FIFA i świat sportu kontra nowoczesne technologie

Piłka z czipem, powtórki wideo, dodatkowi sędziowie bramkowi - to tylko niektóre z pomysłów, które od kilku lat testuje FIFA. Żaden z nich futbolowych działaczy nie przekonał, a w innych dyscyplinach, jak hokej na lodzie czy tenis, technika pomaga arbitrom.

Temat technologicznych nowinek w piłce nożnej powrócił jak bumerang i to z podwójną siłą po błędach sędziów w niedzielnych meczach 1/8 finału mistrzostw świata w RPA.

Reklama

Urugwajczyk Jorge Larrionda w spotkaniu Anglia - Niemcy (1-4) nie uznał bramki Franka Lamparda, która zmieniłaby wynik na 2-2. Piłka po jego strzale zza pola karnego i odbiciu się od poprzeczki o około pół metra przekroczyła linię bramkową i wyszła w pole. Ani arbiter główny, ani jego asystent Pablo Fandino, nie zareagowali. Ewidentnego spalonego nie zauważyli również Włoch Roberto Rosetti i jeden z jego asystentów w spotkaniu Argentyny z Meksykiem, uznając pierwszą bramkę dla ekipy trenera Diego Maradony.

Media czy eksperci od dawna domagają się wprowadzenia zmian, które zmniejszą ryzyko sędziowskich błędów. Wymownym komentarzem całą sprawę opatrzył angielski bramkarz David James, uczestnik feralnego spotkania: "Niepotrzebne są nowinki technologiczne, gdy piłka o ponad jard (ok. metra) przekracza linię" - powiedział najstarszy uczestnik MŚ-2010, który za miesiąc skończy 40 lat.

Jedynym ciałem uprawnionym do wprowadzania korekt w przepisach gry w piłkę nożną jest działająca przy FIFA, a istniejąca od 124 lat International Board (IFAB). W jej skład wchodzi czterech przedstawicieli międzynarodowej federacji oraz po jednym z federacji angielskiej, walijskiej, szkockiej i północnoirlandzkiej. Zatwierdzają zmiany, jeśli dany projekt ma poparcie co najmniej sześciu członków (75 procent).

IFAB zbiera się raz, góra dwukrotnie w roku, a najbliższe spotkanie ma wyznaczone 4-6 marca 2011 r. w walijskim Newport.

Od paru lat głośno jest o testowaniu, m.in. w juniorskich turniejach (MŚ drużyn do lat 17 w 2005 r.), "inteligentnych" piłek, z umieszczonymi w środku specjalnymi czipami. W poprzednim sezonie ponad setkę meczów Ligi Europejskiej prowadziło pięciu sędziów (w zbliżających się rozgrywkach "eksperyment" obejmie też Ligę Mistrzów), w tym dwóch tzw. bramkowych. Wszystko po to, żeby mieć pewność czy piłka w kontrowersyjnych sytuacjach przekroczyła linię. Sęk w tym, że żadne zmiany nie zostały wprowadzone na stałe, a wręcz odrzucono możliwość powtórek wideo.

Sekretarz generalny FIFA Francuz Jerome Valcke powiedział wprost, że "o błędach sędziów można mówić dopiero po obejrzeniu całego meczu".

Prawdopodobnie w futbolu najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dwóch dodatkowych sędziów i ewentualnie powtórek.

"Oni poruszają się wzdłuż linii bramkowej między chorągiewką boczną a dalszym słupkiem patrząc od strony sędziego asystenta na tej samej połówce boiska. W uzasadnionych przypadkach mogą wejść w pole karne, ale nie dalej niż 16,5 metra od bramki. Na przykład jeśli bramkarz interweniuje poza "16",

mogą z bliższej odległości niż sędzia główny zobaczyć ewentualne przewinienie i tym samym pomóc w interpretacji zagrania" - mówił kilka miesięcy temu Robert Małek, który oceniał w ub. roku historyczny, bo pierwszy mecz LE z pięcioma arbitrami (Everton - AEK Ateny 4-0).

Zdecydowanie inaczej jest np. w hokeju na lodzie, w którym sędziowie korzystają z systemu wspomagania wideo. Powtórki, które mają rozwiać wątpliwości, dotyczą kilku najważniejszych spraw: określenia czy krążek całym obwodem przekroczył linię bramkową, czy miało to miejsce przed czy po przesunięciu bramki oraz czy skierowanie go do siatki nastąpiło ręką czy łyżwą. Gdy zaistnieje "dyskusyjna" sytuacja, sędzia na monitorze u sekretarza zawodów ogląda jej zapis i podejmuje decyzję. Po tym spiker informuje, że gol został lub nie został zdobyty. Przerwy i narady trwają nieraz kilka minut.

Z elektronicznego systemu "Hawk-Eye" (sokole oko), opracowanego w 2001 roku przez brytyjskich inżynierów, korzystają od jakiegoś czasu np. w tenisowych imprezach wielkoszlemowych, krykiecie, snookerze i siatkówce. W ostatniej z wymienionych dyscyplin test, we współpracy z telewizją, odbył się na początku roku przy okazji turnieju o Pucharu Polski w Bydgoszczy. Każdy zespół mógł raz w secie skorzystać z "elektronicznego oka". Jeśli jego odwołanie okazywało się uzasadnione, miał prawo do ponownego skorzystania z pomocy systemu w tej samej partii, np. w półfinałach zawodnicy siedem razy skorzystali z Hawk-Eye i za każdym razem mieli rację (błędne decyzje podejmowali sędziowie).

Natomiast przez trzy lata na dwóch głównych arenach tenisowego Wimbledonu "sokole oko" wykorzystano 444 razy i wykazało ono 131 pomyłek arbitrów.

Konsultacji, a co za tym idzie przerywania sportowej rywalizacji, nie brakuje w judo. Jeśli prowadzący walkę ma wątpliwości, prosi o wskazówki dwóch sędziów pomocniczych. Jeśli i to nie pomaga, korzystają z zapisu wideo. Również w koszykówce korzysta się z tego przywileju, ale zazwyczaj gdy nie ma pewności, czy celny rzut został oddany przed upływem czasu gry (dźwięk syreny).

Od dwóch lat w najważniejszych imprezach, jak mistrzostwa świata czy Europy oraz turnieje Grand Prix Pucharu Świata - z pomocy zapisu wideo korzystają sędziowie w szermierce.

"W turnieju indywidualnym zawodnik może dwukrotnie poprosić arbitra o analizę spornej akcji. Jeśli ma rację, nie traci prawa skorzystania z zapisu filmowego" - wyjaśnił były florecista, a obecnie członek zarządu PZS Ryszard Sobczak, którego zdaniem zmiana przepisów zapewniła większą transparentność pojedynków.

"Szermierze z większym spokojem podchodzą do decyzji sędziów, a ci muszą być bardziej skoncentrowani niż wcześniej, gdyż oko kamery jest bezlitosne. Modyfikacja przepisów natomiast absolutnie nie wydłużyła czasu trwania zawodów, a jeśli nawet to w sposób niedostrzegalny" - dodał Sobczak.

Stanowisko FIFA w sprawie wprowadzenia techniki do futbolu jest jednoznaczne. "W marcu ucięte zostały wszelkie spekulacje w tej sprawie i nie ma powodów, by do nich wracać" - powiedział po niedzielnych błędach arbitrów Valcke, a rzecznik prasowy światowej federacji Nicolas Maingot dodał w poniedziałek: "Komentarz będzie taki sam jak zwykle, czyli żaden".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: bramki | technologie | świat | piłka | sędziowie | wideo | FIFA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL