Głowacki: Z własnej winy

- Nie ma sensu wyszukiwanie przyczyn, że stało się tak, a nie inaczej. Tak naprawdę to straciliśmy dwa punkty z własnej winy - skwitował mecz z ŁKS-em kapitan Wisły Arkadiusz Głowacki.

- W końcówce zabrakło nam trochę zimnej krwi, bo powinniśmy grać spokojniej, wyczekać na sytuację i ją wykorzystać. Zresztą taka sytuacja była w końcówce, bodajże miał ją Paweł Brożek, ale tak jak wielu innych i tej się wykorzystać nie udało - żałował Arkadiusz.

Reklama

Zauważył też ultradefensywne ustawienie rywala. - ŁKS nie wierzył chyba w możliwość skontrowania nas, więc ustawił się tak, aby przede wszystkim nie stracić gola. Stał niezwykle z tyłu i być może stąd się brały nasze problemy - zastanawiał się Głowacki. Dodał też: - ŁKS to nie jedyny defensywnie usposobiony w naszej lidze zespół, ale inne nie tylko murują bramkę, ale też starają się o strzelenie gola. Ale to żadne wytłumaczenie, nie ma sensu wyszukiwanie przyczyn. Tak naprawdę to straciliśmy dwa punkty z własnej winy - w imieniu zespołu bił się w piersi.

"Głowa" w ciągu ostatniego kwadransa meczu grał na prawej stronie obronie. - Po zejściu Petra Szinglara zostało nas trzech obrońców, więc ja przeszedłem ze środka na prawo - uzasadnił.

Łukasz Piątek, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: wino | ŁKS | Arkadiusz Głowacki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje