Gascoigne znowu pije i marzy o grze na mundialu

Legenda angielskiej piłki, Paul Gascoigne nigdy nie należał do grzecznych piłkarzy. Pijaństwo, bójki i kłótnie z trenerami były u niego na porządku dziennym. Jednak kilka lat temu "Gazza" stwierdził, że czas się uspokoić i zacząć dbać o swoje zdrowie. Niestety, jego słowa okazały się obietnicami bez pokrycia.

Zaledwie tydzień po pogrzebie legendarnego trenera piłki nożnej, sir Bobby'ego Robsona, który według "Gazzy" był dla niego jak ojciec, zawodnik znów zaczął pić.

Reklama

Angielskie bulwarówki opublikowały wyznanie 20-letniej przyjaciółki piłkarza, Jade Freeman, która twierdziła, że były pomocnik reprezentacji Anglii chce się zapić na śmierć. - W ciągu 20 minut wypił 6 piw - powiedziała Freeman, która wówczas była z nim w pokoju hotelowym.

- Płakał, że po śmierci sir Bobby'ego nikt go nie rozumie, nie ma po co żyć, więc najlepiej, żeby się zabił. Wyglądał okropnie, jak paralityk, i mówił dziwne rzeczy o tym, że chciałby znów wrócić do piłki, ale wie, że to niemożliwe - stwierdziła dziewczyna.

- Od kilku tygodni zasypywał mnie sms-ami o tym, jak bardzo chciałby zagrać na mistrzostwach świata w RPA, ale moim zdaniem to będzie cud, jeżeli on obejrzy te mecze w telewizji. Jeśli będzie tak się zachowywał, długo nie pożyje - dodała przyjaciółka Gascoigne'a.

U piłkarza w 2008 roku zdiagnozowano ciężką depresję. Gascoigne został przymusowo skierowany na leczenie, jednak nie przyniosło ono spodziewanych rezultatów.

ASInfo/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje