"Isia" walczy do ostatniej piłki

Agnieszka Radwańska zdobyła dwa punkty dla Polski w meczu Pucharu Federacji. Ostatecznie nasze tenisistki wygrały z Japonią 3-2 i awansowały do Grupy Światowej II.

- Moim zadaniem było wygranie dwóch meczów i faktycznie tak się stało, chociaż w niedzielnym pojedynku było bardzo ciężko i musiałam się namęczyć, nabiegać, aby odnieść zwycięstwo - powiedziała nam "Isia".

Reklama

ZOBACZ, JAK GDYNIA DOPINGOWAŁA AGNIESZKĘ I WYWIAD Z TENISISTKĄ:

20-letniej krakowiance pokonanie Ai Sugiyamy 7:6 (7-5), 6:1 przyszło zdecydowanie trudniej niż sobotnia wiktoria nad Akiko Morigami. Radwańska po tamtym spotkaniu przestrzegała, że tak właśnie może być.

- Sugiyama to solidna zawodniczka, bardzo doświadczona. Ne spodziewałam się, że będzie 6:1, 6:0. Cieszę się więc, że wygrałam ten mecz w dwóch setach, tym bardziej, że miałam kłopoty w pierwszym. Obrona dwóch piłek setowych przy stanie 4:5 i wyjście ze stanu 1-5 w tie-breaku nie zdarza się często - stwierdziła Agnieszka.

W najtrudniejszych momentach wychodzi jednak wielkość tej tenisistki i wtedy gra swój najlepszy tenis. Skąd się to bierze? - Szczerze mówiąc, nie wiem. Po prostu, mam to we krwi, że walczę do ostatniej piłki. Nieważne, jaki jest wynik, gram zawsze do końca. Dopóki się nie wygra albo nie przegra meczbola, to mecz można jeszcze odkręcić - powiedziała starsza z sióstr Radwańskich.

Krakowianka w pierwszym secie dwukrotnie przełamywała Sugiyamę, ale ta natychmiast odrabiała straty, tak więc potrzebny był tie-break.

W drugiej partii zaczęło się identycznie. Polka przełamała rywalkę w drugim gemie, by zaraz stracić własne podanie. W czwartym "Isia" ponownie odebrała serwis Japonce i na swoje szczęście w następnym wygrała własne podanie, choć Sugiyama miała dwa break pointy.

- W tym meczu serwis nie odgrywał dużej roli. Było dużo breaków, wszystkie gemy były bardzo długie i w gruncie rzeczy do siebie podobne - mówiła nam Radwańska.

Mecz Pucharu Federacji był jej przetarciem na kortach ziemnych przed cyklem turniejów na tej nawierzchni. - Już w poniedziałek rano lecę do Stuttgartu, na zaczynającą się tam imprezę. Czeka mnie pięć turniejów, taki maraton, który skończę dopiero na Roland Garrosie - powiedziała krakowianka. Jakie stawia sobie założenia przed tymi imprezami?

- Żadnych, po prostu wychodzić na kort i robić swoje, wygrywać jak najwięcej meczów. W Paryżu będą chciała obronić punkty z zeszłego roku (doszła wtedy do 1/8 - przyp. red.) i jak się uda, to awansować rundę wyżej, czyli zaliczyć kolejny ćwierćfinał turnieju wielkoszlemowego - zakończyła Agnieszka Radwańska.

Paweł Pieprzyca, Łukasz Piątek, Gdynia

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Agnieszka Radwańska | Radwańska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje