Drużyna 6. kolejki Primera Division

Defensywa Atletico Madryt oblała najtrudniejszy egzamin - wyjazdowy mecz z Barceloną. Real Madryt przełamał strzelecką niemoc w spotkaniu z nierozważnym beniaminkiem, Valencia przegrała w kuriozalnych okolicznościach, a Betis, sensacyjny lider, nie wytrzymał narzuconego przez siebie tempa.

Od kilku lat piłkarze, trenerzy i działacze licznych klubów wmawiają światu, że w futbolu najważniejsze nie są zwycięstwa i trofea, tylko wierność własnej "filozofii". Zasada jest prosta - można nie osiągać wyników, byleby można chwalić się unikalnym podejściem do futbolu, bo ono może sprzedawać się lepiej niż puchary. Zachłyśnięty prowadzeniem w tabeli Real Betis wyrzekł się najważniejszej zasady własnej filozofii - przeciwko Getafe starał się grać z wyrachowaniem, wymieniać podania, szykować ataki pozycyjne, pozwalał rywalom rozgrywać piłkę. Innymi słowy - "Verdiblancos" robili to, co im zupełnie nie wychodzi, zamiast skupiać się na spontanicznych, huraganowych atakach i bezładnej bieganinie nieskażonej najskromniejszą myślą taktyczną.

Reklama

Pokonanie rozważnego Betisu, momentami udającego Barcelonę, nie sprawiło Getafe większych problemów. Luis Garcia Plaza może się cieszyć z pierwszego kompletu punktów - wywalczonych w dodatku na liderze - i z gry najnowszych wzmocnień - Diego Castro, Daniego Guizy i Pedro Leona, którzy mają stanowić o sile "Azulones".

Porażka na własne życzenie

Rzut karny, dwie czerwone kartki dla rywali - pomimo Jeremy'ego Mathieu, który najwyraźniej uważa, że bohaterowi remisu z Barceloną przystoi dawać się wkręcać po pachy w murawę ruchliwemu Jesusowi Navasowi, mecz z Sevillą powinien Valencii wygrać się sam. Nie wygrał się - Ever Banega trafił z jedenastu metrów w słupek, Aritz Aduriz wyleciał z boiska, pomniejszając przewagę liczebną "Nietoperzy", a bramkarz Sevilli - Javi Varas - bronił jak natchniony.

Mimo że Sevilla nie zachwyciła jeszcze w żadnym spotkaniu, należy do wąskiego grona niepokonanych, a ma za sobą starcia z bezpośrednimi rywalami - Malagą, Villarrealem i Valencią. Na Estadio Sanchez Pizujan szczególnie bolesną nauczkę dostał Unai Emery. Nie można mieć pretensji do trenera Valencii o zastosowanie rotacji przed nadciągającym spotkaniem z Chelsea, ale "Los Ches" jeszcze nigdy nie zagrali poprawnie w ustawieniu 4-3-3, a właśnie takie Bask przygotował na Sevillę.

Uparty Guardiola dowodzi swej racji

Wyniki ligowych domowych spotkań Barcelony nie napawają optymizmem szykujących się do podróży na Camp Nou - 5-0 z Villarrealem, 8-0 z Osasuną, 5-0 z Atletico. "Rojiblancos" rozczarowali. Prawdopodobnie zbyt łatwo uwierzyli prasie, że mogą ograć Barcelonę. I to bez nadludzkiego skupienia w defensywie.

Obrońcy, którzy w pierwszych czterech kolejkach dopuścili do utraty tylko jednej bramki, raz po raz pozwalali Davidowi Villi i Pedro bezkarnie gubić krycie i dopadać do wrzucanych z głębi pola piłek, a Leo Messiemu wykonywać w dodatku efektowne slalomy. Było już po meczu, zanim Gregorio Manzano zdołał poprawić ustawienie swoich defensorów.

Podwójnie zadowolony po zmiażdżeniu Atletico musiał być Pep Guardiola. Jego drużyna nie tylko upokorzyła groźnego rywala, ale zrobiła to w dodatku w ustawieniu 3-4-3, które nieco skompromitowało się w meczu z Valencią. Guardiola nie zraził się początkową wpadką, tylko wprowadził jedną korektę - "uwiązał" Daniego Alvesa pod bramką Victora Valdesa i rywale nie mieli którędy przeprowadzać kontrataków.

Taktyczne samobójstwo na Santiago Bernabeu

Trzeba mieć tupet, żeby przyjechać na Santiago Bernabeu, strzelić bramkę w piętnastej sekundzie meczu i dalej naciskać tak, jakby przybyło się ustanawiać jakieś rekordy. Taktyka Rayo Vallecano była jednak spektakularnym samobójstwem. Przy ofensywnym nastawieniu beniaminek nie mógł liczyć na to, że na Santiago Bernabeu zdobędzie coś więcej niż sympatię kibiców, niewątpliwie zaskoczonych atrakcyjnym widowiskiem.

Rayo pozostawiło Realowi zbyt wiele miejsca, wręcz zapraszając "Królewskich" do wyprowadzania kontrataków. A przecież właśnie po takich akcjach Cristiano Ronaldo, Kace i spółce najłatwiej przychodzi zdobywanie bramek. Co z tego, że Michu rozegrał być może najlepszy mecz w życiu - w tak rozgrywanym spotkaniu zwycięzca mógł być tylko jeden.

"Matagigantes" ("Pogromcy gigantów"), jak dumnie mówią o swojej drużynie kibice Rayo, zlekceważyli przykład Levante i Racingu Santander. A tym dwóm zespołom mecze z Realem dodały pewności siebie - na konta obydwu drużyn wpłynęły kolejne punkty. Levante ma już ich w sumie jedenaście i w tabeli ustępuje jedynie Betisowi i Barcelonie.

Drużyna 6. kolejki Primera Division według INTERIA.PL:

Jedenastka kolejki: Javi Varas (Sevilla) - Dani Alves (Barcelona), Adil Rami (Valencia), Alvaro Gonzalez (Racing), Fernando Navarro (Sevilla) - Jesus Navas (Sevilla), Xavi (Barcelona), Javi Martinez (Bilbao), Diego Castro (Getafe) - Leo Messi (Barcelona), Michu (Rayo Vallecano)

Ławka rezerwowych: Roberto Jimenez (Saragossa), Rafael Varane (Real Madryt), Javier Mascherano (Barcelona), Raul Garcia (Osasuna), Kaka (Real Madryt), Cristiano Ronaldo (Real Madryt), Nilmar (Villarreal)

Nagroda im. tańca z gwiazdami - Fernando Navarro (Sevilla). Na pewno nie każdy potrafiłby tak wyjątkowo zatańczyć w obecności wielkiego aktora, jak zrobił to Fernando Navarro. Wspomnianym aktorem był Emir Spahic, który przekonująco zwijał się z bólu, demonstrując niewyobrażalne cierpienia zadane mu przez Aritza Aduriza. Navarro zmysłowym tańcem przyciągnął uwagę arbitra do całej sytuacji, zakończonej wykluczeniem napastnika Valencii.

Zobacz prowokacje Emira Spahica, taniec Navarro i czerwoną kartkę Aduriza:

http://www.youtube.com/watch?v=qdJ0PQlBVmc

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje