Jacek Bąk: Liczymy na kibiców

Jacek Bąk nie zagrał we wczorajszym meczu sparingowym z Salzgitter. Kapitan reprezentacji Polski lekko się przeziębił i kiedy jego koledzy strzelali 12 bramek zawodnikom z V ligi, on jedynie lekko truchtał. Jak zapewnił lekarz kadry Jerzy Grzywocz nie ma powodów do niepokoju i już dziś Jacek Bąk weźmie udział treningu, który rozpocznie się o godz. 17:00.

- Pierwszy raz w życiu brałem antybiotyki przez 3 dni. Doktor Grzywocz zapewnił mnie jednak, że są bardzo dobre i mocne. Robi wszystko, by doprowadzić mnie do stuprocentowej dyspozycji na Ekwador. Mam alergię na wiosenną trawę, a poza tym trochę się przeziębiłem.

Reklama

- Jak Pan porówna atmosferę panującą w Barsinghausen do tej z Korei?

- Nie ma czego porównywać. Zostało tylko czterech zawodników z tamtego składu w tym ja, ale cały sztab i trener są inni. W Korei była większa presja, a jeśli chodzi o grę to teraz gramy bardziej ofensywnie. Z połączenia młodości z rutyną w naszej kadrze może wyjść mieszanka wybuchowa w postaci zwycięstw.

- Mówi Pan, że w Korei była mniejsza presja, a tutaj rodacy z kraju i z Niemiec nie opuszczają Was ani na chwilę.

- Do Korei jechaliśmy w nieznane. Tam była zmiana czasu, którą znosiliśmy nie najlepiej. W Niemczech czujemy się lepiej, bo tutaj gramy jakby jedną nogą u siebie. Oczywiście liczymy na naszą ogromną grupę kibiców.

- Korea nie była jednak dla Pana szczęśliwa, bo w pierwszym meczu poprzedniego mundialu odniósł Pan kontuzję i zszedł po 51 minutach.

- Pamiętam, ale się tym nie katuję. Wypadki chodzą po ludziach.

- Jak Pan, szef obrony, czuje się w grze z dwoma defensywnymi pomocnikami przed sobą? Tak zagraliście przeciwko Chorwatom.

- Nie jestem żadnym szefem obrony. Na pewno nie krzyczę na swoich kolegów, a tylko im podpowiadam. Oczywiście, ustawienie 4-5-1 zwiększa szansę na dobrą grę defensywną, a nie cierpi ofensywa, bo prawy i lewy pomocnik grają do przodu, jak w systemie 4-4-2.

- Czy uważa Pan, że zmiana taktyki i ustawienia kilka dni przed pierwszym meczem to dobry pomysł?

- Jak grałem w Lens czy w Lyonie zmienialiśmy taktykę dwa, trzy razy na mecz. Proszę pamiętać, że my jesteśmy zawodowcami i inaczej gramy na początku, a inaczej gdy ktoś na przykład dostanie czerwoną kartkę. Musimy mieć przećwiczone różne warianty, dlatego dobrze się stało, że przeciwko Chorwacji zagraliśmy inaczej niż zwykle.

- W Wolfsburgu w meczu z Chorwacją zaprezentowaliście się lepiej niż w Chorzowie, ale nadal nie wiadomo w jakiej naprawdę jesteście formie.

- Twoja forma jest taka, jak twój ostatni mecz. Z Chorwacją zagraliśmy o dwie klasy lepiej niż z Kolumbią. Chodzi o to, aby na mundialu zaprezentować się tak samo albo jeszcze lepiej.

- W poniedziałek mieliście pierwszą, "ekwadorską odprawę". Co na niej się dowiedzieliście o rywalu?

- Poznaliśmy już zawodników fizycznie, wzrostowo. Nabieramy wiedzy "od a do z", z tym że nie możemy przesadzać i patrzeć tylko na nich. Pomyślmy też o sobie.

- Najsłabszą formacją Ekwadorczyków jest chyba obrona.

- Tak, a my przecież mamy bardzo dobry atak. To południowcy, oni lubią swobodę. Jednak jak ich dobrze przyciśniemy, mogą się pogubić. Ekwador jest dobry, ale my jesteśmy bardzo dobrzy. Wierzę, że wygramy ten mecz.

- Wspominał Pan, że groźny jest napastnik Carlos Tenorio.

- Miałem z nim kontakt w Katarze. To bardzo silny fizycznie oraz szybki piłkarz, który strzela dużo bramek. Myślę, że zastopuję go, jeśli oczywiście wyjdę na boisko.

- Lubicie grać z Latynosami?

- Mecz z Kolumbią pokazał, że nie lubimy. W Chorzowie byliśmy jednak w gorszej dyspozycji fizycznej. Musimy jednak pokazać, że Polacy nie boją się takich rywali.

- Czym różnią się treningi w Barsinghausen od tych, które mieliście w Bad Ragaz?

- W Szwajcarii były cięższe, bo pracowaliśmy głównie nad dyspozycją fizyczną. Tutaj mamy luźniejsze treningi, pracujemy nad poprawą szybkości i zwrotności.

- Kibice przyjeżdżający do Barsinghausen są rozczarowani, że bardzo rzadko wychodzicie do nich przed hotel, by porozmawiać. Co im Pan odpowie?

- Mogę powiedzieć, że będziemy chcieli zrehabilitować się dobrą grą na mistrzostwach. Przykro mi, ale tak bywa. Mamy przecież treningi, odprawy i przez cały czas gdzieś się spieszymy.

- Dlaczego mieszka Pan sam w pokoju?

- Lubię się wyłączyć.

- Gra Pan tutaj w ulubionego pingponga?

- Tak, a czasami także w bilardzik. Chodzimy również na spacery do Barsinghausen, ale w ośrodku musimy być o dwudziestej trzeciej.

- Brazylijczycy wręcz piją piwo poza ośrodkiem i trener Parreira tłumaczy, że oni tak muszą, by się dobrze poczuć, a potem dobrze grać.

- Oni są Brazylią i więcej im wolno. My jesteśmy Polską.

- Jakie ma Pan przeczucia co do tego mundialu?

- Moim zdaniem mecz z Ekwadorem będzie dla nas bardzo ważny. Jak zdobędziemy trzy punkty, to na pewno podniesie się morale zespołu i do spotkania z Niemcami przystąpimy w dobrych nastrojach. Tylko z drugiej strony jak pomyślimy, że to dla nas najważniejszy mecz w życiu, "siądziemy" psychicznie i stracimy 30-40 procent swojej wartości. Myślę, że mamy młodą, ale bardzo dobrą drużynę. Jak wyjdziemy z grupy, to później dostaniemy skrzydeł i nawet przeciwko Anglii czy Szwecji stać nas będzie na niespodziankę.

- Czy zaśnie Pan w nocy z czwartku na piątek?

- Na pewno. Za dużo już nocy nie przespałem, by teraz się stresować.

Andrzej Łukaszewicz, Barsinghausen

mundial2006.blog.interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: Baku | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama