Guardiola zazdrosny o swoich chłopaków

Barcelona chce odkupić Cesca Fabregasa za 30 mln euro. Bolesna i kosztowna lekcja nie poszła jednak w las. Pep Guardiola robi, co można, by nieszczęście już się nie powtórzyło.

11 września 2003 roku - to jedna z gorszych dat dla Barcelony. Niespełna trzy miesiące wcześniej, w klubie zaświtała nadzieja na lepsze jutro, kiedy po katastrofalnej prezesurze Gasparta rządy objął Joan Laporta. Przeprowadzający rewolucję w zespole nowy prezes zbyt zajęty był transferami Ronaldinho, Marqueza, czy Quaresmy, by zwrócić uwagę na 16-letniego wychowanka, którego traci. Arsene Wenger przekonał rodziców Cesca Farbregasa, że w Arsenalu chłopak dostanie szansę gry w ciągu roku. Decyzja nie była łatwa, Cesc Barcę miał w sercu, pierwszy raz na Camp Nou zabrał go dziadek, gdy miał 10 miesięcy! Wszystko potoczyło się jednak według słów francuskiego trenera.

Reklama

Dziś, kończący drugą kadencję w klubie z Katalonii Laporta oferuje Arsenalowi 30 mln euro. I raczej bez szans na powodzenie. Cesc to gwiazda pełną gębą: w Premier League i reprezentacji Hiszpanii, nie ma trenera, który nie chciałby z nim pracować: od Porto, przez Madryt, Barcelonę, Mediolan, Monachium do Londynu, Liverpoolu i Manchesteru. Niewielu jednak na to stać.

Bolesna i, co nie bez znaczenia, kosztowna nauka nie poszła jednak w las. Wychowany w miejscowej szkółce "La Masia" trener Barcy Pep Guardiola robi co może, by historia Cesca się już nie powtórzyła. Przed swoim debiutanckim sezonem włączył do kadry Busquetsa i Pedrito (grał z Wisłą Kraków), nie mówiąc o Gerardzie Pique, którego na prośbę Guardioli Laporta za 5 mln euro odzyskał z Manchesteru United. Wszyscy trzej, w tym niezwykłym dla klubu sezonie, dotrwali aż do zwycięskiego finału Champions League w Rzymie, choć każdy na innych prawach. Pique, jako wschodząca gwiazda, Busquets, jako wchodzący do zespołu, Pedrito do dziś żartuje, że jest może jedynym graczem w historii Ligi Mistrzów, który wystąpił w finale nie dotykając piłki (w 92. min wszedł za Iniestę). Był jednak jednym z ośmiu graczy wychowanych w "La Masia", którzy tego niezwykłego dnia pojawili się na boisku. A przecież trener Barcy nie skorzystał jeszcze z Bojana Krkica mającego silną pozycję w zespole.

Gdy zaczęły się przygotowania do obecnego sezonu zaszczytu trenowania i grania u boku największych gwiazd dostało 11 graczy z drużyny rezerw i juniorów. Dziś zostało czterech: 21-letni skrzydłowy Jeffren, 17-letni stoper Muniesa (był już w kadrze na Rzym), 18-letni stoper Fonta`s i 19-letni ofensywny pomocnik Jonathan Dos Santos - brat Giovanniego, którego Barca przed rokiem sprzedała do Tottenhamu. Wszyscy wiedzą, przed jaką szansą stanęli. Guardiola przekonuje, że do drużyny gwiazd mogą wejść w każdej chwili. Przecież rok temu po porażce z Numancią trener nie wahał się w kolejnym meczu wysłać Henry'ego na trybuny, a Iniestę, Touré, Messiego i Krkica na ławkę. Na boisko wyszli Busquets z Pedrito.

Jeffren to skrzydłowy, który w okresie przygotowawczym zdobył trzy gole (tak jak Perdrito). Urodzony w Wenezueli, wychowany w Tenerife piłkarz był na siebie wściekły po pierwszym spotkaniu przygotowań z Tottenhamem na Wembley. Wszyscy inni byli jednak zadowoleni, bo małolaty z Barcelony nie tylko zremisowały z solidną drużyną Premier League, ale co najważniejsze pokazały, że mogą grać w ten sam sposób co Xavi, Messi i Iniesta (tyle, że na razie jeszcze trochę gorzej). Albert Benaiges, odpowiedzialny za wychowanków w klubie z Katalonii zaskoczony nie był. Wie, że ci chłopcy do gry tiqui-taca przygotowywani są od najmłodszych lat. Awans do pierwszej drużyny nie będzie więc dla nich szokiem - będą robić to samo, co robią od lat.

Guardiola był nieugięty, gdy pół Europy namawiało go, by wypożyczył Krkica. "El Pais" opisuje negocjacje trenera Barcy z Miguelem Ángelem Lotiną (Deportivo), który gotów był oddać lewego obrońcę Luisa Filipe, ale chciał w zamian Perdrito. Usłyszał: "nie". Zaproponował więc Jeffrena. I znów usłyszał: "nie". O 17-letniego Muniesę już nawet nie pytał. Lewonożny stoper debiutował już w pierwszej drużynie i choć zakończyło się to czerwoną kartką, powszechnie wiadomo, że on lub Fontas zajmą kiedyś miejsce po Puyolu. Być może właśnie dlatego, gdy 31-letni kapitan i symbol klubu dostał ofertę z Manchesteru City Guardiola powiedział spokojnie: "Chciałbym, żeby został z nami, ale wybór należy do niego".

Puyol postanowił zostać, niech się młodzi wysilą...

KLIKNIJ I DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU

Dowiedz się więcej na temat: stoper | Pep Guardiola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje