Druga porażka Lakers

W Arco Arena w Sacramento spotkały się dwa najlepsze zespoły Pacific Division, miejscowi Kings podejmowali mistrzów NBA Los Angeles Lakers. Lepsi w tej konfrontacji okazali się gospodarze, którzy wygrali 97:91.

Kings, pododobnie jak większość rywali Lakers, wiedzieli, że droga do zwycięstwa prowadzi przez wyeliminowanie z gry Shaquille O'Neala. Zatem zgodnie ze wskazówkami trenera podwajali Shaqa, a czasami nawet potrajali. Skutek takich poczynań był zupełnie odwrotny od zamierzonego. Najlepszy strzelec Lakers oddał 23 rzuty z gry, z czego 14 znalazło drogę do kosza. Gdy sam nie miał pozycji do rzutu podawał partnerom, zaliczając 5 asyst. Pod tablicami był również najaktywniejszy, zbierając 16 piłek.

Reklama

Koszykówka jest grą zespołową więc indywidualne statystyki Shaqa, na nic się zdały, a głównym powodem porażki Lakers okazały się rzuty z dystansu. W całym meczu na 19 prób rzutów za trzy mistrzowie NBA trafili tylko 4. Ich rywale na 12 prób skutecznie trafiali 8.

Drugi uczestnik ubiegłorocznych finałów NBA, Philadelphia 76ers nie może podnieść się z pasma porażek. Kolejnej doznali w San Antonio, ulegając Spurs 76:86. Gdy Spurs przegrali ostatni mecz z Sixers we własnej hali Charles Smith miał 10 lat. Po 16 latach Smith pomógł swojej swojej drużynie pokonać 76ers, zdobywając 20 punktów, z czego decydujące 13 w ostatniej kwarcie. Philadelphia grała bez swojego asa Allena Iversona oraz bez Derricka Colemana.

O tym, że obrona Atlanty Hawks jest dziurawa wie prawie każdy zespół w NBA, ale nie każdy potrafi ze swej wiedzy zrobić użytek. Litości dla jednej ze słabszych ekip w tym sezonie nie mieli koszykarze Orlando Magic, którzy rozgromili rywali 129:84. Aż trzech zawodników zwycięskiej drużyny zdobyło ponad 20 punktów. Tracy McGrady wrzucił rywalom 32 punkty (28 po pierwszej połowie), Mike Miller 22 oraz Troy Hudson 20.

Prawdziwy dreszczowiec miał miejsce w Air Canada Centre, gdzie Toronto Raptors pokonali po dogrywce Denver Nuggets 98:96. Ojcem zwycięstwa okazał się niezawodny Vince Carter. Na 4,3 sekundy przed końcem meczu Nuggets prowadzili 87-84, a ich rywale zagrali na Cartera, który w rogu został sfaulowany przez George'a McClouda. Vince pewnie wykorzystał 3 rzuty wolne. - Cała ławka rywali głośno coś do mnie mówiła, ale ja z uśmiechem na twarzy rzucałem kolejne wolne - powiedział po meczu Carter. Jeszcze za trzy próbował rzucić Van Exel, ale został zablokowany przez Alvina Williamsa. Czy był faul? Van Exel i cała ekipa Nuggets byli przekonani, że tak, ale sędziowie zakończyli regulaminowy czas gry.

Na 5,4 sekundy przed końcem dogrywki Bowen wyprowadził graczy z Denver na prowadzenie 96:95. Sprawy w swoje ręce wziął Carter i po akcji prawym skrzydłem rzucił za trzy nas James'em Posey ustalając wynik meczu. W całym meczu zdobył 42 punkty, zaliczył 15 zbiórek i 6 asyst.

Zobacz wyniki meczów z 7 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: porażka | NBA | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje