Dramatyczna sytuacja wicemistrzyń

Jeszcze przed końcem roku ekipa wicemistrzyń Polski w piłce ręcznej AZS AWFiS Gdańsk może przestać istnieć w dotychczasowej formie. Klub zalega zawodniczkom około 120 tys. złotych.

13 podstawowych zawodniczek wezwało klub do uregulowania zaległości. Zgodnie z obowiązującymi przepisami klub ma dwa tygodnie na uregulowanie należności. Po tym czasie zawodniczki stają się wolnymi graczami.

Reklama

W kwocie 120 tysięcy oprócz zaległych wypłat wynikających z kontraktów znajdują się również premie za wyniki sportowe w minionym i obecnym sezonie.

- Sytuacja ekonomiczna drużyny jest dramatyczna. Sekcja piłki ręcznej była źle zarządzana już przynajmniej od dwóch lat. Nie reagowano na sygnały o tym, że jest źle. Do tej pory należności wynikające z kontraktów regulował sponsor - powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej prezes AZS AWFiS Gdańsk Tomasz Tomiak, który przypomniał, że na stanowisku prezesa zasiada od września. Przyznał, że ze szczypiornistkami poprzedni zarząd podpisywał kontrakty nie mając podpisanej nowej umowy ze sponsorem.

Jak wyjaśniono podczas konferencji, dotychczasowy sponsor drużyny nie przedłużył współpracy z klubem. Rozbieżności wynikły podczas omawiania kwestii związanych z powierzchniami reklamowymi.

Według przedstawicieli klubu cały dług sekcji wynosi 223 tysiące złotych.

Prezes Tomiak zaapelował do wszystkich, którzy mogą, aby wsparli piłkarki ręczne.

- Bez sponsora klub będzie musiał renegocjować kontrakty. AZS AWFiS może zaoferować zawodniczkom jedynie stypendia w wysokości około 1000 złotych brutto - przyznał Tomiak.

Ponadto stypendia te nie objęłyby zawodniczek, które są studentkami pierwszego roku i tych, które nimi nie są. Sytuacja ta dotyczy sześciu piłkarek z podstawowego składu.

- Zagramy na pewno w dwóch następnych kolejkach ligowych. W sobotę do Słupska pojedziemy choćby kolejką podmiejską. Jeżeli natomiast nie dojdziemy do porozumienia w sprawie zaległości, to odejdziemy - powiedziała Katarzyna Koniuszaniec.

Małgorzata Sadowska przypomniała, że taka sytuacja nie zdarzyła się w akademickim klubie po raz pierwszy.

- Jestem w tym klubie od juniorki, zdobywałam dla niego medale już jako juniorka i z ciężkim sercem podchodzę do tego. Wiadomo, zawsze były problemy finansowe, zawsze było źle, ale zawsze był ktoś, kto poklepał nas po ramieniu i dawał nadzieję, że będzie lepiej i nawet jak te zaległości przekraczały dwa miesiące, my tych podań nie składałyśmy, bo wierzyłyśmy, że będzie dobrze - powiedziała Małgorzata Sadowska.

- Chciałyśmy tu grać, jesteśmy związane z Gdańskiem i w tym klubie chciałyśmy przejść na sportową emeryturę. My zrobiłyśmy swoje, zdobywałyśmy medale. Przez lata nie zrobiono nic aby było lepiej, nic aby nie odchodziły od nas najlepsze zawodniczki, aby grały z nami lepsze zawodniczki zagraniczne, tylko nam wszystko obcinano - mówiła wyraźnie poruszona Małgorzata Sadowska.

Przyznała, że ona jak i jej koleżanki mają oferty z innych czołowych klubów polskiej ekstraklasy.

- Cały czas mówimy, że mamy jeszcze ważne kontrakty. Tak naprawdę to wierzymy jeszcze, że cud się zdarzy. Jeżeli nie, to serce mi pęknie, ale muszę patrzeć też na warunki ekonomiczne - mówiła reprezentacyjna bramkarka.

Trenerem szczypiornistek z Gdańska jest Jerzy Ciepliński. Pod jego kierunkiem akademiczki w ostatnich siedmiu sezonach nie ukończyły ligi na miejscu niższym niż czwarte i zdobyły sześć medali, w tym jeden złoty.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Gdańsk | AWFiS Gdańsk | zaległości | klub

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje