Dublet Austriaków, Małysz 14.

Thomas Morgenstern został mistrzem olimpijskim na dużej skoczni, podczas indywidualnego konkursu który odbył się w Pragelato. Austriak wyprzedził swojego rodaka Andreasa Koflera i Norwega Larsa Bystoela, złotego medalistę ze skoczni normalnej.

Najlepszy z Polaków Adam Małysz zajął 14. miejsce, Kamil Stoch był 26., a Robert Mateja, który nie zakwalifikował się drugiej serii, uplasował się na 38. pozycji.

Reklama

Sobotni konkurs był popisem Austriaków. Po pierwszej serii prowadził Kofler, który skoczył 134 metry i dostał 135,7 pkt, a drugi był Morgenstern (133 m, 131,4 pkt). Wyprzedzali trójkę Norwegów Roara Ljoekelsoeya (131 m, 127,8 pkt), Bjoerna Einara Romoerana (128,5 m, 121,8 pkt) i Bystoela (127,5 m, 121,5 pkt).

W drugiej serii presji nie wytrzymali Romoeren (skoczył 125,5 m) i Ljoekelsoey (125 m). Dobrze zaprezentował się Bystoel (131,5 m i w sumie 250,7 pkt), jednak mistrz świata ze skoczni normalnej nie miał szans w walce z młodymi Austriakami.

Morgenstern we wspaniałym stylu poszybował na odległość 140 m, za co dostał notę 276,9 pkt. Jego kolega z reprezentacji nie chciał być gorszy. Kofler skoczył 139,5 m, ale zachwiał się lądując, co nie mogło nie wpłynąć na oceny sędziów. Ostatecznie "Kofi" złoty medal przegrał o 0,1 pkt Austriacy trzeciego Bystoela wyprzedzili natomiast o ponad 26 "oczek".

Morgenstern i Kofler już przed igrzyskami wymieniani byli w gronie faworytów. W Pragelato od pierwszego treningu byli w absolutnej czołówce.

Morgenstern powinien mieć medal w zawodach na średniej skoczni. Po pierwszej serii był trzeci ze stratą 0,5 do prowadzącego niespodziewanie Rosjanina Dimitrija Wasiliewa. Jednak drugi skok zepsuł i ostatecznie był dziewiąty.

Nazwisko Morgenstern znaczy dosłownie "Poranna gwiazda". W opinii ekspertów to właśnie do 19-letniego skoczka należeć będzie przyszłość skoków. Świetnie wyczuł to kilka lat temu menedżer Adama Małysz Edi Federer podpisując z Austriakiem długoletni kontrakt.

W kraju sportowi komentatorzy nazywają go "cudownym dzieckiem". Nic dziwnego. Pierwsze zawody Pucharu Świata wygrał mając zaledwie 16 lat - 11 stycznia 2003 roku w Libercu. Później szło mu w kratkę, jednak wszyscy zgadzali się, że Morgenstern ma niesamowity talent.

Dziesięć miesięcy później w Kuusamo ledwo uszedł z życiem, kiedy bardzo silny podmuch wiatru na skoczni "Ruka" rzucił nim o zeskok. Rekonwalescencja nie była długa. Siniaki i zadrapania szybko się zagoiły. Psychicznie żaden uraz także nie pozostał. Rok później na tym samym obiekcie Austriak ustanowił nieoficjalny rekord skoczni - 149 metrów.

Jego ojciec i wujek byli niezłymi alpejczykami. Mały Thomas poszedł w ich ślady i kiedy tylko mógł zakładał na nogi narty zjazdowe. Wszystko zmieniło się kiedy miał dziewięć lat. Wziął wtedy udział w narciarskim "Toni Innauer Festival" i pod wpływem mistrza olimpijskiego z Lake Placid pokochał skoki.

Obecnie Innauer jest dyrektorem sportowym austriackiej ekipy i w sobotę pod skocznią w Pragelato świętował sukces swojego podopiecznego.

Tym razem Austriacy nie popełnili już błędu sprzed ZIO 2002. Wtedy zamieszkali wyżej od miejsca zawodów i na skoczniach w Salt Lake City nie potrafili się odnaleźć. Na igrzyska jechali jako faworyci, a wracali bez medalu. Teraz cała ekipa ma bazę niedaleko obiektu i żadnych problemów z aklimatyzacją.

Małysz w pierwszej serii skoczył bez błysku, wyszedł zbyt nisko i osiągnął 123 metry. Opuszczając stadion szedł ze spuszczoną głową. Zdawał sobie sprawę, że tym skokiem stracił szansę na podium, gdyż zajmował dopiero 10. miejsce. A marzył przecież o złocie...

W drugiej serii najlepszy polski zawodnik skoczył 123,5, czyli poprawił się o pół metra. Jednak w drugich próbach poprawiali się także inni skoczkowie i czterech z nich zostało go wyprzedzić.

- Nie ma formy. Wydawało się, że już prawie jest, czułem się lepiej z każdym skokiem, ale dzisiaj po prostu skakałem słabo - mówił po konkursie Małysz. Podwójny mistrz świata próbował bronić metod szkoleniowych Heinza Kuttina, ale nie przekonał chyba nawet samego siebie.

Najczęściej powtarzanym przez Małysza słowem w rozmowie z dziennikarzami była motywacja. Zgodził się, że impulsem, który może pomóc mu odbudować formę może być zmiana szkoleniowca.

W takim razie najlepszy polski skoczek może z optymizmem czekać na następny sezon. Kuttin, którego kontrakt z PZN upływa z końcem kwietnia, powiedział po zawodach, że nie zamierza go przedłużać.

- Nie ma takiej możliwości, dopóki na czele związku stoi Apoloniusz Tajner - powiedział Austriak. Tajner nie chciał komentować słów, których osobiście nie słyszał. Stwierdził tylko, że prawdopodobnie Kuttin wypowiedział je pod wpływem emocji po nieudanym dla jego podopiecznych konkursie.

Przed polskimi skoczkami jeszcze udział w konkursie drużynowym. W takiej atmosferze nie można oczekiwać po nich udanego występu. Jednak bez względu na to co się zdarzy, dni Kuttina są policzone.

Zobacz WYNIKI konkursu na dużej skoczni (K-125)

Zobacz galerię z sobotniego konkursu

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: thomas | pragelato | Morgenstern | Adam Małysz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje