"Franz": Pełne zaufanie albo pełne jaja!

Franciszek Smuda nie może spokojnie rozmawiać o swoim kontrakcie z PZPN. - W życiu nie podpiszę umowy z opcją trzymiesięcznego wypowiedzenia! - wypowiedział się dla INTERIA.PL 61-letni szkoleniowiec. Smuda oczekuje całkowitego zaufania do siebie aż do finałów EURO 2012. Jeśli go zabraknie, woli zostać w Zagłębiu Lubin!

Smuda został już oficjalnie zaprezentowany jako opiekun kadry, ba - już poprowadził reprezentację w dwóch spotkaniach, więcej - snuje plany aż do finałów EURO 2012 roku, ale... nie ma podpisanego kontraktu. Parafowanie jego umowy z PZPN-em ma nastąpić w drugiej połowie miesiąca, ale na razie związek wysyła sygnał, że będzie to umowa z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia.

Reklama

Najpierw gruchnęło w mediach, a w czwartek Smuda usłyszał to na śniadaniu w "Sheratonie" z szefami PZPN. Dla "Franza" to absolutnie nie do przyjęcia. Już upoważnił swojego prawnika Pawła Broniszewskiego do twardych negocjacji.

Rozumiem nastawienie Smudy - przecież nie był pierwszym wyborem Grzegorza LatyAntoniego Piechniczka. Po Leo Beenhakkerze na stanowisku selekcjonera obaj włodarze związku widzieli Stefana Majewskiego. Dopiero porażki "Doktora", odwrócenie się kibiców, sponsorów, a także nastawienie mediów spowodowały, że zarząd PZPN wybrał Smudę.

Smuda ustalił z Latą następujące warunki pracy: początkowo - od 15 grudnia 2009 roku do połowy 2010 r. - 40 tysięcy euro miesięcznie. Od połowy 2010 r. do połowy 2011 r. - 45 tysięcy euro miesięcznie, a przez ostatni rok trwania umowy 50 tysięcy euro. Rzecz jasna nie było mowy o żadnym trzymiesięcznym wypowiedzeniu, kiedy w Warszawie, 21 października, pierwsze negocjacje z "Franzem" prowadzili Lato i sekretarz generalny związku, Zdzisław Kręcina.

Nota bene, nowy opiekun kadry powinien zadbać w swojej umowie także o liczbę współpracowników, a nawet wysokość ich wynagrodzeń. Jeśli tego nie zrobi, może się okazać, że PZPN będzie znajdował różne wymówki w momencie kompletowania sztabu selekcjonera.

Zamiar umieszczenia w kontrakcie selekcjonera trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia to nie pierwsze ostrzeżenie dla pełnego optymizmu Franciszka Smudy. Pierwszym był wybór stadionu na debiut jego reprezentacji (murawa na Legii nie nadawała się do niczego, a co dopiero do wprowadzania nowoczesnego stylu gry). Drugie nieczyste zagranie PZPN to narzucenie "Franzowi" styczniowej wyprawy do Tajlandii na Puchar Króla.

Kolejna kłoda pod nogi selekcjonera to wmontowanie go w podróż do Kijowa na prezentację logo EURO 2012 w dniu konferencji trenerskiej w Warszawie. PZPN zamiast od początku wzmacniać Smudę, osłabia jego pozycję...

Nic dziwnego, że Smuda chce przejąć inicjatywę, a już na pewno wynegocjować sobie kontrakt, gwarantujący realizowanie własnej wizji z "Biało-czerwonymi".

Trudno zrozumieć taktykę PZPN-u. Najpierw zatrudnia do projektu "Silna Reprezentacja na Euro 2012" fachowca, którego uznają i popierają niemal wszyscy. Jednocześnie jednak Lato i Kręcina zakładają, że "Franz' może wylecieć na długo przed ME. Byle zapłacić mu tylko trzymiesięczne odszkodowanie.

Będą niezłe piłkarskie jaja, jeśli Lato ostatecznie nie dogada się ze Smudą... Czy wówczas w PZPN-ie nastąpi powrót do koncepcji z Majewskim!?

ZOBACZ MINIREPORTAŻ Z CZATA Z "FRANZEM":

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

TU ZNAJDZIESZ ZAPIS CAŁEGO CZATA! PEŁNE 90 MINUT Z "FRANZEM"!

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Franciszek Smuda | lato | kadry | opiekun | wypowiedzenia | Euro 2012 | zaufanie | jaja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje