Hyży: Sopocianie to "wyrobnicy"

- Wierzę w zwycięstwo, wierzę w mój zespół oraz naszych kibiców i nie mam cienia wątpliwości, że wygramy środowy mecz - zapowiada gracz Idei Śląska Wrocław Radosław Hyży, przed meczem z Prokomem Trefl Sopot.

Dziś o godz. 19:00 w Hali Ludowej we Wrocławiu zostanie rozegrany piąty mecz finału mistrzostw Polski koszykarzy - Era Basket Liga. Po czterech spotkaniach, drużyna z Sopotu prowadzi 3-1 i tylko jedno zwycięstwo jest jej potrzebne do zdobycia tytułu.

Reklama

- Może to być dziwne, ale w historii było kilku ludzi, którzy mówili niepopularne rzeczy, ale mieli rację i mam nadzieję, że ja też mam rację - dodał Hyży, z którym rozmawiał Maciej Sas z radia RMF FM.

Czyli sopocianie w środę nie będę jeszcze świętowali mistrzostwa?

Na naszym terenie? Nie, to byłoby coś strasznego, żeby oni na naszym terenie się cieszyli, a my im dajemy medal.

Taka obelga?

Obelga to jest w tym wypadku delikatne słowo, ale niech zostanie obelga.

Czyli rozumiem, że poprawicie waszą grę, skuteczność w rzutach i walkę o zbiórki?

To nie jest ważne. Skuteczność czy zbiórki nie są ważne. Ważne jest serce, jeśli je damy to wygramy. Oni nie mają serca do gry. Ja nie lubię używać słowa wyrobnicy, ale oni są nie kochają tej gry.

Takie wojsko zaciężne?

Tak, ja takich ich odbieram. To dobre słowo. Tak bym ich ocenił i dlatego ich nie lubię. Mają umiejętności, ale grają bez serca.

Czyli wygracie?

No pewnie, ze wygramy. Mam wykrzyczeć to? Może sobie to gdzieś wytatuować?

To by rozproszyło przeciwników....

Mam nadzieje, że ich rozproszy 6,5 tysiąca kibiców. Jakbym mógł to bym wszystkich zaprosił na ten mecz. Kibice muszą jednak udać się do kas i kupić bilet. Proszę, kupcie ten bilet na mecz.

Jak chcesz przekonać ludzi, którzy być może zwątpili w Śląska po tych dwóch porażkach w Sopocie?

Myślę, że rzeczą ludzką jest wątpić, ale myślę, że powinni udać się do serca. W co zawsze wierzyli? Na jaki klub chodzili? Jakim zawodnikom zawsze kibicowali? Niech przyjdą. Proszę ich o to. Może czasami nam nie idzie, ale my gramy dla was, nie dla siebie. Sport jest dla kibiców, bo dzięki temu my mamy pracę. Najważniejsi są kibice i proszę nie mówić, że się podlizuję. Chciałbym, aby była pełna hala i taka atmosfera jaka była ostatnio.

OK. Zakładamy, że środowy mecz wygracie. Zostaje sobota, a w Sopocie nie będzie tych 6500 kibiców z Wrocławia. I co wtedy?

Wtedy trzeba będzie podejść do tego inaczej. Wtedy będzie 2,5 tysiąca ludzi, którzy są źle nastawieni i trzeba będzie im udowodnić, że powinni być kibicami innej drużyny. Nie tego z Sopotu, tylko innego. Może powinni zmienić swoje nastawienie, zmienić swoją orientację i przyjąć barwy zielono-biało-czerwone.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje