Duch sportu czy litera prawa?

Prezydium PZPN zadecydowało w piątek, że w konflikcie pomiędzy Garbarnią-Szczakowianką a Radomskiem rację mają... oba kluby.

Decydując się nakazać rozegranie dodatkowego barażu PZPN stworzyło niebezpieczny precedens. Nie mając bowiem podstawy prawnej - w regulaminie gier nie przewidywano przecież rozegrania 3 spotkań barażowych - podjął decyzję, która działa wstecz, a jak wiadomo prawo wstecz działać nie może...

Reklama

Michał Listkiewicz podpiera się argumentem, że lepiej by sprawę rozwiązać na boisku niż przy zielonym stoliku, zgodnie duchem sportu, a nie literą prawa. Czy jednak rzeczywiście?

Wydaje się, że sprawa jest prosta. Albo zawodnik był uprawiony do gry - i wtedy w I lidze gra Szczakowianka albo nie - i w gronie pierwszoligowców pozostaje Radomsko.

Co mają oznaczać słowa, że brak wystarczających dowodów, na to że Branić nie był uprawiony do gry? Dlaczego w takim razie karze się Szczakowiankę nakazując rozegranie dodatkowego meczu?

A jeśli dowody są - dlaczego karze się Radomsko?

Dlaczego w końcu - karze się oba kluby za błędy popełnione przez działaczy Śląskiego OZPN-u przy zatwierdzaniu Serba do Victorii Jaworzno?

Czy w tej sytuacji można się dziwić, że ani Radomsko ani Szczakowianka nie chcą grac? A jeśli rzeczywiście oba zespoły nie zdecydują się wyjść na boisko - czy centrali piłkarskiej rzeczywiście wystarczy odwagi do rozpoczęcia rozgrywek I ligi liczącej 15 klubów? I czy działacze rozumieją, że wtedy przez ich błędy jeden z klubów będzie musiał - niesłusznie i niesprawiedliwie - grać w II lidze? Pytania można mnożyć...

Niestety - cała sprawa stawia piłkarską centralę w bardzo niekorzystnym świetle i mówienie o "duchu sportu" niewiele może zmienić...

Dowiedz się więcej na temat: sporty | PZPN | kluby | Radomsko | duch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje