Dylewicz pogryziony przez psa

W niedzielnym meczu Tauron Basket Ligi w Koszalinie, w którym AZS pokonał 83:81 Trefla Sopot, w ekipie gości zabrakło Filipa Dylewicza. Reprezentant Polski został pogryziony przez psa w lewe przedramię.

Do zdarzenia doszło na posesji Dylewicza, kiedy jego pies zaczął się gryźć z psem sąsiadów. Zawodnik próbował je rozdzielić i wtedy został ugryziony przez jednego z czworonogów.

Reklama

- Rany szarpane, a takie powstają w przypadku pogryzienia przez psa, goją się zdecydowanie gorzej niż rany cięte. Filipowi trzeba było założyć szwy wewnętrzne na poprzecinane mięśnie. Na szczęście ścięgna nie zostały uszkodzone - powiedział masażysta sopockiego zespołu Aleksander Walda.

Dylewicz wznowił co prawda treningi, ale trenerzy uznali, że nie ma sensu ryzykować i nie wystawili go do gry w spotkaniu przeciwko AZS.

- Wiadomo, że na treningu wszyscy mają baczenie na jego uraz, bo koledzy z zespołu nie chcą zrobić mu krzywdy. Realia meczowe są jednak trochę inne. W boiskowej walce nikt przecież nie będzie kalkulował i stosował wobec Filipa taryfy ulgowej. W najbliższym niedzielnym spotkaniu z Kotwicą Kołobrzeg Dylewicz powinien wrócić do gry - dodał Walda.

To drugi uraz koszykarza Trefla w tym sezonie. Wcześniej silny skrzydłowy sopockiego zespołu skręcił staw skokowy.

Dłużej niż Dylewicza potrwa natomiast pauza innego zawodnika Trefla Slobodana Ljubotiny, który w grudniu przeszedł zabieg artroskopii kolana. Serbski center przechodzi rehabilitację i na boisko pojawi się nie wcześniej niż za dwa tygodnie.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje