Dumny Cuban

Ma powody do dumy ekscentryczny właściciel Dallas Mavericks Mark Cuban. Z pietyzmem pielęgnowany przez niego zespół jest największą niespodzianką rozgrywek w Konferencji Zachodniej.

Po siedmiu zwycięstwach (i 4 porażkach) teraz Mavs rozprawili się w nieprzyjaznej hali Delta Center z Utah Jazz 107:96 zwycięstwem kończąc swe 10-dniowe, wyjazdowe tourne. To dopiero drugie zwycięstwo Dallas w mieście Mormonów z ekipą Jerry`ego Sloana w ostatnim ćwierćwieczu.

Reklama

- Dziś wieczorem wszyscy przepracowaliśmy solidnie te 48 minut - mówił dumny ze zwycięstwa w Salt Lake City rozgrywający z Texasu Steve Nash, który obsłużył swych partnerów 17 asystami (rekord życiowy) - Zagraliśmy dokładnie tak jak założyliśmy przed meczem - dodał Australijczyk.

Gospodarze nie wiele mogli przeciwstawić doskonałej partii Michaela Finley`a (29 punktów) i Niemca Dirka Nowitzkiego (20 "oczek" plus 14 zbiórek). Pod koszem zniechęcał rywali mierzący 228 centymetrów Shawn Bradley (6 "czap"). Zupełnie nie mógł odnaleźć się Karl Malone. Lider zespół ze stanu Utah zdobył tylko 14 punktów (najmniej w obecnym sezonie) trafiając z pola gry jedynie 4 z 14 rzutów.

Jak zatrzymać rozpędzonych 76ers? Na to pytanie jako dziesiąta drużyna obecnego sezonu nie znaleźli odpowiedzi gracze Boston Celtics przegrywając w swej Fleet Center z ekipą Larry Browna 90:114. 10. zwycięstwem na początek sezonu gracze z Filadelfii zbliżyli się do klubowego rekordu najdłuższej serii zwycięstw (12), należącego do teamu dowodzonego w 1990 roku przez "Sir" Charlesa Barkleya. Nieco wiecej, bo pięć triumfów dzieli Iversona i spółkę od najlepszego otwarcia sezonu, które solidarnie dzierżą Washington Capitols (w sezonie 1949-40) i Houston Rockets (1993-94). A propos Iversona. Liczni krytycy poddawali pod wątpliwość szanse rezygnacji lidera 76ers z egoistycznej gry na rzecz kolektywnego zdobywania punktów. Tymczasem Brown wyperswadował chyba w końcu swemu sanjperowi, że bez zbilansowanego ataku daleko zajść nie można. No i proszę Iverson nie "odpala" już 30-kilku rzutów w meczu (średnio 20,8 na spotkanie) i częściej rozgląda się za partnerami (średnia asyst prawie 6) co przynosi znakomite efekty.

Ależ chimeryczną drużyną są w obecnym sezonie Toronto Raptors. Wystarzczy, że Vince Carter wstanie lewą nogą, a weteran Mark Jackson zapomni jak się podaje piłkę i klęska murowana. Tak i było w starciu "Kanadyjczyków" z przeciętnie radzącymi sobie Charlotte Hornets (bilans 5-6). W hali Air Canada Center gospodarze polegli w meczu z drużyną z Północnej Karoliny aż 64:100. Tak nikła zdobycz punktowa Raptors to pochodna katastrofalnej skuteczności strzeleckiej z pola gry (24/89 - czyli raptem 27 procent!) co w konfrontacji z ponad 50-procentową celnością Charlotte musiało skończyć się dotkliwą porażką. Procentowe "osiągnięcie" strzeleckie to rekordowy wynik w dziejach klubu z Toronto...

Zobacz wyniki meczów z 20 listopada

Dowiedz się więcej na temat: "Dallas"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje