Fularczyk za głosem serca podążyła do Bydgoszczy

Brązowa medalistka ostatnich mistrzostw świata w wioślarstwie Magdalena Fularczyk po pięciu latach opuszcza Poznań. W poniedziałek oficjalnie została zawodniczką Lotto Bydgostii WSG Bank Pocztowy Bydgoszcz.

Fularczyk, która przez ostatnie lata startowała w Trytonie Poznań, to jedna z najlepszych polskich wioślarek. Przed rokiem wspólnie z Julią Michalską w dwójce podwójnej wywalczyły w Poznaniu złoty medal mistrzostw świata. W obecnym sezonie zdobyły wicemistrzostwo Europy i brązowy medal MŚ w Nowej Zelandii. Po zakończeniu sezonu pochodząca z Grudziądza Fularczyk, postanowiła zmienić barwy klubowe i od nowego roku będzie reprezentować Lotto Bydgostię WSG Bank Pocztowy Bydgoszcz.

Reklama

Zawodniczka nie ukrywa, że o zmianie klubu zadecydowały przede wszystkim względy osobiste.

"Mój narzeczony Michał Kozłowski (były zawodnik, wielokrotny medalista mistrzostw Polski - przyp. red) mieszka na stałe w Bydgoszczy. Tam też pracuje jako trener wioślarstwa. Po 10 latach życia na odległość chcielibyśmy już razem planować naszą przyszłość. Myślimy o wspólnym domu, o ślubie. Muszę sobie zacząć życie układać, bo nie jestem coraz młodsza, ale coraz starsza" - powiedziała Fularczyk.

Przeprowadzkę z Poznania do Bydgoszczy brązowa medalistka tłumaczy również koniecznością uporządkowania spraw uczelnianych.

"W trakcie roku dużo czasu spędzamy na zgrupowaniach, na zawodach. Poznańska AWF bardzo mi pomagała w studiowaniu, ale przerwy między zgrupowaniami były jednak zbyt krótkie, a ja też ten wolny czas chciałam poświęcić nie tylko nauce, ale rodzinie czy swojemu narzeczonemu. Ciężko było to wszystko pogodzić. W związku ze zmianą klubu, przenoszę się na Wyższą Szkołę Gospodarki w Bydgoszczy. Uczelnia jest ściśle związana z klubem, a ja teraz już nie będę miała wymówki typu: "studia w Poznaniu, dom w Grudziądzu, a narzeczony w Bydgoszczy". Przerzucam teraz całe swoje życie w jedno miejsce. Nie ukrywam jednak, że trudno było mi opuszczać Poznań. Pod względem sportowym i nie tylko były to dla mnie bardzo udane lata. Podczas pożegnania były łzy" - przyznała.

Jej zdaniem zmiana klubu nie powinna w żaden sposób wpłynąć na pracę i wyniki w kadrze. Z Michalską trenowała zarówno w klubie jak i na zgrupowaniach reprezentacji.

"W kadrze spędzamy jednak większość czasu, dlatego pod tym kątem nic się nie zmienia. Od stycznia rozpoczynamy kolejny sezon. I mam nadzieję, że ta moja decyzja nie wpłynie na stosunki w kadrze. Jesteśmy w końcu dorośli. Cel niezmienny - kwalifikacje do igrzysk olimpijskich i wywalczenie w Londynie jak najlepszych wyników" - zapewniła.

Dla Michalskiej i Fularczyk miniony rok był niezwykle trudny, ale zakończył się szczęśliwie. Obie musiały jednak na progu sezonu zmagać się z bardzo poważnymi kontuzjami. Michalska miała kłopoty z żebrami, a Fularczyk zerwała więzadła w kostce. Obie musiały przejść kilkumiesięczna rehabilitację.

"Po takich ciężkich urazach, brązowy medal wywalczony w Nowej Zelandii był dla nas jak mistrzostwo świata. Słowa uznania należą się naszemu trenerowi Marcinowi Witkowskiemu, który tak naprawdę jest trzecią osobą w naszej dwójce. Wykazał się ogromną cierpliwością i spokojem. Dał nam też wiarę, powtarzając, żeby dalej robić swoje, a co ma być, to będzie. Mimo tego pecha na początku roku, wszystko zakończyło się szczęśliwie" - stwierdziła nowa już zawodniczka Lotto Bydgostii.

Jak dodała, kontuzje spowodowały, że z Michalską nie mogła wystąpić w zawodach Pucharu Świata. "To się odbiło na biegu finałowym w mistrzostwach świata. Zjadły nas trochę nerwy, stres. Pierwsze tysiąc metrów nie popłynęłyśmy tak jak powinniśmy. Dopiero potem trochę się uspokoiłyśmy, ale starczyło to tylko na brązowy medal. Mimo że startujemy już 10 lat, to doświadczenie ze startów na przykład z zawodów Pucharu Świata bardzo się przydaje" - podsumowała Fularczyk.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: bank | Bank Pocztowy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama