Drużyna roku 2010 wg Dariusza Wołowskiego

Minione 12 miesięcy należało do reprezentacji Hiszpanii i Interu Mediolan. Ich piłkarze zdominowali "Jedenastkę Roku 2010".

Bramkarz: Iker Casillas (rezerwowy Victor Valdes)

Reklama

Obrona czubkiem buta strzału Arjena Robbena w finale mistrzostw świata w RPA dała bramkarzowi Realu Madryt przepustkę do nieśmiertelności. Casillas nie jechał na mundial w komfortowej sytuacji - w klubie cudów nie dokonał, a komentatorzy natrętnie wypytywali Vicente del Bosque, czy to nie najwyższy czas, by do reprezentacyjnej bramki stanął wygłodniały Victor Valdes. Bramkarz Barcelony emanuje zwierzęcą siłą, zwinnością i refleksem przewyższając chyba po tym względem nawet Ikera. Charyzmy też mu nie brakuje, w Barcelonie doczekał pozycji, z którą równać mógł się dotąd Andoni Zubizarreta. O ile jednak legendarny gracz "Dream Teamu" całe życie puszczał głupie gole, o tyle Victorowi nie zdarzyło się to od dwóch lat.

Selekcjoner Hiszpanów uznał jednak, że bramka to miejsce delikatne, gdzie zmian nie dokonuje się bez oczywistego powodu - Iker mimo wszystko symptomów załamania formy nie zdradzał. Przy podobnych umiejętnościach bramkarz Realu dominuje nad Valdesem obyciem i spokojem, jest jednym z nietykalnych hiszpańskiego futbolu. Nikt przytomny nie zrezygnuje z Xaviego Hernandeza na rzecz Cesca Fabregasa tylko dlatego, że ten drugi jest wielkim talentem, a pierwszy zagra cztery słabsze mecze.

Casillas do RPA pojechał więc z nr 1 na plecach i wybronił dla Hiszpanii Puchar Świata unosząc go potem, jako pierwszy. Kapitan, bohater i symbol nowego numeru 1 wśród drużyn narodowych.

Prawa obrona: Douglas Maicon (rezerwowi Dani Alves i Sergio Ramos)

Prawdopodobnie najlepszy z wymienionej trójki jest Dani Alves, ale grając przez cały sezon najrówniej, nie dokonał rzeczy spektakularnych. Obdarzony urodą boksera wagi ciężkiej Maicon był bohaterem Interu przede wszystkim w półfinałowych starciach Ligi Mistrzów z Barceloną. Całą wiosnę grał zresztą rewelacyjnie, zaliczył też niezły mundial - mimo klęski Brazylii w ćwierćfinale z Holendrami. Wyróżnienie dla Sergio Ramosa związane jest wyłącznie z wielką grą w RPA. W klubie notorycznie się dąsa - w swoich oczach dorósł już do środka obrony, a ponieważ Jose Mourinho tego nie dostrzega, robił łaskę, że wychodzi na boisko.

Środkowi obrońcy: Carles Puyol (rezerwowy Walter Samuel) i Gerard Pique (rezerwowy Lucio)

Czy dałoby się "skrzyżować" na boisku stoperów Interu i Barcelony? W reprezentacji mistrzów świata mógłby grać tylko Brazylijczyk, Samuel to obrońca urodzony dla calcio. W większości rankingów i plebiscytów Pique jest od Puyola wyżej ceniony, u mnie nadal jest odwrotnie. Starzejący się Carles wnosi do gry najwięcej charakteru i serca - wartości bezcennych nawet na takim poziomie. Pique to obrońca lepiej wyszkolony, o doskonalszych parametrach - jego bramka na Camp Nou w półfinale Ligi Mistrzów z Interem była wyczynem godnym Messiego. Gol Puyola w walce o finał mundialu z Niemcami nie stanowił "dania" tak wykwintnego, miał jednak bez porównania większą wagę. W barcelońskiej parze wciąż jeszcze Puyol jest mistrzem, a Pique zdolniejszym od niego uczniem.

Lucio to z pewnością obrońca podobnej klasy. Tajemnicą jest dla mnie Samuel. Wygląda na piłkarza, który nie potrafi podbić piłki cztery razy. Jak daleko może zajść obrońca, o tak ograniczonych czysto piłkarskich umiejętnościach? Bez dwóch zdań wolałbym parę Puyol-Lucio niż Pique-Samuel.

Lewa obrona: ....

Ponieważ nie było w roku 2010 lewego obrońcy, który by oczarował świat, postanowiłem nie wyróżniać nikogo na siłę, nawet przeżywającego w RPA renesans formy mistrza świata Joana Capdevili. Niech defensywa radzi sobie w trzyosobowym składzie wsparta z drugiej linii. Puyol może grać wszędzie, także z lewej strony.

Prawa pomoc: Arjen Robben (Thomas Mueller, Pedro Rodriguez)

Gracze Bayernu są zupełnie różni. Holender to najbardziej klasyczny ze skrzydłowych, samowystarczalny - nie potrzebuje kolegów do rozstrzygania meczów. Szybkość, drybling i strzał z dystansu pozwalają mu rozwiązać każdą akcję. Trudno ocenić gdzie mógłby dojść, gdyby nie przeszkadzało mu delikatne zdrowie - mam nadzieję, że z piłkarskim epitafium dla Robbena można się jeszcze wstrzymać.

Mueller jest największym talentem młodego pokolenia Niemców objawionego na mundialu w RPA. Król strzelców mistrzostw świata, finalista Ligi Mistrzów to raczej typ napastnika, ale ma dość zalet, by grać w drugiej linii. Pedro Rodriguez jest rewelacją tej samej skali. Przed półfinałem z Hiszpanami Niemcy bali się Fernando Torresa (choć był bez formy) - Del Bosque sprawił im niespodziankę - miłą i niemiłą zarazem: postawił na Pedro i to był ruch genialny. Kiedy zgraja hiszpańskich maluchów dopadła piłki w środku pola, rywal przez długie minuty tylko bezradnie biegał.

Środek pomocy: Xavi Hernandez i Wesley Sneijder

Nie ośmielę się nawet wymienić graczy rezerwowych, bo ci dwaj, to liderzy drugiej linii z innej bajki. Czy są kompatybilni? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy: kto zdołałby ich nakłonić do gry w jednym klubie? Atutem Holendra wobec Hiszpana jest uderzenie z dystansu i instynkt strzelecki - bramka, którą strzelił Brazylii w ćwierćfinale MŚ pokazała jego niezwykły spryt i charakter. Xavi jest bardziej elegancki i dyskretny - to typ wirtuoza niezdolny do zagrania jednej fałszywej nuty. Jak ich razem ustawić? Sneijdera nieco bliżej bramki, ewentualnie nawet z prawej strony za Robbena (i tak jest kontuzjowany).

Lewa pomoc: Andres Iniesta

W tym przypadku również nie ma zmiennika: albo gra Iniesta, albo trzeba inaczej ustawić drużynę (na przykład posyłając w to miejsce Sneijdera). To niewiarygodne, że tak delikatny piłkarz jak Andres, bez uderzenia z dystansu i instynktu strzeleckiego doczekał się tak wysokiej pozycji w futbolu. Można rzadko strzelać, ale trzeba wiedzieć kiedy - na przykład w 93. min półfinału Champions League, lub w dogrywce finału MŚ. Iniesta jest tak mało pretensjonalny, jak istota jego geniuszu trudna do wyrażenia.

Defensywni pomocnicy: Esteban Cambiasso (rezerwa: Bastian Schweinsteiger, Sergio Busquets, Xabi Alonso)

Nie dowiemy się, co by było, gdyby boski Diego zabrał na mundial pomocnika Interu? Jego najbardziej brakowało Argentynie. Może nie jest najlepszy z wymienionej czwórki, ale chyba najbardziej uniwersalny. Przesunięty do środka boiska długoletni skrzydłowy Schweinsteiger był objawieniem turnieju w RPA. Xabi Alonso potwierdził wielką klasę, a Sergio Busquets w oczach się rozwinął. "Gdybym jeszcze raz mógł zostać piłkarzem, chciałbym być właśnie taki jak on" - powiedział Vicente del Bosque. Oryginał - większość wolałaby się jednak wcielić w Leo Messiego.

Napastnicy: Leo Messi i Diego Milito (C. Ronaldo, David Villa, Diego Forlan)

Messi jest czwartym graczem tej drużyny, przy którym nie ośmielę się zamieścić rezerwowego. Kandydat na gracza wszech czasów, choć nie mam pojęcia, co 23-latek mógłby jeszcze poprawić? Jak będzie grał po trzydziestce? Co osiągnie? Dokąd zajdzie? To dla mnie tajemnica. Jeśli będzie zdrowy - pojedzie jeszcze, co najmniej na dwa mundiale, by wynagrodzić sobie i Argentynie to, co stało się w tym roku. Na razie poprosił Świętego Mikołaja o Copa America. Kiedy miał pięć lat, matka pozwalała mu grać wyłącznie na skrzydle obok trybuny gdzie siedziała, by zabrać go z boiska gdyby się rozpłakał. Dziś płaczą obrońcy - dziecko z piłką przyklejoną do nogi stroi sobie żarty z twardych, wyrośniętych chłopów.

Diego Milito był najlepszym graczem ostatniej edycji Champions League - napastnik kompletny ze skrajnie rozwiniętym "killer instinct". David Villa i Diego Forlan to bohaterowie mundialu, Cristiano Ronaldo jest maszynką do zdobywania bramek - w ostatnim roku nie dane mu było jednak strzelać w ważnych meczach.

Trener: Vicente del Bosque (Jose Mourinho)

Kandydatów jest dwóch, tak różnych jak ogień i woda. Ogniste tyrady Jose Mourinho rozpalały pożary przez cały 2010 rok, czy posyłał je z ławki na Giuseppe Meazza, czy już z Santiago Bernabeu. Głośny, stanowczy, kontrowersyjny, wszechobecny, zaczepny, zwycięski i genialny - taki jest "The Special One" sprzedawany w mediach. "Gdyby mój syn był potulną owcą, dawno zostałby zjedzony" - tłumaczył niedawno prasie hiszpańskiej Felix Mourinho, jego ojciec.

Tymczasem selekcjoner mistrzów świata zachowuje się jak owca, która z całym światem chciałaby żyć w przyjaźni. Wojny zostawia piłkarzom - niech toczą je na boisku. Spolegliwy, wręcz uległy nawet wobec swoich krytyków: na uroczystości przyznawania prestiżowej nagrody Księcia Asturii zaprosił na scenę Luisa Aragonesa, choć poprzednik czepiał się go niemal cały mundial.

Podobno Inter wygrał Ligę Mistrzów dzięki Mourinho, a Hiszpanie zostali mistrzami świata mimo Del Bosque. Z pewnością dokonania Portugalczyka są imponujące, Mourinho mówi, że w plebiscycie na trenera roku 2010 głosowałby na siebie, bo Liga Mistrzów jest trudniejsza do wygrania niż mundial. "The Special One" pracuje teraz w Madrycie, w klubie, z którym jowialny Vicente dwa razy wygrywał Ligę Mistrzów i dwa razy mistrzostwo Hiszpanii - wszystko w cztery lata. Na starość Mou planuje poprowadzić Portugalię do tytułu mistrza świata, już dziś nikomu zazdrości nie musi, ale póki, co "owca" wciąż jest jednak o krok przed "wilkiem".

Epilog

Żaden z naszych bohaterów nie uniknął przykrości w mijającym roku. Najbliżej szczęścia był Sneijder utrzymujący się w grze o dwa najważniejsze trofea do 26. minuty dogrywki finału mistrzostw świata. Gdyby wcześniej po jego genialnym podaniu do Robbena Casillas nie sięgnął piłki czubkiem buta...

Ale sięgnął, a potem dzieło skończył Andres Iniesta. Dla Holendrów był to trzeci przegrany finał mundialu, choć pierwszy raz nie grali przeciwko gospodarzom. Sprawiedliwości nie ma? Ten sam Iniesta wyglądający w RPA na największego szczęściarza kilka miesięcy wcześniej kontuzjowany patrzył bezradnie na Sneijdera, Maicona, Cambiasso, D.Milito i Mourinho pozbawiających Barcelonę szansy gry w wymarzonym finale Champions League na Santiago Bernabeu. Co ma powiedzieć Leo Messi? Zdobył w 2010 roku kosmiczną liczbę 60 bramek i nie dotarł ani do finału Ligi Mistrzów, ani do strefy medalowej mundialu w RPA. Laureat "Złotej Piłki" sprzed dwóch lat Cristiano Ronaldo też dziurawił siatki w bramkach jak karabin maszynowy (49 razy), a rok kończy bez trofeum. Tymczasem prześladowany przez urazy Iniesta pokonał zaledwie dwóch bramkarzy i stał się legendą.

Bohaterowie zbiorowi, - czyli Inter i Hiszpania też zapłacili za sukcesy swoją cenę. Klub z Mediolanu przechodził jesienią plagę kontuzji, jest dziś siódmy w Serie A i właśnie drugi raz w ciągu pół roku zmienił trenera. Pozbierał się na finał klubowych mistrzostw świata, by wyrównać stan rywalizacji między Europą i Ameryką Płd. Hiszpanie kończą rok dwoma dotkliwymi porażkami w meczach towarzyskich: 1-4 z Argentyną i 0-4 z Portugalią. Minione 12 miesięcy było zbyt mordercze, by ktokolwiek dotarł do mety bez "zadrapań".

Drużyna 2010:

Casillas (Real Madryt, Hiszpania) - Maicon (Inter Mediolan, Brazylia), Pique (Barcelona, Hiszpania), Puyol (Barcelona, Hiszpania) - Robben (Bayern Monachium, Holandia), Cambiasso (Inter Mediolan, Argentyna), Sneijder (Inter Mediolan, Holandia), Xavi (Barcelona, Hiszpania), Iniesta (Barcelona, Hiszpania) - Messi (Barcelona, Argentyna), D. Milito (Inter Mediolan, Argentyna).

Według klubów:

Barcelona - 5 piłkarzy

Inter Mediolan - 4 piłkarzy

Real Madryt - 1 piłkarz

Bayern Monachium - 1 piłkarz

Według nacji:

Hiszpania: - 5 piłkarzy

Argentyna: - 3 piłkarzy

Holandia: - 2 piłkarzy

Brazylia: - 1 piłkarz

"Jedenastka" dekady według Don Balon:

Casillas - Maldini, Puyol, R. Carlos - Xavi, Zidane, Ronaldinho, Messi - Ronaldo Nazario de Lima, Raul, Eto'o.

Piłkarz dekady: Zidane. Ciekawe, że tylko Maldini nie grał w Realu lub Barcy.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz jak witano mistrzów świata w Madrycie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje