Drużyna 16. kolejki Primera Division

Primera Division zapada w dwutygodniowy sen i rozgrywki wznowi już w 2011 roku. Po szesnastej kolejce hiszpańskiej ekstraklasy do elitarnego grona klubów rozstrzelanych przez Barcelonę pięcioma bramkami dołączył Espanyol, zmuszony pogodzić się z pierwszą porażkę w sezonie na własnym boisku.

Niezdobyte pozostaje Santiago Bernabeu, po tym jak Real Madryt, grając w osłabieniu, wymęczył skromne zwycięstwo nad Sevillą. Getafe i Valencia, mimo słabych początków, zdołały odrobić straty i powygrywać. Największe przetasowania w tabeli tradycyjnie w strefie europejskich pucharów. Którzy piłkarze najbardziej przysłużyli się do sukcesów swoich klubów?

Reklama

Andres Palop panował w całym polu karnym, ryzykownie, ale bardzo pewnie wychodził z bramki, by uprzedzać piłkarzy Realu, pędzących do prostopadłych podań. Wybiegającego spomiędzy słupków bramkarza Sevilli sprytnym strzałem w krótki róg zdołał oszukać Angel Di Maria, ale w tej sytuacji nie popisali się przede wszystkim defensorzy "Sevillistas", którzy jak na komendę równocześnie wrośli w murawę.

"Gdybyśmy przegrali ten mecz, to bym się zabił" - przyznał się do samobójczych myśli trener Stortingu Gijon Manolo Preciado, przeżywający każdą zmarnowaną szansę jego drużyny w meczu z Deportivo. Życie - a na pewno posadę - zagrożonemu wyrzuceniem z pracy trenerowi uratował Alberto Lora, pięknym rajdem w końcówce spotkania wypracowując bramkę Diego Castro. Zjawiskową asystą nie błysnął Nacho Monreal, ale spośród wszystkich lewych obrońców wydawał się najbardziej kompetentny w swoich działaniach.

"Z innego świata" - tak Jose Mourinho podsumował występ Pepe w meczu Realu Madryt z Sevillą. Stoper "Królewskich" interweniował szybko, pewnie, czysto i był w stanie zażegnać każde niebezpieczeństwo, w przeciwieństwie do Ricardo Carvalho, wyrzuconego z boiska w drugiej połowie spotkania. Przez ładnych kilka tygodni Alvaro Dominguez znajdował się na czarnej liście Quique Floresa, ale w końcu trenerowi bardziej podpadł Diego Godin, bezskutecznie szukający formy po miesięcznej przerwie w grze. Dominguez wrócił do składu i po solidnym występie z Malagą, zakończonym bramką na koncie, 21-latek powinien dłużej zadomowić się na środku defensywy Atletico.

Rozszaleli się środkowi pomocnicy w 16. kolejce Primera Division. Z powodu skończonej liczby miejsc w drużynie kolejki nie znajdą się: biegający po boisku jak opętany Lassana Diarra, Sergio Busquets, jeden z cichych bohaterów gorących derbów Katalonii, Jonathan de Guzman, autor pięknej bramki dla Mallorki, starający się poderwać zespół w walce z Villarrealem, a także perfekcyjny w odbiorze Bruno Soriano, który skutecznie niweczył wszelkie wysiłki de Guzmana. Wyróżniony nie mógł nie zostać Tiago, właściciel głowy, dzięki której Atletico wskoczyło na szóstą pozycję w tabeli. Dwa strzały głową Portugalczyka znalazły się w siatce bramki Malagi, a jedno zgranie wykorzystał Dominguez, również wpisując się na listę strzelców.

Tino Costą powinny zainteresować się służby wywiadowcze - z taką siłą i precyzją strzału Argentyńczyk mógłby zestrzeliwać satelity szpiegowskie. Potężnie kopnięta przez Costę piłka minęła mur i wpadła w okienko bramki Claudio Bravo, niemal rozrywając siatkę. Środkowy pomocnik Valencii wydawał się być w kilku miejscach naraz, błyskawicznie przemieszczał się po całym boisku i podrywał swój zespół do walki. Javi Martinez odnalazł się w nietypowej roli ofensywnego pomocnika, dyktując tempo gry Bilbao w spotkaniu z Levante. Złoty medalista mundialu z RPA trafieniem z główki wyręczył Fernando Llorente z obowiązku wygrywania meczów dla Basków, a przez całe spotkanie nie zapominał o pomaganiu w powstrzymywaniu ataków "Granotes".

Trudno mieć pretensje do Espanyolu o wynik derbów Katalonii - choć gospodarze Cornella El Prat starali się jak mogli, kolejny raz Barcelona z przerażającą łatwością wprowadzała piłkę do siatki. Nie do upilnowania był Pedro, przebierający nogami z prędkością światła autor dwóch bramek. Dwa razy Carlosa Kameniego pokonał również David Villa, spokojnie wykańczając obydwie stuprocentowe sytuacje, które wyprodukował wspólnie z Messim i Xavim.

Po dwudziestu pięciu minutach meczu Almerii z Getafe gospodarze prowadzili już 2-0, ale wtedy do gry wziął się kapitan "Los Azulones", Manu del Moral. Rozgrywający swój 150. mecz w Primera Division napastnik rozpoczął odrabianie strat bramką i miał udział przy dwóch kolejnych trafieniach kolegów z drużyny.

Jedenastka kolejki: Palop (Sevilla) - Lora (Sporting), Pepe (Real Madryt), Dominguez (Atletico), Monreal (Osasuna) - Javi Martinez (Bilbao), Tiago (Atletico), Tino Costa (Valencia) - Pedro (Barcelona), Villa (Barcelona), Manu del Moral (Getafe)

Rezerwowi: Leo Franco (Saragossa), Alves (Barcelona), Boateng (Getafe), Xavi (Barcelona), Cazorla (Villarreal), Messi (Barcelona), Osvaldo (Espanyol)

"Dobrze ustawiony i skupiony zawsze, gdy piłka zmierzała w jego stronę" - tak na łamach "Marki" opisywał grę Leo Franco Fran Villalobos. Bramkarz Realu Saragossa popisał się szczególnie przy groźnym strzale Nelsona, ratując remis swojej drużynie.

Dani Alves niemal nie opuszczał pola karnego Espanyolu, przypominając bardziej napastnika, niż obrońcę, choć wtedy, gdy pod bramką Barcelony robiło się wyjątkowo gorąco, Brazylijczyk w jakiś sposób teleportował do defensywy i zaliczał udane interwencje. Derek Boateng harował w środku pola i efektownym trafieniem piętką przesądził o zwycięstwie Getafe nad Almerią. Niezawodny dyrygent Barcelony, Xavi strzelił gola i wymienił ponad setkę podań, w tym jedno otwierające Davidowi Villi drogę do bramki.

Santiago Cazorla szybko strzelił bramkę, a potem grał już tylko lepiej. Wibrujące akcje niewielkiego skrzydłowego były ozdobą meczu Villarrealu z Mallorką. Leo Messi świetnie współpracował z kolegami z ataku - asystował przy dwóch bramkach, trzecia padła po dobitce strzału Argentyńczyka - ale do siatki nie trafił, choć raz stanął przed pustą bramką. O wiele trudniejszą sytuację wykorzystał Pablo Osvaldo, który musiał uciekać obrońcom Barcelony niemal z połowy boiska, by pokonać Victora Valdesa soczystym strzałem. Waleczny, momentami aż zbyt waleczny Osvaldo przez cały mecz ani na moment nie zostawiał swobody obrońcom "Blaugrany".

Okolicznościowe wyróżnienia i nagrody specjalne:

Purpurowe serce - Andres Guardado. Po dwóch miesiącach rekonwalescencji Meksykanin wrócił do gry, ale z kolejną kontuzją z boiska zszedł już w 30. minucie meczu. To już piąty uraz skrzydłowego Deportivo w 2010 roku, jeszcze nie wiadomo, ile czasu tym razem spędzi w gabinetach lekarzy.

"Epickie pożegnanie" - Simao Sabrosa. Jak już odchodzić, to z klasą. Simao Sabrosa prawdopodobnie opuści Atletico w styczniowym okienku transferowym i meczem z Malagą efektownie pożegnał się z klubem. Noszący opaskę kapitańską Portugalczyk wykonywał wszystkie trzy stałe fragmenty, po których "Los Colchoneros" zdobywali bramki.

"Obezwładniający cios", nagroda im. Bruce'a Lee - Salomon Rondon. Napastnik Malagi wprawdzie nie trafił bramki, ale za to kopnięciem w szczękę powalił na murawę Filipe Luisa, obrońcę Atletico Madryt.

"Sokole oko", nagroda im. Wasilija Zajcewa - Igor Gabilondo. Poprzednią edycję tej nagrody również zdobył piłkarz Bilbao - David Lopez. Tym razem snajperską precyzją przy idealnym strzale z rzutu wolnego popisał się Gabilondo.

"Stalowa pięść", nagroda im. Tomasza Adamka - Albert Crusat. Po zejściu z boiska krewki skrzydłowy Almerii z wściekłością uderzył pięścią w szklaną obudowę ławki rezerwowych. Obudowa wykonana była z solidnego szkła, ale nie aż tak solidnego.

Nagroda im. Świętego Mikołaja - Iglesias Villanueva, Turienzo Alvarez. Tydzień bez popisów hiszpańskich arbitrów to tydzień stracony. Tym razem kontrowersyjne rzuty karne w prezencie otrzymali piłkarze Realu Sociedad i Villarrealu.

Jedwabna chusteczka, jako "Nagroda Pocieszenia" - Jose Mourinho. Trener Realu Madryt wytknął trzynaście błędów arbitra Closa Gomeza, z pasją kartkującego piłkarzy Realu, na konferencji po meczu z Sevillą. "To postawa beksy" - skwitował przedstawienie Mourinho Unai Emery, trener Valencii, który sam lubi ponarzekać na arbitrów, ale nie wpadł jeszcze na pomysł, by dla efektu wypunktować swoje zastrzeżenia na papierze. Miałby co spisywać - Valencia kończyła trzy mecze z kontrowersyjnymi czerwonymi kartkami - w tym z Realem Madryt - i trzy razy nie mogła się pogodzić z mocno dyskusyjną decyzją arbitra o rzucie karnym dla rywali.

Łukasz Kwiatek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje