mówić, bo to szczególna chwila, ale żegnamy najlepszego do tej pory dyrektora sportowego w tym klubie - powiedział prezes Marek Wilczek.

- Dziękuję prezesowi za miłe słowa, ufam, że rzeczywiście na nie zasłużyłem. Nie wszystko, co chciałem zrobić dla tego klubu mi się udało. Każdy ma prawo oceniać moją pracę po swojemu, ale jednego nie dam sobie wmówić - że się nie starałem - powiedział na wstępie Jacek Bednarz. - Dziękuję prezesowi Wilczkowi, dziękuję moim asystentom, rzecznikowi prasowemu Adrianowi Ochalikowi za zrozumienie trudnych konotacji tej pracy, sztabowi szkoleniowemu i piłkarzom, a przede wszystkim kibicom. Nigdy kibice nie stanęli przeciwko drużynie i klubowi, zawsze w trudnych momentach byli z drużyną. Napawa mnie dumą, że mogłem w takim klubie pracować - mówił wzruszony Bednarz.

Reklama

- Ja jestem hanys, grałem w Ruchu Chorzów, ale jestem też legionistą, pogoniarzem, bo grałem w Legii i Pogoni Szczecin. Teraz pracowałem w Wiśle Kraków i przez to odrobinę zasłużyłem sobie na to, by powiedzieć: jestem wiślakiem. Tak się właśnie czuję.

- Nie przyszedłem tu dziś, żeby rozdrapywać rany, bo ich nie ma. Traktowałem pobyt tutaj jako pracę w zespole, nigdy nie wymagałem, by moi szefowie i podwładni zawsze się ze mną zgadzali. Znalazłem się w okolicznościach które mogłyby mnie skazać na niepowodzenie, a jednak człowiek - okazuje się - broni się tym, jaki jest. Osiągnąłem wspólnie z innymi osobami sukcesy, ale każdemu sukcesowi towarzyszy relatywizm ocen, czego nauczyła mnie kariera sportowa. Mistrzostwo zdobyte w czerwcu inaczej ocenialiśmy wtedy, a inaczej oceniamy dziś. Teraz jego blask już przygasł - mówił z lekką nutką goryczy w głosie dyrektor Bednarz.

Bednarzowi zarzucano, że jest mało medialny, bo nie umiał zareklamować swojej pracy przed kamerami i mikrofonami. - Tak musi być, ja nie podjąłem tu pracy po to, żeby się reklamować. Nie chciałem z Wisłą awansować do Ligi Mistrzów po to, żebym ja mógł się tym pochwalić. Ja nie miałem być osobą, która bez przerwy się czymś chwali - zastrzega Bednarz. - Czasem musiałem "wziąć w tyłek" za nie swoje grzechy, czasem zbierałem też nieswoje zasługi. Choć nie zawsze wychodziło to równo po połowie - uśmiechnął się dyrektor. - Trzeba to przyjąć, po piłkarsku, na klatę, takie jest życie. Dyrektor sportowy musi zachować klasę w każdej sytuacji. Pewne rzeczy muszą pozostać w rodzinie, nie chcę o nich mówić.

Przed Bednarzem była Wisła, Wielka Wisła, teraz też jest, ale i musi być lata po mnie. Nie potrzebowałem ani autoreklamy, ani reklamy.

- Co traktuję jako moją największą porażkę? Oczywiście dwumecz z Levadią, coś , co w ogóle nie miało prawa się wydarzyć. Też się czuję za to wszystko odpowiedzialny. A największy sukces? Jak podpisywałem umowę w czerwcu, po meczu z Arką Gdynia, który się skończył 2:2, trafiły do moich rąk kontrakty wszystkich zawodników. Zobaczyłem, jak wielu ich mamy, ale nagle się okazało, że trener Moskal nie ma kogo zabrać na mecz do Bełchatowa. Teraz mogę powiedzieć, że kontrakty obecnie grających w Wiśle zawodników odpowiadają udziałowi danego piłkarza w sukcesach klubu. Mamy tych piłkarzy, którzy są Wiśle potrzebni - podkreśla Bednarz.

Dyrektor Bednarz nie chciał potwierdzić, że przez ostatnie pół roku relacje między nim, a trenerem Skorżą nie układały się najlepiej. Obecnie, po zlikwidowaniu stanowiska dyrektora sportowego, Maciej Skorża przejął część kompetencji w dziedzinie polityki transferowej klubu. Co znamienne, na pożegnalnym spotkaniu z Bednarzem szkoleniowiec nie był obecny. - Państwo wiecie, że pan trener Maciej Skorża to jest mój autorski pomysł. Nie zawsze jednak się zgadzaliśmy i mieliśmy taki sam pogląd na wszystko. Władze postanowiły że dyrektora sportowego w klubie nie będzie. Dlatego musiałem odejść z klubu. Nasze relacje były jednak takie, jak są zwykle miedzy dyrektorem sportowym a trenerem. Czy mam jakiś żal do trenera Skorży? Mam jeden : że dał się pokonać Levadii Tallin - żartobliwie odpowiedział Bednarz.

- Po Levadii przyjęliśmy, że w klubie nastąpią zmiany organizacyjne. Zdecydowano, że przybędą nowi skauci, ale że nadal pracować nad transferami będą i trener i dyrektor sportowy. Jednak tak jest w życiu, że właściciel czy szef może zmienić zdanie, przeprowadzić analizę i ja to akceptuję - wzruszył ramionami Bednarz. - Japończycy mówią bardzo mądrze: sukces ma wielu ojców, klęska zawsze jest sierotą - zakończył

CZYTAJ TAKŻE:

Wisła zwolniła Jacka Bednarza

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kraków | Wisła | Jacek Bednarz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje