Francja wciąż bez zwycięstwa!

Francja nie wygrała już piątego z rzędu meczu na mistrzostwach świata. W drugim spotkaniu grupy G, mistrzowie świata z 1998 roku zaledwie zremisowali z Koreą Południową 1:1 i przed trzecią serią gier, mają na koncie zaledwie dwa punkty.

Po remisie ze Szwajcarią, Francuzi przystąpili do spotkania z liderem grupy G z "nożem na gardle". Aby oddalić od siebie myśl o odpadnięciu z grupy, spotkanie z Koreą musieli po prostu wygrać i zgodnie planem rozpoczęli od zdecydowanych ataków.

Reklama

Ofensywne ustawienie mistrzów świata z 1998 roku szybko przyniosło im wymierną korzyść. Już w 9. minucie Sylvain Wiltord mocno uderzył zza linii pola karnego, ale piłka rykoszetem odbiła się od jednego obrońców i trafiła wprost pod nogi Thierry'ego Henry. Napastnik Arsenalu Londyn będąc sam na sam z bramkarzem nie zmarnował okazji i posłał piłkę do siatki.

Po utracie gola Koreańczycy zaczęli grać odważniej, ale ich wszystkie akcje kończyły się przed linią pola karnego. Szczelny blok defensywny Francuzów nie pozwalał im na stwarzanie sytuacji strzeleckich. W pierwszej połowie podopieczni Dicka Advocaata, oddali zaledwie jeden i to niecelny strzał na bramkę Fabiena Bartheza.

W 32. minucie ogromy błąd popełnił asystent sędziego, który nie zauważył, że piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Patrick Vieira oddał bardzo mocny strzał głową, a bramkarz Jae Woon Lee wybił piłkę przed siebie, stojąc około pół metra za linią.

Po przerwie Koreańczycy ruszyli na bramkę Francuzów z większym animuszem, ale podobnie jak w pierwszych 45. minutach nie mogli znaleźć sposobu, na przedostanie się w pole karne rywala. Kierowana przez Williama Gallasa defensywa nie popełniała praktycznie żadnego błędu.

Po kwadransie drugiej połowy Raymond Domenach zdał sobie sprawę, że prowadzenie różnicą tylko jednej bramki jest dość ryzykowne i w miejsce Wiltorda wprowadził do gry Franka Ribery. Pomocnik Olympique Marsylia rozruszał nieco uśpioną ofensywę i co kilka chwil pod bramką Korei robiło się bardzo gorąco.

W 85. minucie Koreańczycy oddali pierwszy celny strzał na bramkę Francuzów, a już kilkanaście sekund później drugie celne uderzenie przyniosło im wyrównującą bramkę. Grający w Manchesterze United Park Ji Sung z linii pola bramkowego przelobował Bartheza i koreański sektor wybuchł niczym wulkan. Dumni Francuzi nie mogli uwierzyć, że ich drugi mecz na mundialu zakończył się drugim remisem.

W spotkaniu z Togo, które Francuzi rozegrają w ostatniej kolejce fazy grupowej nie wystąpią Zinedine Zidane i Eric Abidal, którzy uzbierali już po dwa żółte kartoniki.

Fantastyczną oprawę spotkania w Lipsku stworzyli Koreańscy kibice. Wszyscy przebrani w czerwone koszulki, zaopatrzeni w gadżety do wystukiwania rytmu oraz bębny, przez 90 minut śpiewem i oklaskami zagrzewali swoich piłkarzy do walki. Francuscy kibice słysząc ogłuszający doping z sektora koreańskiego poddali się i ograniczali się jedynie do oklasków, po akcjach swoich ulubieńców.

Andrzej Łukaszewicz, Lipsk

mundial2006.blog.interia.pl

Zobacz szczegółowy OPIS meczu

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z meczu Korea-Francja

Zobacz WYNIKI i TABELĘ grupy G

Dowiedz się więcej na temat: mecz | strzał | francuzi | Francja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje