Hat-trick bohatera Orłów

Nie co dzień w mistrzostwach świata strzela się hat-tricka. Skrzydłowy naszego drugiego ataku Marcin Kolusz zdobył trzy gole w meczu z Rumunią (7:0), w dodatku wszystkie w identyczny sposób!

Akcje rozpoczynał kapitan naszej kadry Leszek Laszkiewicz, z niebieskiej ładował, ile pary w rękach Adam Borzęcki, a napastnik Wojasa Podhala Nowy Targ zmieniał lot krążka, kompletnie myląc bramkarza rywali.

Reklama

- Analizowałem to dokładnie i doszedłem do wniosku, że siedemdziesiąt procent goli pada po właśnie takich akcjach, dlatego od początku zgrupowania przed mistrzostwami ćwiczyłem ten element - przyznał Marcin Kolusz. - Dzisiejsze gole nie są przypadkowe, bo nawet po treningach zostawaliśmy z Adamem Borzęckim i Grzesiem Piekarskim, żeby szlifować takie akcje. To ojcowie chrzestni sukcesu. Świetnie się rozumiemy.

Skrzydłowy naszego najgroźniejszego ataku zapewnił, że atmosfera w naszym zespole jest bardzo dobra. - Jest super. Naprawdę! Można powiedzieć, że trenerowi udało się stworzyć rodzinę, która jest ze sobą na dobre i na złe - przekonywał.

- Czy nie boję się stać na linii strzału? Nie. Ufamy sobie, jak to w rodzinie - śmiał się bohater wieczoru. - Pewnie, że trzeba uważać na krążki lecące na wysokości głowy, ale wtedy po prostu trzeba się odsunąć.

Pierwszego swojego gola strzelił w końcówce pierwszej tercji, ale zwłaszcza kolejne dwa miały duże znaczenie dla losów meczu, bo padły w krótkim odstępie czasu, po okresie słabszej gry naszej drużyny. - Pewnie, że mogliśmy strzelić jeszcze kilka bramek, ale cieszmy się z tego co mamy. Wiadomo, że gdy wysoko się prowadzi, to człowiek podświadomie rozluźnia się. Miejmy nadzieję, że siły, które dzisiaj zaoszczędziliśmy, zaprocentują jutro w meczu z Ukrainą.

Mirosław Ząbkiewicz, Toruń

Dowiedz się więcej na temat: gole | Marcin Kolusz | hat-trick

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje